Martyna Rogacka - zestaw trzech wierszy

Pracujący lud miast i wsi
chłoniemy lipiec, ciągnie nas w chaszcze, komary gryzą
plumkam o szorstkim doświadczeniu w świecie
ale nie wiem, o co chodzi naprawdę, czy praca rąk
może jeszcze inspirować? a jeśli tak, czy możesz być to ty sam
blady dziesięciolatek, pomagasz przy wykopkach, w tle
pierwsza w tym regionie stacja kolejowa
nasze babki szorowały ciepłe dni do skóry, ja potrafię jedynie
romantyzować Lewina na sianie, ostatni autobus
imaginujesz, co zrobisz mi w domu, chyba jesteśmy kwita
Blisko, bliżej
odchodzisz
postój na światłach
ciągnę rękaw
kamera włączona
wykręcam
sprzedaż detaliczną
na patyku rogacz
ciepła fajerka podlega ochronie
dowód w sprawie otwiera
zwieracz
na przestrzał krów nie ma
za pazuchą i niczego
więcej
San
po południu domykasz projekty i wyłączasz Teamsa
na skraju załamania
rynku idziesz na siłownię
czas uderza, nawet gdy ucieka, jakby coś
miało się jeszcze wydarzyć
tam gdzie paliliśmy ognie
kładliśmy dzieci do snu
gąsienica wspina się po liściu babki
przykładasz go do skaleczonej skóry
wypuszczasz ustami ciepłe powietrze




