top of page

Kamil Figas - Żeby ten wiersz stał się grypsem, proroctwem, kołysanką, trenem. O poezji Pawła Kusiaka 

1 dzień temu
10 minut(y) czytania

Można odnieść wrażenie, że twórczość Pawła Kusiaka, autora trzech książek poetyckich (Grypsy proroków [2022], Lacrimosa trip [2024] i Cover: credo [2026]), doczekała się już całkiem obszernej recepcji. Szybko jednak okazuje się, że większość tekstów mierzących się z tą liryką pochodzi jeszcze z czasów udziału poety w Połowie Literackim (2019), organizowanym przez Biuro Literackie, lub stanowi komentarze do zestawów wierszy na łamach czasopisma Kontent. Poszczególne tomy zostały opatrzone jedynie trzema krytycznymi recenzjami oraz posłowiem autorstwa Kacpra Bartczaka, dołączonym do ostatniego zbioru wierszy pisarza. Autor Przenicacy zauważa u młodszego kolegi elementy gnostyckie i podobną do „brulionowców” wizję miasta, która, jak wcześniej choćby u Świetlickiego, zawiera w sobie elementy metafizyczne. 


Pośród lirycznych patronów Kusiaka, oprócz wspomnianych „brulionowców”, wymienia Paula Celana i Jarosława Marka Rymkiewicza wraz z naśladowcami[1].Do tej grupy krytycy dorzucają jeszcze Ilonę Witkowską[2], Roberta „Rybę” Rybickiego, Edwarda Pasewicza[3], Tadeusza Różewicza, Czesława Miłosza[4], Tomasza Bąka[5] czy nawet samego Bartczaka[6]. Kusiak do swoich patronów zalicza też Romana Honeta, Tadeusza Micińskiego i Nową Falę na czele z Ryszardem Krynickim i Stanisławem Barańczakiem[7]. Tak różnorodna mozaika inspiracji wpływa na cechy charakterystyczne poetyki autora Grypsów…: łączenie tego, co metafizyczne, z tym, co materialne, wątków zaangażowania politycznego z elementami ekopoetyki; zasysanie i przetwarzanie zdań zaczerpniętych z życia codziennego oraz próby oddania głosu zmarginalizowanym. Do takiego mówienia o rzeczywistości poeta wykorzystuje w szczególności cztery formy gatunkowe: gryps i proroctwo, umieszczone w tytule debiutanckiej książki, a także tren i kołysankę, po raz pierwszy wzmiankowane w Lacrimosie. Wszystkie wspomniane formy warunkują się wzajemnie, nadając poezji Kusiaka mistyczno-onirycznego sznytu.


Wykorzystanie grypsu, rozumianego nie tylko jako pewien słownika, który kojarzony jest z subkulturą więzienną, ale w szczególności jako nielegalny komunikat (gryps to przecież też list szmuglowany z lub do więzienia), znajdujący się poza głównym obiegiem, pozwala poecie na skonstruowanie narracji uderzającej w neoliberalne podstawy rzeczywistości. Kontrolujący nas turbokapitalizm może zostać zdetronizowany tylko poprzez partyzanckie działania w podziemiu. W ten sposób wiersz stara się uciec od logiki kapitału, stać się plamą na idealnym obrazie świata. W końcu „spam błąd wirus niech będzie pochwalony” (GP, s. 31) – jak czytamy w utworze Materiał rodny[8]. Tak jakby wszelkie zaburzenia w transmisji stawały się metodą na chwilowe przełamanie, liną małego oporu, który może nie doprowadzi do ostatecznego krachu systemu korporacji, ale uwrażliwi jego użytkowników na pewne alienujące i zawłaszczające mechanizmy. 


