top of page

Sabina Misiarz-Filipek - Wypadła mi macica

4 lip 2025
3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 9 lip 2025


Trzymałam ją przez czterdzieści lat z myślą, że szkoda, że może się jeszcze przyda, ciasna ale

własna. I nagle niespodziewanie w czterdziestą rocznicę wypadła z impetem i okazało się, że

koniec z tym, czas się pożegnać.


Staliśmy wszyscy wokół tortu i zamiast po prostu go zjeść, to ktoś zaczął mówić o tych wszystkich

pięknych chwilach, które przeżyliśmy, wszyscy razem jako rodzina. Dziadek przewracał się w

grobie.


Jak to biegaliśmy z psem po łąkach, brudząc białe bluzki i śmiejąc się, że wszystko i tak trafi do

prania. Te bajki na rzutniku i książki w wielu językach, których znaczenia mogliśmy się tylko

domyślać.


- Nie było wtedy takich możliwości, żeby jeździć z dziećmi za granicę. Teraz macie aquaparki,

zjeżdżalnie, kolorowe zabawki, bezstresowe wychowanie. Z wami nie było takich problemów.

Potem zaczęliśmy wyliczać tyle pięknych wspomnień, występ na akademii, przyjazd biskupa,

otwarcie toru przeszkód. I tort, jak na złość, czekał dalej.


Były inne czasy, kochaliśmy głaskać koty, które z nudów wciskaliśmy do słoików jak kiszonki.


Słucham tej tyrady, zaciskając wszystkie zwieracze, byle dotrwać do końca.


A natychmiast po zakończonych obchodach wypada mi macica, z ulgą.


– Jezus, dzięki, skończmy już z tym gównem – mówi. – Rodzicielstwo to jest jakiś koszmar.


Dobrze, że mam to za sobą.


Oświadcza i wykłada się na sofie z puszką piwa. Jeszcze chwila i wyciągnie Marlboro i zacznie mi

tu kopcić. Nie spodziewałam się, że jest tak obcesowa i ordynarna. Szczerze mówiąc, nie miałyśmy

nigdy okazji, by tak bliżej porozmawiać, zwykle usuwała się w cień, była niewidoczna. A może po

prostu latami ukrywała swoją prawdziwą naturę.


Wiele osób powiada, że kobieta bez macicy to nie kobieta, a ja patrzę na tę ochlaptuskę i już sama

nie wiem.


– Zluzuj majty – woła do mnie z drugiego pokoju, podczas gdy ja wyciągam z szafy wszystkie

pudła, z zapeklowanymi wyrzutami sumienia.


Chrzcielne kubraczki, śpioszki, czapeczki, skarpetki tak małe, że wyglądają jak ochraniacze na

kciuk. Całe kłębiące się, nieprzetworzone tabuny słodko-pierdzących wspomnień, które szkoda

wyrzucić.


– Co z tym robimy kochaneczko – podchodzi do mnie, lekko podchmielona – piwsko w jednym

jajniku, faja w drugim, w ogóle wygląda jakby zaraz miała komuś przylać.


Już mam jej wygarnąć, że jest zupełnie nieodpowiedzialna, i że „w tym domu...” i tak dalej „nie

pod moim dachem...”, ale w tym momencie do pokoju wpada mój syn, szczęśliwiutki jak

skowronek, umazany czekoladą, z nowym planem na życie.


– Mamo błagam, uródź mi młodszego brata, wyciśnij go z tej swojej pięknej pupki.


Patrzymy po sobie. Chwila konsternacji, bo dla tych lepkich łapek przecież zrobiłabym wszystko,

nawet wydarła z siebie kolejny kawałek człowieka. Ale jako doświadczona rodzicielka, wiem już

doskonale, że każdą prośbę należy po prostu odłożyć w czasie, poczekać aż sama wygaśnie, umrze

śmiercią naturalną. Tak też robię, ignoruję, mamroczę coś pod nosem, a macica wraca do swojego

serialu.


Kiedy wieczorem leżymy sobie w łóżeczku, tradycyjnie czytając tę samą książkę po raz

osiemdziesiąty ósmy, nagle burczy mi w brzuchu, na co mój przebiegły syn od razu powiada:


– Słyszysz, to mój młodszy brat tam w środku, beknął.


Już mam zignorować tę uwagę, ciekawość jednak bierze górę i postanawiam się dowiedzieć. A nuż

znajdę słabe ogniwo w jego rozumowaniu i zduszę temat w zarodku:


– Po co ci młodszy brat? – dopytuję tonem doświadczonego dorosłego, który natychmiast

wytłumaczy, że z małym dzidziusiem nie będzie się dało grać w piłkę. Juul ma jednak na

wszystko swoją odpowiedź.


– Żebym mógł brać coś, co mu się bardzo podoba i trzymać wysoko w górze nad jego głową.

I wtedy podejmuję ostateczną decyzję – macica musi zniknąć, wynieść się z mojego domu.


– Demoralizujesz mi rodzinę, musisz zadbać o siebie, zacząć nowe życie. Nie mogę wiecznie

stwarzać ci warunków – mówię do tej pizdy.


Niech jedzie, zakłada własny biznes, niech się spełnia jako influencerka, albo niech znajdzie sobie

nową, naiwną właścicielkę.


Wraz z jej wyprowadzką pakuję te wszystkie pamiątki, małe spodenki, bluzeczki, majteczki,

ubranka, czapeczki – wszystko w jedno wielkie pudło – i wysyłam paczkomatem w świat. A

dokładniej – do mojej najlepszej przyjaciółki. Przyda ci się to wszystko kochana – zapewniam, ale

niestety nie uprzedzam jej o ciężarze. Nie mówię „ej, to waży więcej niż ci się wydaje”. Już po

odbiorze przesyłki, dzwoni do mnie zziajana i ledwo żywa.


– Stara, niemal wypadła mi macica jak wyciągałam tę paczkę. Ale spokojnie, skrzyżowałam nogi.



ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page