top of page

Mikołaj Świerkula - scroll specter

  • 2 dni temu
  • 6 minut(y) czytania
Maria Hajewska
Maria Hajewska

Gdy wychodził z gabinetu prawie skakał. Lepiej jednak nie dać po sobie poznać, że się cieszy człowiek tutaj. Dookoła lekko zielone delirium, poczekalnia, stan terminalny: w formularzu wypełnianym przy recepcji na pewno nie zaznaczyli „myśli s” — warto zaznaczyć, bo czas oczekiwania znacznie się wtedy skraca… ale cię wywożą. Więc jeśli umiesz, najlepiej rozpłacz się podczas wstępnej konsultacji. 


Właściwie, jak na to odpowiednio spojrzeć, to w tym gabinecie splatają się sieci twoich opowieści. Nieważne czy prawdziwych czy nie. Wszystko co mówisz, zostanie tutaj. Spojrzał na zegar w kształcie kropli wody. Możesz się czuć bezpiecznie. Nie krytykuję pacjentów. Nie o to tu chodzi.

Ale wszystko co mówię jest prawdą. Daję słowo.

Wiesz ile osób daje słowo, że to co mówi jest prawdą? Daję słowo, naprawdę, nie mam pojęcia. 

A więc czasem zdaje ci się, że czajnik śpiewa? 

Czasem. Pod koniec, nieco przed wrzeniem. 

I jak to brzmi?

Jakby chór czy pieśń. Bardzo ładne. Czasem ma się nawet wrażenie, że słychać słowa. 

Często tak masz?

Nie.

To wspólne dla waszej generacji.

Szum?

Hałas i strach przed ciszą.

Człowieka musi być stać na zmianę. Słownie dwieście pięćdziesiąt złotych za godzinę. Zmienić coś w sobie. Znów spojrzał na zegar w kształcie kropli wody. Pojawiają się nowe trendy. To było fajne. 2016,  przewijasz, cofnięty o dekadę. 


Jesteś jak alkoholik, powiedziała, patrząc jak Borys kartami kruszy kryształ na miał. 


Nawet nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Dopiero co odzyskał nieco sił, jedzie na rezerwie i skręcało go przez cały dzień. Nogami ryje w pościeli, poci się i wierci, aż zjawia się ona z pożyczonymi, wyproszonymi, wyżebranymi banknotami w ręce — anioł w takiej poświacie jasnej, gdy odsłania okna, a on zbiera się w sobie jakby nagle zstąpiło na niego błogosławieństwo. Jednak wszystko, co mówi, wydaje się drapaniem wełnianego swetra po skórze.


Mój tata był, więc wiem, co mówię. Ale miał takie momenty, kiedy nie mógł pić. 

Na przykład jak go zaszyli. 

Tobie nawet nie wiadomo co wszyć. Debilu. Bo nikt nie wie do końca jakie gówno walisz. Zawsze źle wybierasz. Masz to zapisane w gwiazdach.

Daga… jaki niby mamy wybór, skoro, jak mówisz, los jest już przesądzony, mruknął pod nosem. Spojrzał na nią i dodał głośniej. Tobie za to dano fortunę. Ilekroć wyjdziesz, wrócisz z jakąś kasą. Dzięki skarbie. Teraz widzę to wyraźniej.

Nigdy nie zrozumiesz, że to nie jest tylko układ planet. To układ sił. Podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu. Mówię ci. Mnie to pomogło…

Jak przez ciebie rozsypię, będę cię tłukł, aż mi przejdzie.

Borys, nie porozmawiałbyś ze mną trochę, zanim… no wiesz…

Przecież rozmawiamy, powiedział, po czym pochylił się i z wprawą krupiera przetasował raz jeszcze.

