Lynn Suh & Ewa Suh - Współczesna poezja z Korei #3
- 2 dni temu
- 7 minut(y) czytania

Odcinek 3: Kim Hyesoon
Aby zrozumieć poezję Kim Hyesoon, jednej z najwybitniejszych współczesnych poetek koreańskich, warto pozwolić sobie najpierw na krótką dygresję o koreańskim szamanizmie, a konkretnie o mitycznej postaci Księżniczki Bari. Bari przychodzi na świat jako siódma z kolei córka pary królewskiej, dlatego też rodzice porzucają ją w chwili narodzin. Ubrana w jedwabną szatkę, świadczącą o jej szlachetnym pochodzeniu, Bari zostaje włożona do alabastrowego dzbana i w nim wrzucona do rzeki (lub morza, według niektórych wersji tej opowieści). Pewna starsza para znajduje ją i wychowuje jak własną córkę, odczytując jej królewskie pochodzenie z kosztownej szatki oraz wstążek, na których widnieje imię i data urodzenia dziewczynki.
Los Bari odmienia się, gdy kończy piętnaście lat. W państwie rozchodzi się wieść, że król i królowa śmiertelnie zachorowali. Jedynym ratunkiem jest woda życia, wypływająca ze źródła w krainie umarłych, zwanej Królestwem Zachodnich Ziem pod Zachodnimi Niebiosami. W tym czasie Bari poznaje prawdę o swoim pochodzeniu, a gdy dowiaduje się o chorobie rodziców, postanawia wyruszyć w zaświaty. Po wielu trudach odnajduje źródło wody życia i powraca, aby przywrócić im zdrowie. W ten sposób ustanawia swój mityczny i boski status jako istoty liminalnej, swobodnie przekraczającej próg pomiędzy światem żywych i umarłych. To właśnie ta „graniczność” Bari, jej rola jako przewodniczki dusz i kogoś, kto doświadczył porzucenia, stanowią klucz do zrozumienia, dlaczego Kim Hyesoon tak często sięga po figurę szamanki.
Istotne jest również to, że w koreańskiej tradycji szamańskiej zaświaty nie są usytuowane wertykalnie, lecz horyzontalnie względem świata żywych. Oznacza to, że granica między życiem a śmiercią jest bardziej przepuszczalna niż jej odpowiednik w wyobrażeniach chrześcijańskich. Księżniczka Bari nie zstępuje do świata umarłych, lecz udaje się na daleki zachód. Ta horyzontalna wizja ma ogromne znaczenie: to dzięki niej szamanki mogą poprzez rytuał komunikować się ze zmarłymi lub przeprowadzać ich do krainy cieni. Jedną z pieśni śpiewanych przy tej okazji jest właśnie opowieść o Bari, która wie, czym jest wykluczenie, nie tylko dlatego, że została porzucona w chwili narodzin, lecz także dlatego, że wyruszyła śladami umarłych w poszukiwaniu wody życia.
Kim Hyesoon często podkreśla szamański charakter swojej poezji. Istotnie, twórczość ta opiera się na tej specyficznej, horyzontalnej topografii, w której życie i śmierć współistnieją na jednej płaszczyźnie. Głos wyłaniający się z jej utworów to głos porzuconej Bari, a zarazem głos kobiecości spychanej od dawna na margines koreańskiego społeczeństwa. To głos, który podnosi się zarówno z wnętrza życia, jak i spoza niego, docierając do nas niczym wołanie z królestwa śmierci.
