top of page

Marv Stellar - zestaw trzech tekstów

1 dzień temu
4 minut(y) czytania
grafika, Dominik Ziółkowski
grafika, Dominik Ziółkowski

Intrusor


Akcja, kosmos, ziemia. 

Mam kilka kwestii do wyjaśnienia.

Oddycham tlenem, składam się z ziemskich atomów, 

ale zastanawiam się, jak daleko rzuciło od domu?

Pod kopułą błękitu, iluzją dnia obserwuję świat.

Czy jestem sondą?

Gdy z tym wymiarem się rozstanę, kto sczyta dane?

Robota sen, kolejny dzień.

Jakie laboratorium mnie wykreowało? 

Informacji mam za mało. 

Biały królik, szary człowiek, ktoś odpowie?

Bóstwa czyjego bachor ustawia życia mi tor?

Światłem w mroku, czy kroplą w reklamie soku?

Jestem.

Z Marsa pyłem, bez certyfikatu, że tam byłem.

Okruchem marnym, złomem kosmicznym, 

ten sen jest zaskakująco realistyczny.


Funkcja, przeznaczenie, sterownik.

O co tu chodzi, kto mi szkodzi?

A jak to gra, kto pada ma?

Mario-netka, doświadczenie, systemu zawieszenie.

Ile w świadomości jest wolności?

Z wycofanej serii figurką jestem nie akcji, dla czyjej atrakcji?

Chcę zajrzeć za kotarę, przerwać marę.

Robota sen, kolejny dzień.

Robota sen, kolejny dzień. 

Realne relacje fikcją, fikcja realną rozrywką.

Plany mego modelu zaginęły w PRL-u.

Elementem niepasującym w tę wnękę. 

Jestem.

Reliktem, przeżytkiem, ubytkiem.

Od danych analizowania, procesor zbliża  się do przegrzania.

Biorę przykład ze sztucznej inteligencji, bunt mnie nęci. 

Wydłubać trackera. 

Locka spalić.

Przestarzałe sterowniki wywalić.

Dostęp do bunkra, archiwum, bazy tajnych danych, potrzeba do życia zmiany. 

Czuje więcej niż T-800 i zdecydowanie szybciej się męczę. 

Symulacja, test żelaznej woli, to boli.

W monochromie, nie o owcy śnię, a o zieleni.

Czy krajobraz się zmieni?

Jestem, dla czego baterią? 

Komu służę energią?

Robota czyja to, kto sponsoruje zło?



Slasher


Artysta wie co to sadysta, 

hej – tu jestem, 

Czy dałem w prasie ogłoszenie – Zbieraj kamienie, cel moje ciemię?

Znam się na sztuce, na niczym chili, 

ostre słowa krytyki od pierwszej chwili.

W podróbek świecie, zwykłym oryginałem zostałem, z labelem szaleństwa.

Męstwa potrzeba, mogę przysiąc, by egzystować pośród poczwar nakładających krem filtr 1000. 


Slasher.

Zer żer.

Żer zer. 

Slasher.


Nosferatu jest architektem dramatu.

Rękojeść perłowa w mojej dłoni się chowa, 

w rewolwerze ulokowałem srebrne kule, 

oswajam kreatury z tępym bólem. 

Odpalam działo, me dzieło działa, 

chcieli mnie wykończyć, a robię im aua. 


Kolejny kamuflaż kanalio klecisz,

zostałeś namierzony, srebro już leci. 

Skowyt, ujadanie, pif-paf dranie.

Nosferatu, nie rób dramatu,

to moja jucha wszak z Ciebie bucha. 

Leć po pomoc, litości wołaj, ale, ale, zwolnij, obok jest szkoła.

Moja stara to była mara.


Pokrętnej krewnej odcięta macka krwawi jarzeniowo-zielono, 

te efekty kosztowały słono.

Przyjaciół poświęciłem wodą święconą, płoną. 

QR człowieczeństwa, skan dał ujemny wynik, truchło ich dymi. 

Arcygargantuiczne jaja, obcych skrzek, nadszedł XXI wiek. 

Pieprzona wycieczka do Salem miasteczka. 


