Janusz Radwański - Poza „Jabłoneczką”
Gdyby Stanisława Stępnia było stać na klarnet, to byście o nim nie czytali. Ale urodził się w 1934 roku w Woli Rusinowskiej, w Puszczy Sandomierskiej, i klarnet był poza jego zasięgiem. Żeby mieć jakiś instrument, zbierał latem sporysz, żeby sprzedać go w skupie. Gdy uzbierał już tyle pieniędzy, ile mu było trzeba, poszedł na pielgrzymkę do Leżajska, żeby kupić sobie fujarkę od tamtejszych piszczelników. To miało być przejściowe rozwiązanie, chodziło o to, żeby się nauczyć przebierki, czyli palcowania i w ten sposób szybciej opanować grę na klarnecie, kiedy w końcu uda się go kupić.
Nie udało się nigdy. Drewnianą fujarkę z czasem zastąpiło to, co można było po wojnie znaleźć w kiosku – flet prosty i harmonijka ustna. Na tych instrumentach grało się w Puszczy z braku czegoś lepszego albo dla zabawy, ale człowiek, który na nich grał, nie miał czego szukać w muzykach weselnych czy w kapelach ludowych, gdy te zaczęły powstawać. Jednym słowem – najpowszechniejsza droga do uprawiania sztuki w tym miejscu i w tym czasie była dla Stępnia zamknięta. Musiał znaleźć swoją.
Na początku jego poszukiwań były zapewne pieśni. W tym pokoleniu ludzie śpiewali dużo i często, bo innej muzyki niż ta wykonana samemu zwyczajnie nie było. Ta z radia czy z płyty miała się pojawić dopiero, kiedy Stępień był już mocno po trzydziestce. Było zresztą co śpiewać, przed wojną żywy był jeszcze repertuar z czasów pańszczyzny i zaborów. W repertuarze tym miał rzeczy co najmniej siedemnastowieczne. Nie ma w tym niczego niezwykłego, wy też macie, jeśli śpiewacie kolędy. Tyle że on poza kolędami wykonywał też pieśni rekruckie, żołnierskie, obyczajowe z równie dawnym rodowodem. Tworzenie poezji musiało być dla niego naturalnym rozwinięciem wykonywania tej odziedziczonej po przodkach. Dopisywał zwrotki do znanych już tekstów. Układał swoje, sięgając po symbolikę i motywy obecne w poezji ludowej od setek lat, parafrazował, remiksował. Dzisiaj trudno czasem powiedzieć, czy pieśń, którą śpiewa na starym nagraniu, została przez niego zasłyszana w dzieciństwie, jest jego autorskim wariantem czy stworzoną od podstaw kompozycją. W tym, co śpiewał, było pełne spektrum ludzkich emocji. Sąsiadowały ze sobą pieśni religijne i buntownicze, wzniosłe i prześmiewcze, miłosne i rubaszne.
Nie nazywał siebie poetą. Uważał się przede wszystkim za muzyka. Wyjmował z kieszeni harmonijkę albo flet, grał początek melodii, a potem kontynuował, śpiewając. Jego utwory żyły w ten właśnie sposób, wykonywane na żywo. Zajechałem kiedyś do niego zimą. Bez zapowiedzi, nie miałem jak go uprzedzić, a wiedziałem, że raczej go zastanę. W izbie z piecem byli już jego sąsiedzi. On siedział na łóżku, opowiadał, żartował, śpiewał. Wiadomo, sąsiedzi znali jego repertuar na wylot, ale i tak zeszli się u niego, żeby posłuchać jeszcze raz. Scena sama w sobie sympatyczna, ale jak człowiek pomyśli, że Iliady też tak słuchali, zanim komuś przyszło do głowy, żeby to wszystko spisać, to robi się poważna. Chciałbym uniknąć patosu, ale czasem się nie da. Tam, w Korczowiskach, widziałem poezję taką, jaka była, gdy w ogóle zaczynała być.
Kiedy Stanisław Stępień umarł w 2017, umarła w Puszczy Sandomierskiej pewna forma poezji ludowej. Ta najbardziej pierwotna, ustna, czerpiąca z symboli i środków krążących między ludowymi poetami od niepamiętnych czasów.
Ale sama poezja ludowa nie umarła.