Dlaczego jednak figura ptaka jest tak silnie obecna? Dlaczego poetka nazywa swój tom „przebiegiem ptaszenia” i nadaje mu tytuł Fantomowy ból skrzydeł? W koreańskim szamanizmie ptak funkcjonuje jako pośrednik, istota przemieszczająca się pomiędzy światami, która niejednokrotnie symbolizuje ludzką duszę. W twórczości Kim Hyesoon ptak staje się jej alter ego, figurą przemawiającą w imieniu „uśmierconej” kobiecości, jej uosobieniem. Czasownik „ptaszę” (za którym stoi ukuty przez poetkę termin saehada – dosłownie „robić-ptaka”) można więc rozumieć szerzej jako „robię-kobietę” lub „robię-kobiecość” („kobiecę”, „kobietuję”?). W każdym przypadku kluczowy jest prosty sens czasownika „robić”. Pisanie poezji nie jest tu jedynie zapisywaniem ptasiego głosu, lecz swego rodzaju ucieleśnionym, performatywnym aktem, co najlepiej obrazuje wiersz Tom poezji ptaka:
Zapis dnia kiedy zdejmuję buty i wspinam się na poręcz
zamykam oczy szeroko rozkładam ręce
a z rękawów wystają mi pióra
Zapis dnia kiedy ptak woła ze mnie
Kiedy muskam ptasi policzek
Zapis dnia ptaszenia
„Pisanie poezji” jest więc „robieniem-poezji”, aktem, w którym ptak wystawia pióra i woła z wnętrza, a jego policzek jest muskany. Dzieje się to nawet wtedy, gdy zarówno poetka, jak i jej ptasie alter ego pozostają niezauważeni przez zdominowany przez mężczyzn establishment literacki. Kim Hyesoon pisze o tym wprost: „[…] poezja ignoruje kobietę / która ptaszy”.
Innymi słowy, „ptaszyć” oznacza „robić-poezję”, na którą dominująca kultura literacka nie zwraca uwagi, nierzadko uznając ją za „nic”. Poetka jednak przyjmuje tę nicość z otwartymi ramionami, tę „żywą śmierć”, której nie należy mylić z nicością w duchu zachodniego egzystencjalizmu. Czerpiąc z filozofii Laoziego i taoizmu, Kim rozumie nicość nie jako przeciwieństwo bytu, lecz jako warunek jego zaistnienia. Nicość jest rozleglejsza niż samo życie; to pusta przestrzeń, która w ogóle umożliwia relację między „ty” a „ja”. Jak pisze Kim Hyesoon w zbiorze esejów Co to znaczy pisać jako kobieta, to dzięki tym pustym przestrzeniom istniejemy jako odrębne byty. Wszechświat jawi się tu jako stwórcza praca „nożyc nicości”, które tną monolit bytu na niezliczone odrębne formy. W takich właśnie szczelinach bytu poetka odnajduje miejsce dla swojej wygnanej kobiecości.
Ptak wycina mnie
jak światło słoneczne wycina cienie
W miejsce z którego zostałam wycięta
wchodzi otwór
Ja wychodzę
[…]
W wycięcie
wchodzą rozwarte usta
Wychodzę ustami
i wracam jako zdeformowane dziecko
Nieprzypadkowo fragment ten przywołuje obrazy sugerujące żeńską anatomię: „otwór wchodzi / w miejsce, z którego zostałam wycięta”, po czym pojawiają się „rozwarte usta”, które udzielają głosu jej nicości. Akt wycinania staje się tu początkiem odmiennego sposobu istnienia, momentem, w którym poetka powraca jako „zdeformowane dziecko”. To obraz bezpośrednio przywodzący na myśl postać Bari, Porzuconej Księżniczki, której wygnanie stało się źródłem jej późniejszej, nadprzyrodzonej mocy. Bari została porzucona, bo jako siódma z kolei córka została uznana za systemowy „błąd”. U Kim Hyesoon jednak ta „deformacja” staje się siłą i jedynym sposobem na autentyczne istnienie poza narzuconym schematem.