Zawsze tak jest z tobą: dziecko na głodzie albo zgred na dronie. Pogadam sobie! Co innego mi pozostaje? Mogę tylko gadać. Jestem jak antena. Serio mówię. Medium, przez które komunikuje się ktoś inny. Jakbym do końca nie była sobą. Sięgnęła po średnich rozmiarów czerwoną książkę, z którą od dłuższego czasu się nie rozstawała. Istnieją dwie główne siły we wszechświecie — Skupienie i Rozproszenie. Ludzie z czasem wytworzyli konstrukcje większe od siebie, w których żyją. Hiperobiekty to ludzkie kreacje, ale ludzie stracili nad nimi kontrolę. Społeczeństwo, system, internet, kapitalizm, religia… Ludzie pamiętają, że to oni umożliwiają istnienie hiperobiektów, że te bez nich nie istnieją — co jest prawdą. Ludzie jednak żyją w przekonaniu, że panują nad nimi. W rzeczywistości jest odwrotnie.

Co ty pierdolisz? Powiedział i zerknął na nią kątem oka. A, dalej czytasz ten red pill? Okej.

Widzisz, kotku, to właśnie nasza sytuacja. „Gry, seriale, filmy, książki, social media, prochy, rozgrywki UEFA, subskrypcje — to tylko sposoby rozproszenia. Każdy z nas musi wybierać. Po to jesteśmy na ziemi. Codziennie Zły zsyła rozproszenie. Jego agenci uzależnili nas od siebie. Oślepłeś, ogłuchłeś, siejesz zgorszenie i nie chcesz dostrzec, ani nie chcesz usłyszeć cienkiego głosu swojego wewnętrznego mędrca. Gdy energia Kundalini wznosi się, znaczny napływ silnej energii napływa do mózgu. Przepływ ten rozciąga się od siatkowatego układu aktywującego i wzgórza do kory mózgowej”… Ej, kurwa! Miałeś mnie posłuchać.


Kryształki-igły-tłuczone-szkło wybuchały mu w nozdrzach a jedna większa grudka przedostała się do skroni i eksplodowała tam, sprowadzając na policzki potok łez. Wielki młot walił w dzwon. Borys ogromnie sobie współczuł, ponieważ temat za trzy dychy to jak splunięcie w twarz lub parodia, ale na dziś nie ogarnie już nic lepszego. Dzyń, dzyń, dzyń.


Co proszę? powiedział, po czym w myślach elektrycznie dodał: kurwa, czemu kurwa jest tu tak zimno.

Widziałeś kiedyś jak karmi się kurczaki? Łyse, jeszcze nieopierzone, ale wielkie jak kokosza. Tak duże, że nie mogą ustać. Prosto w otwarte dzioby mają powtykane tuby, którymi pod ciśnieniem transportowana jest pasza. Wyglądają jak wypchane, tylko że są żywe. 

Mój boże, powiedział i rozciągnął się w fotelu, odchylając głowę do tyłu. Może być.

Każdy z nas jest karmiony taką tubą. Wkładają ci i łykasz. Twój scrollkeeper wie, co podać. Pigułki na każdą okazję. Spójrz na siebie, nawet nie możesz bez nich wstać. Faszerowanie to nie metafora a mechanizm. Tuby są wszechobecne. To nimi transportuje się ryby. To nimi podaje się pasze. Nimi przemieszczasz się pod ziemią. Tuba jak rura, rura jak kabel. Algorytm jest obrazem umysłu Boga, Deus sive Natura. Niby co najbardziej kształtuje twój obraz świata? Każdy z nas patrzy na trochę inny internet. Każdy krzyczy w izolatce własnego echo chamber. Bóg-Algorytm i cyber-prostytucja. On wie przed tobą, że jesteś w ciąży. Pisali: „Target knows before it shows” i naprawdę tak było. Pregnancy prediction score. Wycelowała palec wskazujący w górę i uniosła nabożnie oczy kierując je w niski sufit. On już wie…

Ale ty jesteś pojebana, powiedział nie bez czułości i uśmiechnął się delikatnie połową twarzy, po której wciąż biegł wilgotny ślad, gdy w tył głowy uderzył go wjeżdżający na stację pociąg. Powierzchnia idealnie gładka. Sunie jak surfer. Marla wypuszcza dym, który kłębami zwisa pod soplami lodowej jaskini, a mózg odbija się od przedniej szyby. Ślizgaj się, mówi Marla zza ciemnych okularów. Slide. Slide przez lodowe plateau.