Kłopot z poezją ludową

No dobrze, ale co to jest ta poezja ludowa? Kiedy Julian Przyboś zbierał teksty, które miały wejść do Jabłoneczki, sprawa była, z pozoru, jasna. Sięgał po pieśni zapisane przez etnografów, jak pisał we wstępie do pierwszego wydania, na przestrzeni ponad stu lat. Dwadzieścia tysięcy pieśni, z których dokonał wyboru, zostało zebrane w czasach, gdy istniała stanowa chłopska kultura. Chłopi – warstwa świadoma swojej odrębności i nierzadko z niej dumna, tworzyli własną kulturę, wyraźnie odróżniającą się od pańskiej. W jej obrębie powstawała poezja – anonimowa, przekazywana ustnie, śpiewana, modyfikowana, rozwijana i adaptowana przez kolejnych wykonawców. Jej forma, sposób, w jaki funkcjonuje między ludźmi, instytucje społeczne, które się z nią wiązały – wszystko to odróżniało ją od tej pańskiej, pisanej i czytanej. Nie mamy zatem problemu z tym, żeby nazwać ją ludową, oczywiście jeśli zapomnimy na chwilę o problematyczności samego pojęcia lud.
Wszystko zaczyna się komplikować, gdy uświadomimy sobie, że Przyboś, wykonując naprawdę imponującą robotę, przeoczył zjawiska mniej jednoznaczne. W czasach, które Przybosia interesowały, żyli i tworzyli już tacy poeci jak Jan Rak z Husowa. Urodził się w 1830 roku, jeszcze jako pańszczyźniany chłop. Sam nauczył się pisać i czytać. Nie wiadomo, kiedy zaczął wykorzystywać tę umiejętność do tworzenia wierszy, na pewno nie później niż w latach 60. XIX wieku. Wiersze, które pisał, zachowywały bliski związek z ludowymi pieśniami, ale sam fakt, że były utrwalane na papierze, sprawiał, że Rak tworzył inaczej niż anonimowi śpiewacy. Jego wypowiedzi stały się bardziej osobiste, nierzadko publicystyczne. Nie były środkiem ekspresji zbiorowości, stanowiły wypowiedź pojedynczego człowieka, który odnalazł swój głos.
Dziewięćdziesiąt lat przed wydaniem Jabłoneczki istniała już chłopska poezja funkcjonująca w innym obiegu niż ustny. W miarę jak na wsi przybywało szkół i ubywało analfabetów, pojawiało się więcej wiejskich poetów takich jak Jan Rak. Granica między tym, co jest poezją ludową, a co nią nie jest, przestawała być już taka wyraźna. Nie oznacza to, że przestała istnieć. Wyjście wiejskich poetów poza krąg literatury ustnej nie oznaczało automatycznie wejścia do świata pańskiej / wysokiej literatury. Owszem, chłop nie potrzebował już etnografa czy innego zbieracza starożytności, żeby to, co stworzył, zostało zapisane. Ale już żeby zostało gdzieś opublikowane i trafiło do odbiorców spoza kręgu sąsiadów twórcy, na wieś z reguły musiał przyjechać badacz, poetę ludowego odkryć i jego twórczość opublikować. Piszący chłopi wchodzili w świat drukowanej literatury trochę jako twórcy, trochę jako obiekty badań w najlepszym razie.
W nowym świecie
Zapisywanie wierszy do tej pory funkcjonujących w obiegu ustnym zapoczątkowało proces, wskutek którego niektórzy ludowi poeci przekroczyli niewyraźną granicę między ludową i wysoką poezją. Stali się częścią ogólnopolskiego życia literackiego. To, że funkcjonowali jako twórcy, których poezji nie określano już przymiotnikiem ludowa, nie znaczy, że nie zachowała ona cech wypracowanych przez pokolenia anonimowych poetów ludowych. Zwróćmy uwagę na to, co Przyboś we wstępie do Jabłoneczki uznaje za charakterystyczne dla poezji ludowej: „Poeta prymitywny nie rozdziela tego, co śpiewane i pisane, od tego, co prawdziwe, faktu od zmyślenia, literatury od życia; zdradza więc tak naocznie, jak to się zdarza tylko u najbardziej świadomych artystów słowa, odwieczne pragnienie poetów: żeby słowo stało się ciałem, tj. żeby działało nie jak znak rzeczy, lecz jak sama rzecz”.

Porównajmy to z postulatami autentystów, przedstawicieli nurtu w późnym międzywojniu, tworzonego przede wszystkim przez poetów chłopskiego pochodzenia. „Tworzyć z własnych przeżyć i doświadczeń! Oddawać prawdę przeżywania!” – tak podejście Stanisława Czernika do poezji opisywał Jan Bolesław Ożóg, dodając wprost, że kategorię szczerości Czernik wywiódł z ludowego pojmowania świata. Chłopscy poeci wnieśli w ogólnopolskie życie literackie więcej elementów poezji ludowej niż na pierwszy rzut oka by się wydawało.