Kusiak w swoich potajemnych wierszach-listach dotyka jednak nie tylko elementów globalnego systemu. Punktuje również polskość, związaną z wyborami politycznymi i coraz większą radykalizacją społeczeństwa, ale również opisuje i szydzi ze stereotypowych polskich wad („żart o wódzie i chlebie” [s. GP, s. 41]). „Coś cieknie mi z kraju” (LT, s. 15) – napisze tuż po obrazach aureoli, nimbów i rac, zestawiając ze sobą świetlistą łunę, kojarzoną ze sferą sacrum i chuligańskie, pirotechniczne wybryki. Tak jakby zacierała się granica, jakby to, co do tej pory miało wymiar boski, stawało w jednym szeregu z tym, co ludzkie, a to, co święte, z tym, co bezprawne. Zestawienia dwóch niepasujących do siebie elementów są zresztą charakterystyczne dla mówienia poety o Polsce: „kiedy czarny protest spotyka biały / powstaje masa jak błoto pośniegowe” (GP, s. 38). Rzeczywistość w państwie nad Wisłą jest zatem szara i brudna. Kolejne starcia pomiędzy dwiema zwaśnionymi stronami, pomiędzy odmiennymi światopoglądami, pogłębiają piętrzące się problemy, ostatecznie wykluczając możliwość osiągnięcia porozumienia i wprowadzenia zmian na korzyść obywateli. Kusiak na takie frazy decyduje się w momencie, w którym władzę w Polsce sprawuje skrajna prawica, blokująca coraz bardziej prawa obywatelskie i polaryzująca społeczeństwo. Mówi zatem przeciwko władzy – tej pojmowanej jako pewien narzucony system, ale również tej zasiadającej aktualnie w sejmowych ławach.


Metoda przetwarzania obserwowanej i zasłyszanej rzeczywistości dotyczy nie tylko codzienności, ale również spraw istotnych, uniwersaliów. Albo inaczej: to, co ważne, staje się tożsame z tym, co może wydawać się błahe, a wspólnotowe miesza się z tym, co indywidualne, bo „każdy niedopałek ma swoją historię / jak każda cegła miała rękę budowniczego (CC, s. 38). Wszystko jest elementem naszej codzienności, łączy się ze sobą w związku przyczynowo skutkowym, chociaż budowanie wiersza na zasadzie przygodnych obrazów, z wykorzystaniem jukstapozycji, utrudnia śledzenie kazualności. Ostatecznie hasło „The Personal is Political”, zaczerpnięte z tytułu eseju Carol Hanisch, a pojawiające się na banerach radykalnego feminizmu lat 70., staje się dla poety punktem wyjścia, z którego może mówić nie tylko o prawach kobiet, ale też innych aspektach życia, zwłaszcza tych ekonomicznych. Staje przy tym po stronie zmarginalizowanych, których chlebem powszednim jest „żywienie przez konanie” (LT, s. 33).


Kondensacją dualistycznego myślenia o „polskości” jako mentalności naszych rodaków okazuje się powracająca w każdym tomie figura „dzieciątka lenin”. Figura ta nie tylko przywołuje pamięć o przeszłości kraju, zderza ją z anty-PRL-owskim pozycjonowaniem się kościoła katolickiego w drugiej połowie XX wieku i zestawia myślenie ateistyczne z religijnym. Już w Grypsach proroków czytaliśmy: „dzieciątko lenin z głową spiętą obręczami róż i odpadów medycznych” (GP, s. 21). Od razu narzucają się kolejne zestawienia: myślenia medycznego, opartego na nauce, z leczeniem naturalnym i mitycznością natury, które stanowią nieodłączną część debaty publicznej, prowadzonej zarówno na najwyższych szczeblach (patrz np. ostatnie dyskusje podczas prac nad ustawą Lex Szarlatan), jak i na nieoficjalnych internetowych forach czy w social mediach. Kusiak zbiera i przetwarza te spory, ma jednak świadomość, że działalność poetycka, którą się para, każe mu te konflikty rozwiązać, by odnaleźć „głos poety”, o którym Konrad Góra pisał w swoim słynnym wierszu „Jak powinien dobiegać głos poety”. „[P]oemat domknąć pracą / z wewnętrznym dzieciątkiem lenin.” (CC, s. 7) – ten metapoetycki komentarz pozwala autorowi stać się jednym z tych, których próbuje opisać, do których próbuje przemawiać z podziemia, spoza systemu, a których przywary są również jego przywarami.


