top of page

Maciej Borowiak - zestaw czterech wierszy

1 dzień temu
3 minut(y) czytania
ilustracja, Aleksandra Żywicka
ilustracja, Aleksandra Żywicka

a tytuł ma temperaturę powietrza 

(może być jak błyszcząca koniczyna) 

zieleń ciśnie się do oczu 


Leżymy w mieszkaniu, jest jasno. Za oknem względnie cicho. To się wydaje trochę niemożliwe ale gwiazdy tak samo blisko jak w nocy więc właściwie czemu nie. Jesteśmy stołem. Zagięcia obrusa są kośćmi miednicy. Plamy sera i makaronu na podobieństwo śliny. Apetyt z apetytem walczą o atencję. Łakomstwa nauczeni od zwierząt, które jabłka zjadają w całości. Kwiczymy wołacze, kwiczymy przecinki, kwiczymy dopełniacze. Językiem obracamy komunikat chemiczny. Obojętność światła, obojętność powietrza, dwie fikcje, rozejm między nimi. Jak wtedy, gdy dorośli nam powtarzali, że jesteśmy niemożliwi. W żyłach płynie krew leniwców. Wszystko robimy trzema palcami. W naszych futrach są siedliska glonów i motyli. Płynie pod sam sufit środek lipca. Słychać, jak prężą się ścięgna. Za oknem rozstrojony krzyk ptaków. O tym, że za chwilę nie będziemy tak czuli, tylko będziemy tarabanić to czucie przed sobą. O tym, że za chwilę w samym środku głowy będzie szatnia, w której nałożymy ubrania. Za oknem błyszczy koniczyna. Popycha ją powietrze.



a tytuł jest niewyszukany i kanciasty 

(może być urządzeniem wielkości odkurzacza) 

odbicie w lustrze szafy komandor 


Za oknem błyszczy koniczyna. Tam też zostaje cały nadmiar, obfitość mlecznych biustów, przepych pogody, anielskość wielkich brzuchów. Tu w środku, gdzie się pochylasz, świat jest raczej ziemski, a piersi jakby ktoś wypluł drobny kęs jabłka. Dzisiaj nasze łóżko to wysoki mebel. Patrzymy razem w dół, gdzie zgodnie z rozkładem uruchomił się odkurzacz. Połowa doby. Piękno brudnego różu znalazło swój środek ciężkości. Sięgasz do podłogi po bieliznę, a cała scena razem z tobą chyli się. Odkurzacz najwięcej czasu spędza w sypialni. W taki sposób się z nami komunikuje. Trochę trzeba z niego wyciągać. Od środka na mostek obudowy napiera jak refren worek z kurzem. Jest jednocześnie pełen i pusty. Odkurzacz ma możność poruszania się. I co z tego. Robi to tylko na płaskich powierzchniach. Kiedy się już wyżali, odjeżdża zwykle w kierunku luster. Miarowo bije obudową w szkło. Próbuje pochłonąć obszar, którego nie ma. Na talerzyku przekrojone jabłko patrzy wszystkimi pestkami.



a tytuł jest niepokaźny i wilgotny 

(może być świeżo wyciągniętą drzazgą) 

na dowód, że ktoś tu żyje 


To wyglądało jak poważna kłótnia. Wszystko zaczęło się od zarzutu, że światło lodówki jest ograniczone. Najgorsze jednak było oskarżenie, że lodówka świeci tylko, gdy ktoś patrzy. Jej drzwi od dwóch godzin są otwarte na oścież. Odkurzacz i lodówka przestali się komunikować. Można zadzwonić po fachowców, ale o tej porze już nikt nie przyjedzie. Zresztą jesteśmy teraz ciężcy i piękni jak bydło wychodzące z rzeki. Żar popołudnia kładzie się obok na deskach, nie ma zamiaru się też podnieść wykrzaczona aplikacja. Trochę to przypomina początek kenozoiku, kiedy mieliśmy tylko usta, a pokarm przyjmowaliśmy bez rąk. Karmisz mnie bobem. Karmię ciebie bobem. Za oknem stoi dmuchany pałac, trzęsą nim dzieci. Wciąż kwitnie i błyszczy koniczyna. To ta godzina, kiedy stajemy się trochę nieszczęśni i martwi wśród oheblowanych mebli, oheblowanych podłóg. Chcemy przywierać do niewygładzonej ściany, chcemy czucia, które polega na małych ranach, na wbitych drzazgach, na ugryzieniach w język.



a tytuł jest spłoszony i dostojny 

(może być zwierzęciem, które nie rozróżnia kolorów) 

miękkie kształty na jasnym tle 


Wszystkie małe stworzenia, które nie śpią są w mieszkaniu: rybiki, przekrojone jabłka, komary, telefony. Świecą im oczy. Łazienka stała się katedrą. Spłoszony nietoperz razem z nami uderza o ściany. Mówisz czarna ścierka. Mówię wielka zimowa mucha. Włosy na nogach zbierają pot. To może być jedna z tych scen, od których zaczyna się życie. Zwodniczy moment, który odrywa się od innych. Razem ze wszystkimi swoimi obrazami uwalnia się od reszty chwil. Bezbarwnie to wygląda na monitoringu. Miękkie kształty na jasnym tle. Pralka jest niepodłączona. Odczepiona od wszystkiego, jakby samotnie stała przed kinem, w którym grany jest piękny film. Pod pralką jest piasek, całe łachy, wydmy. Tam są zgubione w zeszłym roku japonki. Tam jest przednówek przez dwanaście miesięcy. Tam się zasadza i rozkłada cała prawda. Pralka śni o tym, żeby stanąć nad rzeką i patrzeć na ludzi, którzy myją włosy. Świt wpycha się do bębna, jakby się wlewał do ust. Za oknem słupy drutami kroją księżyc. Łajdaczy się do rana dzika koniczyna. Wciąż błyszczy kwiatami. Ciśnie się do oczu, jak jaśniejące niebo. To się wydaje trochę niemożliwe ale gwiazdy tak samo blisko jak w nocy więc właściwie czemu nie.




ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page