Swoją drogą, granica między tym, co nazywano poezją ludową a tym, co uznawano za poezję tworzoną przez poetów pochodzących ze wsi nie była dla odbiorców i krytyków jasna, przynajmniej w czasach, w których autentyzm był żywym zjawiskiem literackim. „Istniał jakiś czas tzw. «Oddział Wiejski» Związku Literatów Polskich. Inicjatorzy tej organizacji byli nie pisarzami, ale politykami i działaczami społecznymi, zależało im nie na talentach pisarskich, ale na ilości piszących, stąd na czoło w tym ugrupowaniu wysuwano rozmaitych korespondentów terenowych, pseudopublicystów i grafomanów, niszcząc ujawniające się indywidualności. W efekcie z kilku batalionów tych tzw. «samorodnych pisarzy ludowych» nie urósł ani jeden rzeczywisty pisarz, i – o co przede wszystkim chodzi – ani jeden autentysta” – bolał Jan Bolesław Ożóg, poeta i ideolog autentyzmu.
Chłopi, odkąd zaczęli pisać, przysparzali kłopotów ludziom, którzy nie wiedzieli, do której szufladki ich wrzucić.
Pogłoski o śmierci były mocno przesadzone
Jabłoneczka wyszła w bardzo ciekawym okresie historii literatury ludowej i historii samej wsi. W drugiej połowie XX wieku wieś przeszła największe zmiany w całej swojej historii. W latach 50. jeszcze do końca było wiadomo, jak zmieni się wiejska kultura. Przyboś był pod tym względem optymistą:
Polska Ludowa przywraca ludowi jego dawną pieśń. Stare śpiewy chłopskie, wypierane przed wojną przez melodie i słowa piosenek kabaretowych, milkły w samym swoim gnieździe: na wsi, skazane, zdawało się, na ostateczne zapomnienie. Młodzież wiejska coraz rzadziej, i przeważnie tylko na weselu, grała i śpiewała na starą nutę. Sam słyszałem w swojej wsi rodzinnej, odległej od miasta, pastucha zawodzącego przy krowach postarzałe tango. Fałszował, upraszczał i melodię, i niedorzeczne słowa, ale nie sądzę, ażeby kiedyś w przyszłości te brzydkie teksty i obce melodie upodobniły się do naszych pieśni ludowych. Modna piosenka mieszczańska głuszyła śpiewkę ludową, starodawna pieśń chłopów zamierała. Wielu badaczy folkloru sądziło nawet, że zamarła na zawsze, bez nadziei wskrzeszenia[1].
A oto dzisiaj ożywa. Przemiana kulturalna, idąca w ślad za rewolucją społeczną, wydobywa pieśń ludową z głuszy zapomnienia i na powrót wkłada ją w usta ludu.
Dzisiaj, wiedząc z grubsza, jak to z kulturą ludową w PRL było, wiemy, że poszło to trochę inaczej. Przemiana kulturalna nie tylko pieśni w usta ludu nie włożyła, ale z powodzeniem próbowała ją wyrwać. Dla pisarzy i poetów nurtu chłopskiego (Wiesław Myśliwski, Julian Kawalec, Edward Redliński, z poetów m.in. Zdzisław Antolski) jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym tematem był rozpad świata tradycyjnej stanowej kultury chłopskiej. Zresztą Przyboś w swojej wizji pieśni ludowej wracającej do ludu też widzi ją przede wszystkim jako element repertuaru zespołów pieśni i tańca, ewentualnie źródło inspiracji dla współczesnych twórców. Podejrzewa, że mówiąc o poezji ludowej, mówi się o zamkniętym zbiorze tekstów. „Dzisiaj prawdopodobnie chłop nowych pieśni nie składa” – stwierdza.
Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w momencie, w którym Przyboś wystukiwał te słowa na maszynie, Maria Kozłowa, poetka i pieśniarka ludowa z Machowa, w tajemnicy przed mężem, na jakimś starym rachunku czy w starym zeszycie pisze kolejny wiersz. Albo tekst pieśni, o którym za kilkadziesiąt lat ludowi śpiewacy będą mówić, że „ze sto lat będzie miał”, a etnografowie będą się głowić, czy Kozłowa ją poznała od starszych Machowian, czy napisała sama, stylizując nie do odróżnienia.