W Cover: credo pisarz wraca więc do problematyki wspólnoty po tym, jak w debiutanckiej książce postulował: „[…] nazywamy ją polską / w której nie mieszkam a tylko mówię” (GP, s. 38). Wykluczenie samego siebie ze wspólnoty, do której się przemawia i o której się mówi, stanowi  warunek konieczny dla Kusiakowego mówienia o rzeczywistości. Tylko w ten sposób, z oddalenia, jest w stanie zobaczyć i opisać elementy społeczno-ekonomiczno-polityczne, ale też przyjrzeć się konstrukcji miasta, w którym zakorzeniony jest podmiot. To na „wysokich piętrach wrocławia” (GP, s. 42), „w tramwaju [gdzie – KF] złapało mi uniwersyteckie wifi” (LT, s. 41) czy „w zapachu kwitnącego parku” (CC, s. 8) poeta szuka z jednej strony miejsc wytchnienia, odpoczynku od natłoku działań polityczno-kapitalistycznej machiny, z drugiej zaś to dzięki niemu może o takim nawarstwianiu mówić. Zawsze robi to jednak z perspektywy turysty, człowieka nie stąd, który znajduje się na suburbiach, chociaż próbuje znaleźć miejsca styczne z grupą. Dlatego te wiersze usytułowane są  bliżej  spokojnych elegii, niż pełnych niezgody, gniewnych manifestów[9]. Postulowany powrót jest bowiem tylko chwilowy, nierealny, stanowi próbę odzyskania wspólnego języka i wytwarzania znaczeń za pomocą utrwalonych kulturowo obrazów i form (choćby tych związanych z religią), które zostały jednak zdegenerowane do haseł, powtarzalnych formułek czy mott, a tym samym utraciły swój element mistyczny. 


Poeta nie próbuje na nowo przywrócić metafizyki, nie postuluje też nowego otwarcia. Ale grypsy ostatecznie stają się proroctwami, przechodząc z „nielegalnego”, stojącego poza systemem mówienia o nim samym, w przepowiednie. Chociaż już pierwszy tom pisarza postuluje wykorzystanie tej formy, najpełniej objawia się ona utworze Wychodzenie z historii, otwierającym tom Lacrimosa trip: 


muszę sobie krew

skserować – mówi matka. te cienie w przedpokoju wczesne wieczory

przedpołudnia w domu spokojnego gnicia. 


na dzień przyszły nastawcie kalendarz.

idzie by tamtych zginęło więcej

by każdą wielką płytę obrócić

na tamtą stronę. powiem o raju


gdzie poezja wychodzi na ulicę:

poniósłbym wam śmierć

jak zimną kawę i ciepłe piwo.

wychodząc zamykam. teraz


patrzcie na mnie jakby ktoś mi umarł.

powiedz o poezji jak o słońcu.

jeszcze budzi nas lura

jeszcze kołysze nami szczyna.

tak tłumaczę z języka skaleczeń. 

(LT, s. 5)


Utwór zawiera w sobie zarówno predykcje, wezwania do działania, jak i ostrzeżenia, które mają zachęcać do zmiany. Nagroda za wysłuchanie i przyjęcie proroctwa nie nastąpi jednak post mortem. „Człowiek składa się z ciała i duchoty i szabru” (CC, s. 32). Te elementy, w których pierwiastek duchowy zamienia się w element materialny, związany zarówno z wysiłkiem, jak i wyzyskiem, każą sądzić, że Kusiak widzi zbawienie w krótkich chwilach przyjemności, w poprawie materialnych warunków egzystencji. Co więcej muszą one zostać zagrabione, wyrwane z macek rzeczywistości. Hedone ma jednak swoją ciemną stronę, bo przecież „lęk i seks  / […] są użyciami / tej samej składni” (CC, s. 30). Rozkosz nierozłącznie związana jest ze strachem, z momentami zapomnienia, wystawienia się na atak, z bad tripem, wynikającym z zaprzestania wykonywania narzucanych obowiązków, z ucieczki od chaosu świata. Kinga Borto ma rację pisząc w recenzji Lacrimosy…, że jedynymi stałymi elementami w nieładzie rzeczywistości są śmierć i cierpienie[10]. Cała reszta jest jedynie przygodna, wynikająca z działań podmiotu, zawsze jednak prowadzi do bólu. 


