Paweł Kusiak - zestaw trzech wierszy
- 2 dni temu
- 2 minut(y) czytania

Szkic o naturze pamięci
będę kołatać do absurdu
do niezbornej bramy i układu podwójnego gwiazd;
oto budynek bez żadnego lustra:
zbieżny w obu kalendarzach sklepiony
wanitatywnie-żebrowo. kiedyś w drewnianej rybie
dzieliliśmy się widokiem rzeki;
byłem powietrzem unoszącym rybę
ona na kwadrans domem bez luster.
któryś z naszych złamał kość łzową; później wyszło na jaw
że opowieść umrze jak żyła
na marginesie
choć ją dokarmiałem jakbym kołatał
albo przedzierał się przez zamarzniętą rzekę.
jeśli nigdy nie wiosłowałem
dlaczego równam z wiosłowaniem
zapominam o niepokojąco-przyjemnym uczuciu
kiedy nóż oplata rękę
przy krojeniu chleba
na równe sześcienne światy?
niebo nabiegłe śniegiem i nieskończony remont
są odbiciami; tobie przypada miejsce lustra.
zastanawiam się co było w kącie ryby;
co zobaczę w kącie chleba
zimą gdy nie ma już śniegu
aby poskromić rzeczy widzialne?
Martwa natura/Nadal życie
raz poczułem: planeta w której rdzeniu jest tylko śnieżyca; nieważne.
zamieszkam w wieży budowanej w głąb ziemi
będę nawoływać śniegi najszczęśliwszej zimy.
twarze wolno zapadają się pod ciężarem brzasku;
ptak śpiewający do latarni brzmi łagodniej niżbym spodziewał się
po czystym smutku. na coś czekaliśmy
ale kto teraz pamięta? jeszcze raz powiedz
co latem słychać od strony rzeki
że są wiry powietrza niewidoczne póki nie wpuścić w nie dymu
a bóg potrafi otwierać jak dobry tasak.
co myśli człowiek kupując tyle bukietów ile kilogramów mięsa?
światło pada na przeszłe dni
ale nie przebija ich późnowieczornych wichur.
konieczność snucia ciepła dryfuje mną w przejrzystość?
jeśli wyobrazić sobie że każde ziarno piasku to uroboros
wyobrazić sobie klepsydrę z takim piaskiem
można przestać udawać smutek dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa
i błyskawice sznury skrzeku wszystko
nie będzie przesuwać się w dłoniach jak włosy kogoś kto wyjechał
dawno; i w żałobie zdarzają się porażki
w spokojnych domach rozłupane stoły chlebowe.
już dobrze; słuchać bicia serca: szreń upał szreń upał
szreń upał. niob i tantal ronią łzy
i kroki najlepiej słychać na porannym bruku.
O ćwiartowaniu
skała krzepnąca by wrócić do magmy i powtórzyć koło
jest najpełniejszym opisem boga lub poniedziałku za poniedziałkiem.
u zarania romansu zawsze można umyć schody lub załamać ręce
skutek ten sam: czasowy
inaczący cię. płoną mewy wszystkich śmietników
unoszą wulkaniczny chleb.
żal mi było szczurów na rozpalonym podwórzu i cienia
kościoła w drodze do nas. jak się ma twoje zmęczenie?
twój żal? coś wyjątkowego wisi w powietrzu
odkąd z palca zsunął się wyszczerbiony sygnet.
już wiem kto – powtarzając dni
o których była mowa – śnił się wczoraj. co z twoim gniewem?
kromki chleba jaśniejsze od gwiazd nad centrum
smak wina mięty i węgla że cichną ćwierci
nic więcej nie obiecam. żal niedosłyszanego lęku; krzepnięcia.