Jakkolwiek Maria Kozłowa była postacią wyjątkową, to nie jedyną – podobnych do niej poetek i poetów ludowych działało w różnych regionach Polski wielu. Jak pisze Donat Niewiadomski, „zasadniczo do połowy lat siedemdziesiątych XX wieku utrzymały się kryteria wyróżniające pisarza ludowego, tj. chłopskie (ewent. robotnicze) pochodzenie, brak formalnego (zwłaszcza wyższego) wykształcenia, osobiste uprawianie roli, wiejskie lub małomiasteczkowe zamieszkanie, spójnia mentalna z macierzystym środowiskiem”[2].
Poezja ludowa nie umarła, jak przypuszczał Przyboś, w latach 50. XX wieku. Później zresztą też nie, mimo że ludu już nie było.
Ludowy, czyli jaki?
Mamy lata 20. XXI wieku, badacze terenowi wciąż dokumentują współczesną poezję ludową. Czy nie jest nam głupio? No jasne, że jest. W końcu to pojęcie ludowy pochodzące z czasów, gdy etnograf szedł w wieś, żeby poznawać nieoświecony lud, pojęcie dzielące ludzi na przedmioty i podmioty poznania, ogólnie – mocno szemrane. W dodatku w drugiej połowie XX wieku niemające już desygnatu. Nie ma stanowej kultury chłopskiej, są mieszkańcy wsi, tworzący kulturę, która się do niej może odwoływać, może się od niej odcinać i wchodzić w różne inne zniuansowane relacje.
Kłopot polega na tym, że dosyć mocno się do pojęcia ludowy przyzwyczailiśmy, także w popularnym odbiorze, i nie mamy pod ręką niczego bardziej praktycznego. Jak to lapidarnie ujął Antoni Kroh we Współczesnej rzeźbie ludowej Karpat Polskich: „Słowo «ludowa» używane jest w tak różnych znaczeniach, a co za tym idzie jest tak wieloznaczne, nieprecyzyjne, że najlepiej byłoby z niego zrezygnować. Jest to jednak chyba niemożliwe, gdyż nie ma go czym zastąpić”.
I dalej wyjaśnia: „Obecnie «ludowy» oznacza: «nawiązujący do tradycji chłopskiej, uważający się za kontynuatora tradycji ludowej»”. W tym też znaczeniu używam tego słowa. Mniej więcej. Bo ze współczesną poezją ludową sprawa jest chyba nawet bardziej skomplikowana niż z ludową sztuką.
Poeci ludowi dzisiaj
Współcześni badacze terenowi, pracując w terenie, nie posługują się żadną spójną definicją poety ludowego, bo takiej na dobrą sprawę nie ma. Dzieje się tak głównie dlatego, że poeci ludowi[3] stanowią dzisiaj bardzo niejednolitą grupę. Owszem, są wśród nich, zwłaszcza w starszym pokoleniu, rolnicy, ale nie tylko. Pojawiają się i przedstawiciele innych zawodów, pracownicy umysłowi, nauczyciele, ludzie z wyższym wykształceniem.
Jednoznacznym kryterium wyznaczającym granice tej grupy nie jest też język. Owszem, dla części poetów ludowych podstawowym językiem twórczości jest gwara ich wsi, tak jak w wypadku Stanisława Stępnia, o którym było wyżej czy Mieczysława Uchmana z Kosiny. Nie jest to jednak reguła. Z różnych powodów poeci uznają czasami język ogólnopolski za bardziej prestiżowy i właściwy dla twórczości pisanej, posługują się językiem standardowym z gwarowymi elementami albo robią tak jak Bronisława Wołowiec z Białoboków – z braku istniejącego w powszechnym obiegu zapisu gwar rzeszowskich piszą polszczyzną ogólną, a na głos odczytują je, używając gwarowej fonetyki.
Wspólnym rysem twórczości współczesnych poetów ludowych jest kierowanie wierszy przede wszystkim do lokalnego odbiorcy. To oczywiste w wypadku poetów, których wiersze funkcjonują przede wszystkim jako teksty recytowane, zwykle w kręgu sąsiadów czy znajomych lub jako teksty okolicznościowe, przygotowywane przy różnych okazjach ważnych dla społeczności. Dzieje się tak jednak również w wypadku poetów, którzy wiersze spisują i je publikują. Ich tematem często jest lokalna historia, własna miejscowość, charakterystyczne wydarzenia czy postaci znane przede wszystkim w najbliższej okolicy poety. Ważnym tematem, zwłaszcza dla starszych poetów, jest obraz dawnej wsi. Przedstawiciele tej grupy byli świadkami wielkich przemian cywilizacyjnych na wsi, pamiętają ją zupełnie inną, a z opowieści rodziców i dziadków znają jeszcze tradycyjną kulturę chłopską. Opowiadanie w utworach o tych wspomnieniach może wynikać nie tylko ze zwykłej potrzeby ekspresji, ale z poczucia pewnej misji. „Szkoda mi nie przekazać młodym, jak to było” – powiedziała w wywiadzie terenowym Bronisława Wołowiec.
