Ukraińska jabłoneczka. Z Julią Datchenko o jabłkach, ukraińskiej sztuce ludowej, języku i pamięci rozmawia Małgorzata Pawlaczek

Julia (Yuliia) Datchenko jest lingwistką, nauczycielką języka polskiego jako obcego, artystką, badaczką tradycji, od ponad dwóch dekad ożywiającą pradawne motywy sztuki ludowej. Należy do Narodowego Związku Twórców Sztuki Ludowej Ukrainy, jej pasją i specjalnością są tradycyjna wycinanka oraz pisankarstwo batikowe. Odtworzyła m.in. historyczne wzory pisanek z regionu naddnieprzańskiego, a w swoich misternych wycinankach łączy wielowiekową symbolikę z emocjami i doświadczeniami współczesności.
Pretekstem do naszej rozmowy jest jabłko. Zanim zapytam Cię, jako twórczynię ludową, o ten owoc w kulturze ukraińskiej, chciałabym, żebyś spojrzała na jabłko jako językoznawczyni. Rdzeń zarówno w języku polskim, jak i ukraińskim wywodzi się ze starosłowiańskiego?
Właściwie z prasłowiańskiego ablъko [czyt. abłko – przyp. MP], w którym rdzeń ablo oznaczał drzewo jabłoni albo po prostu owoc. Przyrostek zdrabniający -ъko sprawił, że mowa była o małej jabłoni czy też małym owocu. W starosłowiańskim mieliśmy już аблъко [czyt. ablŭko – MP], ale jeszcze dużo wcześniej, w języku praindoeuropejskim, było to āblu-, z którego wyrosło, nomen omen, abłko. Jedna z teorii mówi, że pochodzenie słowa jabłko ma związek z miastem Abella, które w starożytnym Imperium Rzymskim słynęło z sadów owocowych. Wergiliusz w Eneidzie określał tę miejscowość „malifera Abella”, czyli „obfitująca w jabłka” lub też „rodząca jabłka”. Nie wiem, na ile ta koncepcja jest słuszna. Po łacinie jabłko to mālum, po włosku – mela, ale już w angielskim, niemieckim czy litewskim ten pierwotny rdzeń jest wspólny – apple, apfel, obuolys.

A jaka jest perspektywa twórczyni ludowej?
Jabłko jest niezwykłym owocem, obecnym w opowieściach, legendach, mitach. To także częsty motyw w folklorze, zarówno polskim, jak i ukraińskim. Można by sądzić, że zakorzenienie obu narodów w tradycji chrześcijańskiej uczyni z niego owoc napiętnowany grzechem, ale w ukraińskiej kulturze jabłko pojawia się w całkiem innym znaczeniu. Tak, jest związane z poznaniem, ale stanowi także symbol narodzin, życia, trwania pokoleń, rodzinnej harmonii. Kiedy mowa o jabłku, w wyobraźni większości Ukraińców – w mojej na pewno – pojawia się sielski obraz wiejskiej chaty, przy której rosną, niemal do niej przytulone, sękate jabłonie. Spomiędzy drobnych listków wyłaniają się olbrzymie, ciężkie owoce w kolorze apetycznej, soczystej czerwieni. Jabłkowy sad wydaje się niemal integralną częścią ukraińskiej literatury, muzyki i sztuki.

