Joanna Łępicka - zestaw dwóch wierszy

Trawers
Jest tylko początek: para ludzi wlecze się przez zaspy nocy.
Róża, modląca się na tonącym statku podobnym do Titanica,
w drodze do pracy w fabryce elektrycznych części i maszyn
w Pittsburghu, gdzie swój początek bierze rzeka Ohio.
Zeszła do szalupy z workiem suszonych jabłek, rozdała je
wrzeszczącym dzieciom Żydówek i Niemek; wołała Anioła Stróża,
aż dotarli na brzeg. Zarobiła trochę kasy i wróciła na próg
domu zbieraczy i siewców, to wszystko, co właściwie wiem:
od świtu nawijała miedziane przewody na rdzenie silników
i cewki generatorów, sześć dni w tygodniu, nie znając języka
na duszę i blask albo swoje oddalenie; robotnicy śpiewali
Rosie, you are working too hard, sweet Rosie, you grew up in a yard;
myła włosy w rzece; spuszczała pijawkami krew; zmarła,
zostawiła tylko jedno zdjęcie. Miała dzieci, nadszedł czas.
Nauczyły mnie, że zawsze trzeba mieć swoje pieniądze;
jak mówić do Aniołów; że deszcz ziaren oznacza deszcz.
Nauczyły się, że imiona są częściowo przetłumaczalne;
że podstawą ruchu jest przeciąg; że nadzieja smakuje jak suszony owoc,
jak nosić go ze sobą, kiedy schować w ustach. I jak po wszystkim
sprzątać, jak skrobać i zamiatać podłogi skrzydłem białej gęsi,
gdzie je trzymać, jak układać dłonie, by rozłożyć je w wachlarz,
jak je odcinać, by zachować funkcje, by podnosić i dźwigać,
by zbierać i siać, nalewać i pływać, byle jak, byle do brzegu,
przez kielich i miąższ, w ziarno, przez czas, byle do Betlejem, do Betlejem.
List
Kiedy przyjdziesz, będę naładowany.
Będę bronił koloru. A w ostępy nocy,
w te późne historie, idę tylko po Colę.
Kiedy przyjdziesz, zakwitnę. Wyjdę
za Boba i Franka. Serce jest owocowe.
Idę po śladach, które znajdę za rogiem,
choć wzdryga mnie na widok śniegu
i też nie widzę gdzie.




