Nikoleta Saluk-Kopel - zestaw trzech wierszy
- 2 dni temu
- 1 minut(y) czytania

w domach noszą imiona drzew owocowych
głęboko wysoko wprost ze szkółki
do cieszenia oka z urodzaju i bólu
zaowocowała wplątaną dziczką u przekonań
przeżutym przyklejonym od spodu fundamentem
kiedy w wazonie najbielsze gałązki
zmyślna samosiejka po dziś w punktach zaszczepiania
nieregularne plamy do czytania brajlem przez widzących
w jej przerośniętym słońcu
plenna w błogość z goryczą od patrzenia
jak dobrze robaczywki zjedzą szpaki
kosy udrodzą w końcu wypłynie
co nadane siłą po pierwszym rozprężeniu płuc
odtąd żyte tylko światłem i solą
wieżo z kości słoniowej módl się za nami
pieśń nad piersiami płyn surowiczy nad piętą
przyniosłam ci czternastolatko równolatko wiecznico
wwarstwiona w obcym złocie przy czerwonym światełku led
skórę masz czystą jak kości bo wszyscy w proch
jasną jak nielegalne ale brakło
choć zamiast wieży wystarczyłby pokój
drut kolczasty w sieni i lesie wymódl wymieszaj
rozgrzeszenie przyjdzie wpław rany szarpanej
gdy stanie przęsłem w gardle wyciernij sen
gdy zmienione w kamień nie pozwól opuścić wzroku
gdy wniebowezmą wyrzuć by zmiękło
taniec wiedźmy
spłakana jak norka wtedy zielenieje bardziej
buty obok na minus siedem
minus dwie od zmierzchu do świtu
zarządzania układem słonecznym też miało mniej
być do spotkania każdego końca
kiedy kij rozgałęzia się w dłoniach
przytrzymać i unieść na wybitym barku
odprawiać krwawnik pod językiem
potem wszystkie krzyczymy tak samo
w głębi narasta sporysz łaknie kroków i głosek
najmniejszą języka z gardła wyszarpnąć
z jad a nie od ogona w końcu przyjemnie
na wij się ciągnę gorzko



