Przemysław Jaźwiński - zestaw pięciu wierszy
- 2 dni temu
- 2 minut(y) czytania

droga listopadowa
znowu to samo miejsce w pełnym środku niczego
chadzam wokoło po śladach potłuczonych naczyń
od zeszłej jesieni jakby mniej oddechów na płocie
rozstaje witają mnie krzyżem zgiętym od lumbago
w jednym z sadów pomieszkuje samotna huśtawka
nie ma wiatru mimo to zamaszyście macha nogami
niedługo jabłka przestaną nadawać się na szarlotkę
na progu domu ktoś zostawił dżinsowego stachurę
przy studniach chwieją się jedynie bezpióre żurawie
nikt z żywych nie nauczył ich latać aż za wyobraźnię
co rusz mijam ze świecą omszałe kamienie bez dat
nie wiem czy za rok zieleń nie pozbawi ich nazwisk
piątek i świątek
codzienne chodzenie dokładnie wiadomo gdzie
pourywane ścieżki obszyte liśćmi na całej trasie
szeleszczą podczas prób odnalezienia kierunku
ten jeden ukrył się dobrze pośród szmeru mantr
zwykle nadkładam drogi by spotkać kogokolwiek
przechodząca obok nieuchronność nie mówi nic
widuję ją co i raz wielu woli kawiarnie od realiów
z oczekiwaniami nie sposób już pogadać na migi
staram się unikać fragmentów zacienionego dnia
w świetle widać wyraźnie wszystkie stare zapiski
utknięte między cegłami proszą o wyrozumiałość
święty augustyn mówi tylko w snach boba dylana
jak najbardziej
łączenie w pary z rzeczywistością jest już de mode
przecież wygodniej poklepać smartfon po plecach
od tego na pewno nikt się nie obrazi za poufałość
wyjście poza uwirtualnienie wymaga trybu jestem
świat to nie kosz megapikseli na targu wyobrażeń
realność doświadczania zza szyby wygląda inaczej
wystarczy wstukać odpowiednią sekwencję znaków
kolejny doradca powie jak zamienić bujdę w mannę
za dużo komunikatów dla każdego ale nie dla ciebie
już dawno przestałeś rozumieć sens życia bez ludzi
woda słońce niebo to wyłącznie wymiary halucynacji
senne zera i jedynki właśnie budują z cyfr nową erę
wiara tułacza
powroty niosą w sobie to coś nieprzewidywalnego
zgaduję jaki numer tym razem wykręci koło czasu
wieczysta gwarancja obejmuje tylko wspomnienia
pozostała reszta musi pogadać z teraźniejszością
cykl wyjazdów i przyjazdów istotnie trwa non stop
nie ma znaczenia skąd i dokąd będziesz zmierzał
przesypywanie życia przypomina szkice na lodzie
za chwilę oddech zamieni się w płynną przeszłość
pamiętam aby nie stawać po ciemnej stronie drogi
bycie widocznym pozwala mówić w słońcu prawdę
nie ma klucza otwierającego wszystkie drzwi ziemi
przystanki potrafią wziąć za ręce całą niepewność
widok po prostu widok
dobrze że jest ktoś niezainteresowany dzieleniem
obserwator ceni swoje zajęcie gdzieś tam wysoko
z ptasiej perspektywy widać zdecydowanie więcej
losy ludzkie układają się w barwione szachownice
nawet poukrywane pragnienia wychodzą na słońce
granica między nimi a światłem biegnie zygzakiem
zawczasu przyczajony mrok zapowiada się na jutro
w kalendarzu pojutrze ma ofertę nie do odrzucenia
spamiętywanie zazwyczaj oddala od przyjemności
coś może umknąć albo rozpuścić się w zapiskach
na szczęście karmiczny backup działa bez zarzutu
bycie wiecznym widzem to jednoosobowa profesja