Skoro o wsi i sztuce mowa, chyba najbardziej artystyczna wieś w Ukrainie to dobrze znana Ci Petrykiwka.
Moi dziadkowie z niej pochodzili, a ja sama spędzałam tam jako dziecko każde wakacje. Ich dom do dziś tam stoi i wciąż pachnie jabłkami, dziadek przynosił je z sadu kołchozu, w którym pracował. Takich jabłek w Polsce nie ma, może jeszcze o nich opowiem, ale najpierw o Petrykiwce. Możliwe, że ta wieś artystycznie mnie ukształtowała. Petrykiwka słynie z niezwykle dekoracyjnego malarstwa. Unikalne malowidła petrykiwskie [ukr. петриківський розпис, pol. petrykiwskyj rozpys – MP] zostały wpisane na Listę UNESCO (Lista reprezentatywna niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości – MP). Technika jest niezwykle ciekawa, artyści nakładają farby pędzlem z kociej sierści (wszystkie petrykiwskie koty, w zamian za tę wyczesaną kępkę, są do syta karmione i mają się naprawdę dobrze), ale do tego celu używają także patyczków czy palców. Mam wśród tamtejszych twórców mnóstwo znajomych i przyjaciół.
Jabłko pojawia się w ich pracach?
Kwiaty jabłoni, jabłonie i oczywiście same jabłka malowały Nadija Biłokiń, Jaryna Pilypenko, Nadija Tymoszenko, a współcześnie motyw ten znajdziemy w pracach Hanny Samarskiej czy mojej przyjaciółki Natalii Rybak. Kwiecie jabłoni to symbol młodości, miłości i wesela. Jabłonki kwitną przecież na wiosnę, kiedy ziemia zaczyna pulsować życiem, niebo rozbrzmiewa miłosnymi trelami słowików, a sady wypełnia upojny zapach drobnych białych kwiatków, którymi obsypane są drzewka owocowe. To między nimi spotykają się młodzi ludzie, zakochują się w sobie... Pełen miłości do życia świat przywdziewa ślubny welon. Wszystko to znajdziemy w sztuce petrykiwskich artystów. Jabłoń ma w niej miejsce szczególne. Jej korzenie symbolizują przeszłość rodziny, konar drzewa to jej filar i zarazem to, co ją spaja, a owoce – przyszłe pokolenia. Mamy więc przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. To po prostu drzewo życia, symbol o potężnym ładunku witalnym nie tylko w ukraińskiej kulturze. Nie bez powodu pojawia się często w wycinance i w pisance. Co więcej, u niektórych wycinankarzy korzenie drzewa życia zamknięte są obwódką w kształcie jabłka.

W Twojej pisankarskiej i wycinankarskiej twórczości także pojawia się ten owoc?
Drzewo życia, jabłonka, tak, ale – jak dotąd – samo jabłko jeszcze nie. Pierwszą wycinanką z takim motywem chcę zilustrować ten wywiad, temat numeru okazał się dla mnie inspiracją (śmiech). Pisanki, przynajmniej na razie, nie zrobię. Skoro jednak o nich mówimy – a kojarzą się głównie z motywami geometrycznymi czy solarnymi – warto wspomnieć, że Serhij Kulżynskyj, autor pierwszego naprawdę imponującego naukowego katalogu tradycyjnych pisanek z 1899 roku, wyodrębnił także taką, która nosi nazwę „Jabłonka”. I tak, to jest po prostu drzewo życia, ale przepotężne w swojej symbolice. Współcześnie nadaliśmy pisance wyłącznie dekoracyjne znaczenie, ale kiedyś pisało się ją z określoną intencją dla konkretnego człowieka. W pisance zawarte były życzenia, które dziś wypisujemy na okolicznościowej kartce.

Czego życzono komuś, kto otrzymywał „Jabłonkę”?
Mocy zaklętej w drzewie życia; żeby wraz ze swoją rodziną obdarowany zbierał jego owoce – dobrobyt, bogactwo rozumiane jako płodność i obfite plony, ale także jako radość, wdzięczność, że pole obrodziło. Oczywiście długiego życia w dobrym zdrowiu. Nadal się tego wszystkiego życzy w Ukrainie – w Polsce zresztą także – może tylko innego rodzaju plony mamy dziś na myśli.