Męka, przed którą stara się uciec osoba mówiąca, dotyka nie tylko człowieka. Wykorzystywana przez poetę figura kynologiczna wskazuje również na cierpienie zwierząt („zwierzę to jest bicie – przejęzycza się / i uderza” [CC, s. 13]). Wątki ekopoetyckie przenikają się zatem z symboliką psa jako zwierzęcia brudnego czy grzesznego, zaczerpniętą z Biblii. Jak czytamy w Apokalipsie: 


Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała i aby bramami wchodzili do Miasta. Na zewnątrz są psy [pogrubienie – KF], guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje,

(AP 22, 14–15)


i w Księdze psalmów: 


bo sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców, 

(Ps 22, 17)


ocal od miecza moje życie, z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro. 

(Ps, 22, 21)


W podobny sposób metaforę psa-człowieka widzi Kusiak („psy skamlą przy latarniach” [GP, s. 34]). Ludzie, szczególnie ci zwykli, zostają przedstawieni – oczywiście przez rządzących światem, od których poeta pożycza tę metaforę, aby lepiej zobrazować status najuboższych –  jako istoty niższe, niegodne i nieczyste, pozbawione możliwości siedzenia na ciepłej kanapie, czasem tylko stanowiące zagrożenie dla ukształtowanego porządku społecznego. Ma przy tym świadomość, że cierpienie to naturalny wymiar egzystencji, zaś bramy apokaliptycznego Miasta – za którymi czekają godnych warunków życia (również te materialne)– nigdy nie zostaną sforsowane. Jak pisze w utworze Pięć wierszy dla szczeniąt: „napiszą że złość i żałoba / była im łóżkiem i pościelą” (LT, s. 40). Zwierzę musi cierpieć w imię postępu i władzy kapitału, skupionego w rękach politycznych elit, również to ludzkie zwierzę.


O ile zatem gryps stanowił pisany z zewnątrz komentarz do rzeczywistości narodowej, o tyle proroctwo zapowiada coraz większy rozpad rzeczywistości, coraz większe cierpienie istot żyjących na ziemi, nadając poetyce Kusiaka apokaliptyczny sznyt. Jak słusznie zauważa Paweł Kałuża, w tych lirykach kataklizm nie oznacza zawiązania nowych wspólnot [11]. Poeta zauważa jedynie powolną, coraz większą degrengoladę, która doprowadzić musi do upadku rzeczywistości, jaką znamy. 


Dlatego Kusiak sięga po dwa sprzężone ze sobą gatunki literackie: tren i kołysankę. Nie ma  racji Mateusz Mazur pisząc: „[p]oezja Kusiaka pozostaje rozpięta tematycznie pomiędzy kołysanką a trenem”[12]. Nie chodzi w tych wierszach o rozpiętość pomiędzy jedną a drugą formą, lecz raczej o ich wzajemne warunkowanie się i współistnienie w ramach jednego utworu, w jednym toposie kołyski i grobu. „[T]ren i kołsanka / bo zakładają się nawzajem” (LT, s. 6) – oznajmia poeta w wierszu Zróbcie mu krzywdę. Podmiot wierszy autora Lacrimosy… z jednej strony musi płakać nad upadkiem i śmiercią rzeczywistości, którą zna, z drugiej senne wizje pozwalają mu na dalszą egzystencję w świecie, którego przetrwanie stoi pod znakiem zapytania. Osoba mówiąca w chwilach zwolnienia, gdy „wisła jest jak całowana stuła / a to most zakochanych” (LT, s. 19), ucieka w marzenia senne, w których czułość i troska znów stanowią dominantę relacji międzyludzkich, w tym samym czasie ubolewając nad wszechobecnym rozkładem.