Spojrzał na zegar w kształcie kropli wody.


Po co tu przyszedłeś?

Po diagnozę. Chciałbym się dowiedzieć, kim jestem. 

Nie odpowiem za Ciebie na to pytanie. 

Chciałbym mieć choć jedną rzecz w życiu, której mogę być pewien.

F60.7.


Przed Borysem życie rozpięło się na spektrum, rozciągnięte jak nieskończony sznur od prania, które trzeba jakoś na tej linie pozawieszać. „Czy to autyzm czy wysokie IQ?”. „Zrób test”. „Nakładanie wody na szczoteczkę przed nałożeniem pasty do zębów — ADHD czy wysokie IQ?”. To chyba podstawowe pytanie. Slide right


Z daleka dobiegł go głos. Przykro mi, ale nasz czas minął. Musimy kończyć na dziś.


Na zewnątrz pada deszcz, krople biją o parapet, ale jedyne, co słyszą oboje, to jej tłumiony szloch, gdy Daga próbuje powstrzymać łzy poduszką. Leżą na dwóch krańcach łóżka w pokoju hotelowym, gdzieś pośrodku generycznej krainy, w mieście, którego nazwa zniknęła z mapy i pamięci. Mówiła, że wytrzyma. Tyle, ile się da. Nie wszystko, ale dużo. W jej marzeniach on obraca się do niej. W jej myślach ona obraca się do niego. Faktycznie oboje leżą bez ruchu. Borys patrzy pusto w okno i oboje wiedzą, że nie ma w sobie żadnego uczucia, żadnej woli, żadnego ognia; że w nim i na zewnątrz jest jak na pustyni, gdzie aż po horyzont ciągnie się jałowa ziemia. Otworzyła galerię w telefonie, a wspomnienia rozmazane przez łzy wywołały u niej wstyd i spazmatyczne szarpnięcie smutku. Pamiętam ten wyjazd i znam ten uśmiech. Czy często jego twarz będzie pojawiać się we wspomnieniach? Gdy widziałam to zdjęcie wcześniej, chciałam, żeby zawsze było tak jak wtedy. Zmienić się lub pozostać tym samym. Postanowiła już nigdy nie spojrzeć na nie z nostalgią. Aktualizacja. Nie ma nadziei dla beznadziejnych. Postanowiła.


Nadchodziła gwiazdka, gdy wychodził z gabinetu. Przeszedł lobby i korytarz, kliknął przycisk, a drzwi otworzyły się przed nim. Patrzył na zmieniające się razem z piętrami obrazki na małym ekranie windy. Mały domek wśród złotożółtego poszycia, kasztanoworude liście, ściany z bali, wąska smuga dymu z kominka, czwarte, krystaliczno czyste górskie jezioro odbija lśniący śnieg szczytu, trzecie… 


Po prostu chcę widzieć więcej piękna niż zwykły neuroatypowy chłopak znad Wisły. Po prostu staram się robić, o co prosi mnie moment. I chciałbym też coś więcej, bo czuję, że chcę. Chcę emocjonalnego związku i większej narracji, która ogarnie potłuczony na miriady świat. To bulimiczny kraj. A to bulimiczny świat. „Zbyt jesteśmy podobni do osoby uzależnionej, która zażywa coś, co ją w końcu zabije — i kiedy będzie brała, i kiedy odstawi”. Popatrz wokół: masa, spisek lub pliki cookies i kodex hermetica; Big Pharma, anunaki, diagnoza, astrologia czy dark-woke. Naturalny baton z pędów sosny just from scratch. Chcesz więcej? Wyjrzyj przez okno. Pamiętasz jak siorbał wuj przed śmiercią? Na odchodne powiedziała: „Sorry stary, ale dla mnie to działa. Ostatecznie, zawsze kończy się samemu”. „I żeby Żabki były wszędzie”. „KONSPIRACJA”. „Ssij pęto Kamil”. Schował długopis do kieszeni, wyszedł z budynku i skierował się w stronę dworca. 


ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle.png

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK.png
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne.png

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo.jpg
bottom of page