Wciąż są wśród nich jabłka, które w Jabłkowe Święto Zbawiciela – czy to trafne tłumaczenie? – wyznawcy religii prawosławnej przynoszą do poświęcenia, a później dzielą się nimi z rodziną, znajomymi, sąsiadami.
Tego dnia zanosi się do cerkwi kosze pełne rozmaitych płodów rolnych, ale rzeczywiście dominują w nich jabłka. Jabłocznyj Spas (ukr. Яблочный Спас), czyli święto Przemienia Pańskiego, przypomina trochę polskie dożynki. Wcześniej obchodziliśmy je 19 sierpnia, a od 2023 roku, kiedy Prawosławny kościół Ukrainy zrezygnował z kalendarza juliańskiego na rzecz gregoriańskiego, 6 sierpnia. Wierzymy, że jabłko poświęcone w cerkwi niesie z sobą zdrowie i dobrobyt. Pamiętam to święto z mojego dzieciństwa w Petrykiwce. Moja babcia była nauczycielką w czasach głębokiej komuny, więc nie mogła afiszować się ze swoim wyznaniem. Sąsiadki jednak chodziły do cerkwi, a ja wraz z nimi. Wybierały najdorodniejsze jabłka, a po ich poświęceniu kroiły je na kawałki i obdarowywały nimi dzieci i wszystkich dookoła, moją babcię także. W moim odczuciu taki pobłogosławiony owoc był nie tylko największy i najpiękniejszy, ale i najsłodszy. Nie znajduję tego smaku we współczesnych odmianach.
A jak smakuje jabłko w kuchni ukraińskiej?
W domu moich dziadków popularne były jabłka suszone – pokrojone w plastry i ususzone, najlepiej w pełnym słońcu. Zimą wraz z babcią, mamą i siostrą gotowałyśmy z nich uzwar, rodzaj aromatycznego i bardzo słodkiego kompotu, choć nie dodawało się ani grama cukru, nie był potrzebny. Kroiłyśmy te jabłka na plastry przez całe lato, do Spasu, i co ciekawe, wiele kobiet aż do tego święta nie brało tych owoców do ust. Wierzyły, że w ten sposób ratują dusze swoich dzieci – żyjących i zmarłych – zapewniając im miejsce w niebie. To była forma postu, któremu towarzyszyła bardzo konkretna intencja. A dla mnie te suszone jabłka to takie ciepłe wspomnienie o czasie absolutnej beztroski. Nawet teraz, kiedy o tym rozmawiamy, czuję ich zapach, smak.
Poza tym, że te jabłka smakowały beztroską, jak byś je opisała?
Miałam okazję już to zrobić, gdy byłam studentką. Na zajęciach z literaturoznawstwa, które prowadziła wybitna znawczyni ukraińskiej literatury Klaudia Frolowa, dostaliśmy zadanie – napisać esej. Była nas wtedy na roku setka, a pani profesor każdemu z nas, zamiast tematu, dała po jednym słowie. Mnie przypadło jabłko i nawet ten mój esej wyróżniła i przeczytała na głos. Opisałam w nim symerynki – odkryte pod koniec XIX wieku przez wybitnego pomologa Lwa Simirenko – które mój dziadek przynosił z sadu kołchozu. To popularna w Ukrainie odmiana. Są bardzo trwałe i mają intensywnie zieloną skórkę; typowe zimowe jabłka, które potrafią przetrwać aż do wiosny i nic się z nimi nie dzieje, wciąż są smaczne. A jak one obłędnie pachną! Ten zapach, taki słodki, z lekką kwaskową nutą, wypełniał zimą cały dom, mimo że stały w sieni, gdzie było nieco chłodniej. Wciąż mam w pamięci dzień, w którym przyjechałam do dziadków na Boże Narodzenie, otworzyłam drzwi i nozdrza wypełniła mi ich zniewalająca woń... Ogarnęło mnie wtedy takie silne, przyjemnie obezwładniające uczucie szczęścia, ulgi i ogromnej radości, że znalazłam się w domu rodzinnym. Azylu, w którym nie może mnie dosięgnąć żadne zło tego świata. Niosę przez życie to wspomnienie w sobie wraz z zapachem symerynek i czasami tęsknię za tamtym uczuciem. Niestety, bardzo trudno je przywołać, nawet kiedy przyjeżdżam do wciąż pachnącego zimowymi jabłkami domu w Petrykiwce. Może dlatego, że moich dziadków już w nim nie ma.