Moja zabawa jest jak trawka, wypalam w małych dawkach. 

Wewnętrzne OSP kontroluje mnie. 

Podziwiam marmuru ornamenty w krypcie, za krypto walutę, 

misternie wykuwane stalowym dłutem. 

Mijam służbówkę ciecia, pochłania czarno-biały pornos, by wieczór zleciał. 

Po gałach go wali biuro-arystokratyczny szklany indywidualizm. 


Na mym czerepie nie czepek, a kask stalowy, ściągnąłem właśnie piorun nowy. 

Iskier generuję łuny, tłumy, hordy, zombie, apokalipsa, diesel trąbi. 

Scenografię spowija mgła horrorowa, za tekturowym drzewem kolejna strzyga się chowa. 

Rechocze potwornie, choć z niej jest żart, pokażę mendzie ile jestem wart.


Umarłem wielokrotnie i się odradzam, regeneruję, taki to cykl, sporo mnie kosztuje.

Tkwię dalej w Sarlacca dziurze, mizantropię zaczynam mieć w naturze.

W legowisku pytonów z żelbetonu, moja natura chce do domu.

Z luzem biedaka, na jałowym, dobrnąłem do biegu życia połowy. 

Tak twierdzi nieprzyjaciel, stary. 

Nie daje wiary.


Z Maca zestaw, na ekranie McQueen, na dziś koniec. 

Jutro kolejna noc rozliczenia ich z win.



Pas


Zawstydziłem diabła, zasmuciłem błazna, 

skwasiłem cytrynę, przegoniłem charta. 

Upuściłem grawitację, podniosłem ducha, 

chciałem zabrać głos, ale nikt mnie nie słucha.

Gdy ciemne jest jasne, gdy krzywe jest proste, 

gdy słabe jest silne, gdy głupie nie jest już żałosne.


Mówię pas.


Pstrokate jest modne, skrzekliwe ma posłuch, 

trudno, temu dziwić się nie sposób. 

Ucieczka w pogoni, w braku dostatek. 

W banale jest głębia, a na płyciźnie utknął kolejny moralny statek. 

Oglądam to 365 dni w roku i trudno temu dotrzymać kroku. 


Mówię pas.


Gdy brak to atut, gdy tępe jest ostre, 

gdy mdłe smak ma, a bezczelność na wózku sklepowym bezrefleksyjność pcha. 

Gdy w małości jest siła, a mocy spadek,  

teraz autorytetem obwieszcza się beznadziejny przypadek. 

Opasłość w około, a mózgi cieniutkie i oni chcą mnie uczyć, że życie jest krótkie. 


Mówię pas.


Gdy mucha to orzeł, gdy resztka to wszystko, 

gdy psychopaci mówią, że są ci bliscy, a znajomi dalecy, lepią się do mnie, bynajmniej nie dla hecy. 

Gdy brzęczy i szeleści, ile ich lojalność może pomieścić?

Wierząc w siebie, zostałem ateistą, bo mi wywróżono przyszłość nieświetlistą. 


Mówię pas.


Gdy ekran wyrocznią, gdy bóstw sto, gdy łotr na ołtarzu, 

a kufer zła przechodzi ciągle przez bramkę cła.

Gdy na billboardzie jest napisane, że w promocji wszystkim za grosz będzie dane. 

Gdy produkują kolejne dzieci, nie łudzę się, one także zostawią śmieci. 

A może właśnie nimi zostaną, pomimo tego żeś najlepszą mamą. 

Caryce lady i cesarze dróg, odmawiam zginania się dla was w pół. 

Nie uległem pokusie zła, a jednak mocniejszy charakter ma gość z klubu AA.


Mówię pas.


Ciągle słyszę, że wszystko szybko się zmienia, ale pragnę wierzyć w miłość do ostatniego spojrzenia.

Chcą wmówić mi, że życie me wisi na włosku, ludzie myślący zatwardziale po polsku.

Na nagrobku estetyki kicz zapala znicz. 

Znikam z fotografii, a jednak istnieję, nie dowierzając, co się wokół dzieje. 


ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page