Mając przed oczami obrazy „zdeformowanego dziecka” lub ptaka, którego kości „[p]ękną, jeśli chwycisz zbyt mocno”, można by uznać, że mamy do czynienia z głosem pełnym kruchości, rezygnacji i poczucia odizolowania. Pierwsze wersy wiersza Podwojone s, podwojone s zdają się utwierdzać nas w tym przekonaniu:
Nie chce znać twojego zdania
Nie chce znać twojej rozpaczy
Miasto nie chce o niczym wiedzieć
Za to nadało mi mnóstwo numerów
Nie będę już w tym mieście zajmować miejsca
Nie będę już nic jeść
Miasto niemal całkowicie ignoruje poetkę. Chce jedynie oznaczyć ją, tj. jej niebyt, numerami. Poetka akceptuje swoje nieistnienie, deklarując, że nie będzie już „w tym mieście zajmować miejsca”. Jednak nicość, ta „żywa śmierć”, którą zaakceptowała i uznała za własną, nie ma w sobie nic z rezygnacji i pokory. Przeciwnie: niczym natura lub zmiany klimatu, zaczyna przybierać katastroficzne rozmiary:
Nie będę się miastu rzucać w oczy
Jak długo już tak chodzę?
Lodziarnia, piekarnia, księgarnia, knajpka z makaronem, pasaż handlowy… jeśli wszystko to zmielę w ustach i przełknę
rozpalona plaża buchnie mi z gardła
Niech ja się rozciągnę w długi sznur ptactwa
Szczelnie oplotę to miasto
a wtedy ptasie stado przemówi!
[…]
Drogi staną do pionu
auta zawisną w powietrzu
a stada ptaków poszybują wysoko ku podniebnej rzece
Jej „nierzucanie się w oczy” zaczyna dominować nad miastem, nie dając się w nim pomieścić. Niczym Godzilla albo King Kong, jej nicość zyskuje potencjał, by siać spustoszenie w oswojonej przestrzeni „lodziarni, piekarni, księgarni i knajpki z makaronem”. Podobnie jak „drogi stające do pionu” czy „auta zawisające w powietrzu”, tkanka miasta ulega gwałtownemu przeobrażeniu za sprawą stwórczego potencjału nicości.
„Długi sznur ptactwa” oplatający miasto sugeruje, jak katastrofalną skalę może przybrać ptaszenie, oraz przywołuje pojęcie wielości. Oznacza to nie tylko ptaszenie w pierwszej osobie, lecz także pisanie z perspektywy drugiej, trzeciej, a nawet czwartej osoby. Poetka, niczym szamanka, posiada umiejętność goszczenia w sobie wielu jaźni, obcowania z nimi i przemawiania ich głosami. Pęknięcia rzeczywistości, z którymi konfrontuje nas ta poezja, owe puste przestrzenie, otwierają się nie tylko po to, byśmy mogli w nie zaglądać, lecz także byśmy mogli się w nich rozgościć. Być może i my napotkamy w nich jakąś część siebie: porzuconą, zdeformowaną, czekającą tylko, by zapuścić pióra i zaptaszyć.
Lynn Suh
Tom poezji ptaka
Ten tom nie jest książką
To przebieg ptaszenia
Zapis przebiegu
Zapis dnia kiedy zdejmuję buty i wspinam się na poręcz
zamykam oczy szeroko rozkładam ręce
a z rękawów wystają mi pióra
Zapis dnia kiedy ptak woła ze mnie
Kiedy muskam ptasi policzek
Zapis dnia ptaszenia
Powietrze gęstnieje od ran
Spod ran którymi jestem pokryta
ptasie kości policzkowe sterczą ostro
Pękną jeśli chwycisz zbyt mocno
To przebieg narodzin pisklęcia
Przebieg tego jak poezja ignoruje kobietę
która ptaszy
Przebieg tego jak kobieta umiera ale pisklę rośnie
Ten ból mnie zabija syczy
Ręce ma skrępowane spódnica idzie w strzępy skrzydeł
Nareszcie! Mogę już latać
Nie pierwszy raz myśli
i odrywa stopy
Zapis przekładu pewnego rodzaju ptasich odgłosów
Ptaszenia poniżej poręczy
Przebiegu ptaszenia
Nocą która puchnie truchłem nocy
Nocą która wzbiera falą skrzywdzonych dusz
Jeden ptak
Wszystkie noce świata
Przebieg lotu ponad ostrym świdrem Everestu
z sutkiem nocy w ustach
Czarnooki ptak kurczy się
Skurczył się tak że można zamknąć go w dłoniach
Trudno zrozumieć co mamrocze choć nasze usta są zestrojone
Język ptaka jest smukły jak młody pęd
cienki jak język płodu
Przebieg tego jak ptak
rozkopuje kołdrę rozkopuje moje ciało
rozkopuje ziemię i wyfruwa
Stanowczo postanowiłam nie ptaszyć a i tak ptaszę
Stanowczo twierdzę że ten tom nie jest książką ale ptakiem
Strząsnę z siebie to życie!