W swoich wycinankach i pisankach nieraz dajesz wyraz tym tęsknotom i uczuciom, a tematy pamięci, wędrówki i domu, także domu języka, są w nich bardzo częste i wyraźne. Opowiedz trochę o nich.
Tak, wspomnienia to bardzo dobry grunt dla twórczości, mojej także. Pytałaś wcześniej, czy pojawiają się w niej jabłka, no więc same w sobie nie, ale umieszczam w swoich pracach jakieś elementy pośrednio z nimi związane. Jest oczywiście drzewo życia, są kwiaty, są owocujące jabłonki, w gałęziach których buszują ptaki. Dla mnie te skrzydlate stworzenia są symbolem myśli, która poszukuje prawdy, a tę z kolei symbolizuje jabłko, można powiedzieć – owoc tych poszukiwań. Każdy sam zagląda do środka, a co tam znajduje i które nasionka dla siebie wybiera, czy też w jaki sposób to jabłko kroi i z kim się nim dzieli, to już bardzo indywidualna kwestia. I każda na swój sposób dobra. Kiedy miałam jakieś cztery lata, zbierałam pestki z jabłek, żeby jeżykowi z plasteliny zrobić z nich igły. Wtedy z jabłek potrzebne mi było właśnie to. Dzisiaj, kiedy jestem już dorosła, znajduję w nich coś innego, głównie twórcze podglebie.
A jakie skojarzenie wywołuje w Tobie słowo owoc? Myślisz wówczas o jabłku?
Jeśli wypowiadasz je po polsku, wkrada się gra słów – owoczi (ukr. овочі) to po ukraińsku warzywa. Ale jeśli powiesz frukty (ukr. фрукти), w mojej wyobraźni na pewno jako pierwsze pojawi się jabłko. Potężną moc ma ten owoc z drzewa poznania dobrego i złego.
Wspólne dla Polski i Ukrainy – i w obu krajach równie popularne – jest powiedzenie „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Przytaczam je również dlatego, że Twoja córka, Liubov, także zajmuje się wycinanką.
Ukończyła nawet w Polsce studia artystyczne i stworzyła swój własny, unikalny, odrębny od mojego twórczy świat, ale siłą rzeczy wywodzący się z „mojej jabłoni”. W obu językach znajdziemy frazeologizmy, których cichym i chyba nie zawsze pozytywnym bohaterem jest jabłko. W ukraińskim mamy jabłko niezgody, w Polsce jest to, zdaje się, kość? Kiedy jest taki tłok, że Polak nie ma gdzie szpilki wetknąć, Ukrainiec powie, że jabłko nie ma gdzie upaść. I w Ukrainie, i w Polsce wyrażenie dwie połówki jabłka odnosi się do idealnie dobranej pary. Jest nawet taka piękna wycinanka Marii Goculak z postaciami kobiety i mężczyzny, które artystka umieściła osobno, zamiast ziaren, w rozciętym na pół jabłku. Wspaniała alegoria życia – z tych nasion wyrośnie drzewo i będzie rodzić owoce podobne do tego, z którego wywodzi się tych dwoje. Jabłko pojawia się także w ukraińskiej kinematografii. W scenie otwierającej ekspresjonistyczny film Ołeksandra Dowżenki Ziemia z 1930 roku człowiek kroczący między ogromnymi, przytłaczającymi jabłkami wydaje się nie tylko mały, ale też zupełnie nieistotny – jest jak robaczek, który próbuje toczyć jabłko od środka, i choć je nadgryzie, zepsuje, to tak naprawdę staje się jego ofiarą. Ten oniryczny obraz jest przerażający, aż ciarki przechodzą, i zapewne reżyserowi chodziło o wywołanie takiego właśnie efektu.


Jabłko pojawia się także w ukraińskiej literaturze. Znajdziemy je w wierszach Tarasa Szewczenki czy Iwana Franki.
I u Maksyma Rylskiego, w jego bardzo znanym w Ukrainie wierszu zaczynającym się od słów: „Jabłka już dojrzały, jabłka czerwone!”. Jesienny owoc staje się u niego metaforą nostalgii i przemijającej miłości. Z kolei u Bohdana Ihora Antonycza, tworzącego we Lwowie w dwudziestoleciu międzywojennym, jabłko zyskuje wymiar kosmiczny – to symbol zmysłowości, witalności i niemal pogańskiej jedności z naturą. Motyw ten powraca też we współczesnej prozie. W Czarnym jabłku Stepana Prociuka – powieści o trudnym życiu, wewnętrznych zmaganiach i twórczości wybitnego pisarza Wasyla Stefanyka – owoc ten określa ludzki los, staje się kluczem do wnętrza bohatera. Mogłabym tak wymieniać bez końca, bo to motyw stale obecny w naszej kulturze, ale obawiam się, że zabrakłoby nam czasu.


A jakie jabłka najbardziej lubi Julia – wykładowczyni języka polskiego jako obcego, językoznawczyni, pisankarka, wycinankarka i propagatorka twórczości ludowej?
Dla mnie wszystkie jabłka są smaczne, choć najbardziej lubię te, które rosły, chłonąc słońce, wiatr, śpiew ptaków i dźwięki przyrody, szczególnie trzmieli i pszczół – bez tych owadów nie wyobrażam sobie sadu jabłkowego. Kiedy jem takie jabłko, cały ten zachwycający, pełen cudu życia świat wypełnia mnie po brzegi. A ja się w nim zanurzam aż do zatracenia.
Rozmowa przeprowadzona w Trzebnicy, mieście o bogatych, sięgających średniowiecza tradycjach sadowniczych, po których jedynymi namacalnymi wspomnieniami są trzebnicki cydr i odbywające się tu co roku od ponad czterdziestu lat Święto Sadów i Plonów. W miejscu dawnego sadu miało powstać centrum danych. Na szczęście nie powstanie, przynajmniej na razie.






