Paweł Próchniak - Gusła, zaklęcia


zdj. Jacek Swiątek



1.

Poezja to gusła. W wypowiedzianym wierszu jest coś z zaklęcia. Może nie w każdym, ale z tymi, które pamiętam, które noszę w sobie, tak właśnie jest – są zaklęciami.

2.

Te zaklęcia – tak to widzę – wydobywają na jaw wewnętrzną fosforescencję istnienia, jego ukryte światło, ćmiący blask. Mają w sobie rys czegoś definitywnego, jakby zakrzepła w nich chwila jasnowidzenia – porażająca i krystaliczna. Często są również wyznaniem wiary – w żywe słowo, którego oddech biegnie przez czas i napina w nas żagle, choć zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. I są też gusłem rzuconym na poraniony świat – biorą na siebie grozę tych okaleczeń. Nie uchylają się przed bólem, przed rozpaczą. Sięgają w ciemność. Dotykają ran – odważnie, z czułością. I starają się je uleczyć.

3.

Wybieram cztery z tych guseł. Zostawiam je bez komentarza. Nie komentuje się rzucanego zaklęcia.

Pierwsze wyjmuję z czasu, kiedy poezja i gusła były tym samym, dosłownie. To tekst średniowieczny, anonimowy – lecznicza formuła magiczna:

Zarze, zarzyce, trzy siestrzyce.

Poszła Matka Boża po morzu zbirając złote pianki.

Potkał ją święty Jan: – A gdzie idziesz, matuchno?

– Idę synaczka mego leczyć.

Drugie zaklęcie zapisał Jan Kochanowski – to trzeźwe i gorzkie Epitafium Kosowi, mocno zahaczone o konkret, obwiedzione ostrym, pewnie poprowadzonym konturem żartu, zbudowane na wyczuciu złowieszczego, wciąż wymykającego się nam mknienia, które unosi nas i porywa:

Wczora pił z nami, a dziś go chowamy;

Ani wiem, czemu tak hardzie stąpamy?

Śmierć nie zna złota i drogiej purpury,

Mknie po jednemu jako z kojca kury.


Trzecie zaklęcie biorę od Tadeusza Micińskiego – z tomu W mroku gwiazd. Ta czysta, jasna fraza ujęta została przez poetę w nawias – jakby w poczuciu, że trzeba ją wypowiadać szeptem, na granicy ciszy:


[Tylko mi nie płacz – nie łam dłoni –

ze snów otrząśnij się złowrogich –

jest coś, co nas przed zgubą broni –

nas – i naszemu sercu drogich].

I czwarte zaklęcie – współczesne. Rzucone przez Jacka Podsiadłę:

Mam gdzieś koniec poezji. Czniam wyczerpanie języka.

Jest dźwięk, który pieski preriowe wydają tylko na widok grzechotnika.

4.

Tak w moich uszach brzmią gusła, w które wdaje się poezja. Ten pasaż można rozbudowywać, na wiele sposobów. Mogą tworzyć go całe wiersze, ale też wyłuskane z nich frazy, okruchy zdań, zbitki głosek, rytmy. Ich echo nosimy w sobie. To dzięki nim nasze słowa niekiedy rozświetlają istnienie, opatrują jego rany, otwierają zawrotny, porywający przestwór w nas i w świecie. I to są słowa właściwie użyte – gusła, zamawiania, zaklęcia.