top of page

Marta Sieczkowska - Przemiana. Zapiski z marginesów kart perforowanych

1 dzień temu
3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 11 godzin temu


ilustracja, Marta Sieczkowska
ilustracja, Marta Sieczkowska

Niniejszy tekst jest zbiorem notatek uczestników pewnego zdarzenia, które miało miejsce w zakładzie komputerowej analizy danych niejawnych przy ulicy Biurowej w bliżej nieokreślonym czasie. Notatki, które tu publikujemy, pochodzą od różnych osób i nie są opatrzone dokładnymi datami. Sądząc po rodzaju i jakości papieru oraz składzie chemicznym użytych materiałów piśmienniczych, możemy sądzić, że wydarzenia miały miejsce w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Poza tymi zapiskami żadne inne świadectwo się nie zachowało. Nie znaleziono również żadnej osoby, która byłaby świadkiem lub słyszałaby coś o tym, co wydarzyło się w zakładzie pracy przy ulicy Biurowej.


21.03

Pani Aneta i pan Jurek chyba mają romans. Już tylko oni pojawiają się na korytarzu, reszty nie widuję prawie wcale. Oni chyba jedyni tutaj mówią sobie na „ty”. Co za bezczelność. Panią Jadwigę ostatnio widziałam zapatrzoną w dużą monsterę rosnącą w kolorowej donicy na korytarzu w łączniku. 


Ostatnio bardzo interesują mnie rośliny. Nagle przypomniałam sobie wszystkie ich nazwy. Mam wrażenie, że znam je po imieniu, wszystkie w naszym budynku. Wydaje mi się, że delikatnie się poruszają. Zastanawia mnie to, ponieważ nigdy nie mieliśmy tu przeciągów. Dodatkowo okna są przez prawie cały czas pozamykane, odkąd Pani Prezes zarządziła, aby w budynku utrzymywać warunki szklarniowe, co sprzyja wyjątkowo roślinom w pokojach i na korytarzach.


13.04

Widziałem dziś panią Alinę. Była bosa, prawie biegła, niosła coś w wyciągniętej daleko przed siebie ręce. Poszedłem za nią prawie do samego wyjścia. Okazało się, że wynosiła owada. Sporego konika polnego.


17.04

Pani Joanna znowu dziś powtarzała, jak niesamowity jest świat i że każdy człowiek to wielka tajemnica. Ona wciąż ma tyle dystansu. To naprawdę niewiarygodne, że wciąż można być tak zdziwionym i na nowo zadawać sobie tyle pytań. Raz powiedziała: „Robię absurd, ja mam problem, kiedy muszę robić rzeczy, których nie uważam za swoje”. Ja mam z kolei wrażenie, że nie ma już innej rzeczywistości, że ugrzęzłem w tym świecie tutaj jak w jakiejś kleistej zawiesinie. Nie pamiętam już nawet, co robiłem w domu i czy w ogóle dziś do niego wróciłem. Z trudem przychodzi mi odpowiedzenie sobie na pytanie, co ja tu w ogóle robię i jaki to ma sens. Wiem natomiast, na jakim stanowisku pracuję – jestem starszym segregującym dokumentację papierową. Zachwycają mnie rośliny, i te zza okna, i te, które mamy w biurze. Ostatnio bardzo bujnie się rozrastają. Mam wrażenie, jakby te wewnątrz chciały połączyć się z tymi na zewnątrz.


17.04

Spotkałam dziś Panią Alinę, leżała na podłodze. Zapytałam się, czy wszystko w porządku. Odpowiedziała, że tak. Była uśmiechnięta, ale wyglądała na zmęczoną. Wyjaśniła mi, że tylko sobie odpoczywa. Wcześniej już tak bywało, więc nie byłam bardzo zaniepokojona. Leżała częściowo w plamie słońca, mrużyła oczy. Pomyślałam, że dawno nie byłam już na zewnątrz. Jak bardzo potrzebuję światła. Kiedy wróciłam do siebie, od razu przestawiłam biurko bliżej okna.


20.04

Od kilku dni nie widziałam Pana Pawła na jego stanowisku pracy. Często zdarzało mu się zasnąć, ale pojawiał się regularnie, od ósmej do szesnastej. Zauważyłam też, że jego komputer zaczął w bardzo szybkim tempie obrastać bluszczem. A w zasadzie, nie, to bluszcz oplata komputer. To on jest stroną aktywną i podmiotem w tej sytuacji. Wydaję mi się, że wyraźnie wyczuwam jego podmiotowość. Wręcz czuję jego obecność.


22.04

Maszyny przestały pracować.


22.04

Zniknęły wszystkie odgłosy, szum wentylatorów, dźwięki drukarek i maszyn liczących. Wszystko jakby milczy w zachwycie nad pięknością tego miejsca. Dorodnością roślin. Miękkością światła, które kładzie się na liściach, kolorami kwiatów, które zaczynają kwitnienie. Zioła i chwasty są tak ogromne i pachną tak obezwładniająco, że od samej ich woni pojawiają się halucynacje. Dziś zdawało mi się, że widzę nowe kolory – takie, których do tej pory nie dostrzegałam – oraz że słyszę rośliny przemawiające w dziwnym, ale zrozumiałym dla mnie języku.


25.04

Dziś znalazłam okulary Pana Roberta między łodygami ogromnego filodendrona. Coraz mniej mam ochotę się przemieszczać. Mam wrażenie, jakby to wszystko wokół mnie się ruszało i ten ruch wokół mnie wystarcza mi w zupełności. Słońce porusza się wokół mnie, mam ochotę rozrastać się we wszystkie strony i rozkruszyć te mury. Czuję, że mam taką siłę, że mogę to zrobić.


ilustracja, Marta Sieczkowska
ilustracja, Marta Sieczkowska

30.04

Pani Alina wiele godzin spędza przy roślinie, która wyrosła na tarasie między płytami posadzki. To chyba dracena. Jest bardzo wysoka, ma około trzech metrów.


wtorek

Nie widać już komputerów, biurek, foteli. Widać tylko ich kształty obleczone zwartą pokrywą łodyg i liści. 


xx

Stosy kart perforowanych wznoszą się na wyrastających pod nimi roślinach.

Kolumny papierowych teczek, niczym pnie drzew, są podporą dla obrastających je bluszczy.


xx

Nie mam ochoty stąd wychodzić. Świat zza okna sam przychodzi do nas.

Słyszę w korytarzu szepty, „erozja jest dla nas nadzieją”. Erozja jest rewolucją.


xx

Długo czekałam na ten moment, w końcu jesteśmy wolni.


xx

Powietrze


xx

Światło woda


xx

Wiatr


ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page