Jednoczesne wykorzystanie dwóch gatunków pozwala na snucie opowieści o trudnej rzeczywistości prekariuszy. W wierszu Biała kołysanka czytamy: 


ze świetlówek na kajserkę

odblaski padają.

lutuj lutuj swoje śnienie

z najwyższej jest półki.


śpisz o głodzie i chłodzie

równo noc równo nic.


żart o wódzie i o chlebie

skanuj skanuj sen. 


kiedy przyjdę nie sprzedawaj

zaśnij śnij będzie świt.

gdy kolejka zamknij kasę

posną i promocje. 


koniec zmiany – po narkozie

odblaski padają.

zaśnij jeszcze – zaraz wzejdzie

odblaskowy nóż.

śpij o chlebie i bez głodu

równy żart o wódzie.

śpij bez chłodu każdej nocy

skanuj skanuj sen.

(GP, s. 41)


Wszystkie wezwania zawarte w utworze traktują o podstawowych prawach człowieka, choćby dostępie do pożywienia czy możliwości zrobienia przerwy podczas wykonywanej pracy, nie są one jednak realizowane w warunkach neoliberalnego wyzysku. Świat, w którym można „spać bez chłodu”, może zaistnieć jedynie w chwilowej ucieczce od rzeczywistości, w  wyobraźni, dającej jednak możliwość krótkiego wytchnienia. Szybko okazuje się, że marzenie staje się marą. „[S]kanuj skanuj sen” – polecenie, przybywające gdzieś spoza fantazji, nie pozwala zapomnieć o powinnościach. Powtórzenie w różnych wariantach czasowników „spać” i „śnić” pozwala na jednoczesne odczytanie tego liryku w kategoriach trenu, pomimo że metrum i rytmika utrzymuje go cały czas w pobliżu kołysanki, śpiewanej pracownicy dyskontu podczas pracy. Jednakże zaśnięcie często i od dawna wykorzystywane jest jako eufemizm na śmierć (choćby w słynnym Trenie XIX albo śnie Jana Kochanowskiego). Kusiak unika drastycznych obrazów, często wykorzystując imaginarum luźno powiązane ze stanem ostatecznego końca egzystencji. Pamięta o tym, że Hypnos i Thanatos urodzili się jako bliźniacy, a pomiędzy ich włościami przebiega cienka granica. Fraza „śpij o chlebie” może zostać odczytana nie tylko jako upominanie się lub marzenie o poprawie warunków życia, ale również bardziej literalnie, jako element codziennej reprodukcji w jej najniższym, niemal agonalnym wymiarze. 


Właśnie te najniższe poziomy – elementy upodlenia i traktowania człowieka jak groźnego psa – poeta opłakuje. Zauważa w nich stan permanentnego końca, życia na granicy, w którą dodatkowo „wdziera się / deweloper jak gwałciciel” (LT, s. 13). Blisko stąd do śmierci rozumianej nie jako koniec życia, ale coś znaczenie bardziej przerażającego – istnienia wegetatywnego, całkowicie pozbawionego woli, ale ciągle podtrzymywanego przez system. I właśnie o tym są lamenty Kusiaka. O istnieniu pozostawionym samemu sobie, bez żadnych perspektyw; o rozpadających się wspólnotach, do których podmiot nie potrafi dołączyć; o stojącym na skraju zagłady świecie; wreszcie o „ciągnię[ciu] psa za samochodem” (LT, s. 20) i snach, które dają chwile ukojenia, a po których następuje brutalny powrót do rzeczywistości. „Lecz wiersz tego nie plombuje” (CC, s. 16) – stwierdza pisarz, jakby nie wierzył w możliwość naprawy świata za pomocą liryki. „Ostatni wiersz brzmi nie wiem” (LT, s. 13) – deklaruje podmiot w utworze Tygodniami, jakby na potwierdzenie, że poezja jest jedynie diagnozą, a nie lekarstwem. Ostatecznie „jest niedziela. fale falują” (GP, s. 30), a gryps, proroctwo, kołysanka i tren niczego nie mogą zmienić.



ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page