Wszystko to wiąże się z silną emocjonalną więzią z miejscem życia, zwykle wyrażaną w wierszach. Własna wieś, jej topografia, przeszłość i kultura są dla badanych twórców powodem do dumy. „Wszystko tu dla mnie najświętsze” – pisze Bronisława Wołowiec w wierszu Moje miejsce na ziemi.
Zainteresowanie tym, co lokalne, może, ale nie musi przekładać się na to, w jakim obiegu funkcjonują wiersze. Zdarzają się twórcy tacy jak Lucyna Zawiślak-Krzan z Niżatyc, którzy wprowadzają wiersze do ogólnopolskiego obiegu, np. wysyłając je na konkursy poetyckie i publikując w pokonkursowych antologiach.
Rysem, który wyróżnia poetów ludowych, przynajmniej tych, do których najłatwiej dotrzeć w terenie, jest zaangażowanie w życie lokalnej społeczności. Wielu, jak Bronisława Wołowiec, tworzy scenariusze dla zespołów obrzędowych i ludowych. Niektórzy, jak Jan Puk z Trześni, znany bardziej jako rzeźbiarz i zabawkarz ludowy, prowadzą swoiste społeczne archiwa, zbierając dokumenty, wycinki i fotografie związane z historią swojej okolicy. Edward Rożek z Soniny kolekcjonuje oleodruki i stare obrazy, tworząc prywatne muzeum poświęcone wsi i jej kulturze. „Strychy bardzo dobrze rozumiałem” – pisze o swojej zbierackiej działalności w jednym z wierszy. Wreszcie – wielu badanych twórców angażuje się w jakąś działalność społeczną, np. prace kół gospodyń wiejskich, wiejskich teatrów i stowarzyszeń.
Badacze terenowi są kierowani do poetów ludowych przez mieszkańców wsi nieprzypadkowo. Są oni uznawani przez społeczności, w których żyją za tych, którzy będą najwięcej wiedzieć o okolicy, za osoby, które mogą reprezentować sąsiadów. Możliwe, że poeci ludowi są najbardziej szanowanymi poetami.
70 lat później
Ponad 70 lat po pierwszym wydaniu Jabłoneczki poezja ludowa pozostaje żywym zjawiskiem, chociaż nastręczającym badaczom problemów przez swoje wewnętrzne zróżnicowanie i nieostre granice. Albo na odwrót – tym bardziej fascynującym, zwłaszcza że, jak to ze sztuką ludową w ogóle bywa, w obszernej szufladzie z etykietą poezja ludowa można znaleźć wszystko. Bunt, doświadczenie religijne, przemiany świadomości ekologicznej, humor, przeżywanie straty. Wreszcie – mówi ona wiele o poezji jako takiej. Zajmując się nią, wchodzimy do świata, w którym wiersz ma swoją wagę. Ludzie, niezależnie od społecznego pochodzenia, doświadczeń czytelniczych czy wykształcenia, chcąc wyrazić to, co mają w sobie, sięgają po poezję. Są przekonani, że słowo w wierszu będzie znaczyło coś więcej niż w zwykłej, codziennej mowie. Ich odbiorcy wierzą, że wiersz jest czymś, co należy potraktować z uwagą, bo jest w nim coś ważnego. Czy idealizuję? Pewnie. W końcu jestem badaczem, który próbuje zamknąć poezję ludową w jakichś ramach. A ta, dzika, zamknąć się nie daje.
[1] J. Przyboś, O pieśń ludową w Polsce Ludowej (przedmowa do I wydania z 1953 r.), [w:] Jabłoneczka. Antologia polskiej pieśni ludowej, ułożył Julian Przyboś, wydanie trzecie przejrzane, posłowie Roch Sulima, Warszawa 2025, s. 5.
[2] D. Niewiadomski, Literatura ludowa. Tradycja (część 1), https://kulturaludowa.pl/artykuly/litearatura-ludowa-tradycja-cz-1/ [dostęp 1.04.2023].
[3] W tym tekście mówię przede wszystkim o poetach z Rzeszowszczyzny, objętych badaniami prowadzonymi przez Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej w latach 2014–2021.