Strząsnę za wszelką cenę!
Tom poezji-ptak wystrzela z wody i otrząsa skrzydła
W tej samej chwili stopy czasu wydeptują w tomie ptaka bazgroł
Najcięższym ołówkiem świata
najcieńszymi ptasimi nóżkami naniesiony bazgroł
Albo ostatnie słowa z głębi bazgrołu
Przebieg
tego jak myślałam że ptak jest częścią mnie
ale okazało się że to ja jestem częścią ptaka
Spóźniony zapis przebiegu
Obietnica
że po spisaniu wszystkiego
uwolnię się od tego tomu i od cienkiej jak papier poręczy
nareszcie oderwę stopy
Zapis spóźnionego żalu
Going going gone
Ptak wycina mnie
jak światło słoneczne wycina cienie
W miejsce z którego zostałam wycięta
wchodzi otwór
Ja wychodzę
Ptak wycina mnie
tak jak czas mnie wycina
W wycięcie
wchodzą rozwarte usta
Wychodzę ustami
i wracam jako zdeformowane dziecko
Znowu wychodzę
Jeden krok w stronę miejsca gdzie mnie nie ma
Jeden krok w stronę miejsca gdzie mnie nie ma
Ptak nie wycina mnie
Czekam za ścianą
w nieskończoność
Podwojone s
Podwojone s
Nie chce znać twojego zdania
Nie chce znać twojej rozpaczy
Miasto nie chce o niczym wiedzieć
Za to nadało mi mnóstwo numerów
Nie będę już w tym mieście zajmować miejsca
Nie będę już nic jeść
Dziób ust zacisnę na skorupie małża
natrę twarz rybią krwią
i złapię wiatr za przeguby
Zaśmieję się
Wyparuję
Przejdę na emeryturę
Nie będę się miastu rzucać w oczy
Jak długo już tak chodzę?
Lodziarnia, piekarnia, księgarnia, knajpka z makaronem, pasaż handlowy… jeśli wszystko to zmielę w ustach i przełknę
rozpalona plaża buchnie mi z gardła
Niech ja się rozciągnę w długi sznur ptactwa
Szczelnie oplotę to miasto
a wtedy ptasie stado przemówi!
(Połącz linią pasujące do siebie elementy)

Postawię drogi do pionu
auta zawisną w powietrzu
a stada ptaków poszybują wysoko ku podniebnej rzece
Ptak pomknie złotym ściegiem po czerni morza
zaczerpnie cały jego ogrom w dziób i wzniesie się, by w pół lotu wypuścić
Wtedy powódź pochłonie miasto
a pomiędzy wersy w notatniku wedrze się woda
Ptaki mają litery ㅆ wypisane na spodach stóp
(Ptak na poręczy moㅆtu na rzece Han
Na lewej ㅆtopie przyszłość
Na prawej ㅆtopie przeszłość
ㅆtopa za ㅆtopą, ㅆtopa za ㅆtopą, ㅆtopa za ㅆtopą
drepcze, kołysząc zadkiem
a z każdym krokiem przybywa śladów w dzienniku)
(W ㅆamym środku miaㅆta świat ㅆtaje się nagle za ciaㅆny i mam atak klauㅆtrofobii)
Dlatego rysuję w zeszycie długą pionową linię
Ptak do nikogo nie odzywa się pierwszy
Rzecz jasna ja też
Zapuszczę pióra na twarzy
i odlecę
zapi
ㅆuję
Z koreańskiego przeł. Ewa Suh
* ㅆ – nazwa tej koreańskiej spółgłoski to „ssang-siot” (podwojone „ㅅ”, wymawiane jak napięte „ss”)




