top of page

Justyna Hrycyk - Królewna Śnieżka i pokusa owocowych czwartków

1 dzień temu
9 minut(y) czytania
ilustracja, Weronika Sandomierska
ilustracja, Weronika Sandomierska

Następnie poszła do starej, ciemnej komórki, gdzie nikt nigdy nie zaglądał, i tam zrobiła trujące jabłuszko. Wyglądało ono bardzo smacznie; żółte z czerwonymi plamkami, że ktokolwiek by je zobaczył, chciałby je zjeść, ale kto by ugryzł kawałek, ten musiałby umrzeć.



W naszym domu nie czytało się bajek. Choć samą czynność czytania ceniło się, i to bardzo, należało raczej wybierać książki, które swoją treścią coś wnoszą, bezpośrednio przyczyniając się do poszerzania wiedzy o świecie w sposób jak najbardziej dosadny, jak najmniej metaforyczny. W biblioteczce piętrzyły się więc stosy wszelakich encyklopedii oraz atlasów, w wydaniach dostosowanych do wieku, podzielone na tematyczne działy: człowiek, zwierzęta, rośliny, świat, kosmos. Bo przyjemne należało łączyć z pożytecznym: codziennie przed snem ja i moje siostry przez dwadzieścia minut słuchałyśmy streszczenia etiologii Wielkiego Wybuchu, analizowałyśmy skomplikowany proces produkcji zarodników przez mech lub przeprowadzania wymiany gazowej przez żaby. Zasypiałyśmy, pod powiekami zaś wyświetlały nam się ilustracje: czterokomorowe serce, niebieskie strzałki wskazujące kolejno: zastawka mitralna, trójdzielna, pnia płucnego, aorty…


Istniała jednak zakazana półka. Na dole, w samym rogu, tak, żeby nie przykuwać niepotrzebnych spojrzeń, nie zwracać uwagi. Lądowały na niej, wręczane nam przy różnych okazjach przez mniej lub bardziej ekscentryczne ciotki, książki absolutnie nieutylitarne, niepotrzebne, bezsensowne. Obrzucane przez naszą matkę pogardliwym spojrzeniem, kwitowane kwaśnym, krótkim uśmiechem, czym prędzej odkładane, aby broń boże nie zaśmiecać umysłu dorastających dziewczynek swoją poronioną treścią. Baśnie, bajki, mity i legendy, opowiadania, fantastyczne światy. Smoki i wróżki, księżniczki i rycerze, syreny, gadające zwierzęta, olbrzymy i krasnoludki.

Moja ulubiona półka, zostałam jednak nauczona pogardy dla niej. Po pierwsze – dlatego, że arbitralnie zakazana. Po drugie – dlatego, że nigdy nikomu do niczego się nie przyda.


Albo to: dlaczego na zadawane dzieciom pytanie „kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz” domyślną odpowiedzią jest nazwa zawodu? Dlaczego chcemy, aby kilkuletni ludzie definiowali się poprzez pracę?

Pamiętam to pytanie zadawane przez dorosłych wielokrotnie. Pamiętam moje odpowiedzi, zależne od otoczenia i tego, kto pytał:

– malarką.

– lekarką.


Pamiętam, że moja siostra kiedyś powiedziała, że chciałaby pracować w pizzerii, bo bardzo lubi pizzę i ser. Wszyscy strasznie się śmiali. Ja oczywiście też – skoro śmieją się wszyscy dorośli wokół, też należy to robić. Pomyślałam sobie jednak wtedy, że to strasznie mądre. Ja, mająca jakieś siedem lat. „To sprytne wybrać pracę, w której możesz się najeść. Sprytna ta moja siostra”.


Dorosłam. Skończyłam poważne studia. Przez cały czas ich trwania byłam bardzo nieszczęśliwa. Fantazjowałam o byciu gdzie indziej, jednocześnie próbując karmić się wizją powszechnego szacunku, uznania i pieniędzy związanych z pracą w zawodzie. Utopijne obrazy życia bez pracy przeplatane były dystopijnymi obrazami wsiąknięcia w otaczającą społeczność, zaś absolutne obrzydzenie do sprzedawania swojego czasu rekompensowane dopaminowymi wyrzutami będącymi efektem nabywania rzeczy: sukienka, tablet, komputer, dziwny sprzęt kuchenny, jeszcze dziwniejszy kosmetyk. Lata mijały, ja co roku powtarzałam sobie, że to rzucę.


W końcu – dostałam dyplom. Odetchnęłam. „Teraz albo nigdy”, pomyślałam i wyciągnęłam rękę w stronę zakazanej półki.


Mam dwadzieścia dziewięć lat. Mój średni miesięczny dochód plasuje się znacznie poniżej minimalnej krajowej. 


Czy generalnie jestem szczęśliwa i czuję, że podjęłam dobre decyzje? Tak.


Czy codziennie fantazjuję o etacie, nudnej pracy w biurze, karcie multisport, owocowych czwartkach, ładnych rzeczach i mieszkaniu? Tak.


Czy jestem dumna z rzeczy, które zrobiłam, odkąd skończyłam studia? Tak.


Czy czuję się absolutnym przegrywem i zerem przez to, że nie mam normalnej pracy i stałego miejsca zamieszkania? Oczywiście, że tak. 


Niestabilność finansowa dość mocno narusza fundament piramidy Maslowa, sprawiając, że nagle wszystko, z czym masz styczność, jest o pracy. Mózg jak gdyby przestawia się na inne rejestry: w dziełach kultury zaczynasz dostrzegać jedynie wątki klasy, pracy i kapitału. Zarówno znane i lubiane, jak i nowe książki i filmy przestają być historiami pojedynczych osób, przestają być o interpersonalnych relacjach. Wszędzie odnajdujesz jedynie strukturę, społeczne schematy zależności i powiązań, które zaliczyć można do jednej z dwóch grup: doświadczenie burżuazji lub doświadczenie proletariatu. W coraz większym zmęczeniu zaczynasz łaknąć treści prostych i nieskomplikowanych, niosących nadzieję. Pewnego wieczoru, przeglądając elementy dobytku w poszukiwaniu przedmiotów z potencjałem spieniężenia na platformie typu olx lub vinted, przerzucając stosy książek – natrafiasz na stare wydanie Baśni Braci Grimm. Z wytartej granatowej okładki zerka na ciebie kruk w koronie.

„Bingo” myślisz. „Matki, córki, pantofelki i jabłka. To mnie odstresuje”.

Zaczynasz więc czytać.

Stresujesz się.


No i oczywiście, zatrzymuje cię żarcie.



KTOKOLWIEK JE ZOBACZY, CHCE JE ZJEŚĆ


Jabłko.

Żółte z czerwonymi plamkami. Jonagold? Champion? Golden delicious? Takie na pewno twardsze, kwaśno-słodkie, soczyste, trzaskające pod zębami… Historia zna mnóstwo scen kuszenia z jabłkiem w roli głównej: złą sławę owoc ten zawdzięcza, a jakże, kulturze chrześcijańskiej. Przed okropną grzesznicą Ewą, która wyciągnęła w jego stronę dłoń, był symbolem piękna, płodności, kobiecości i miłości fizycznej. W starożytności nikt nie kazał się tych przymiotów wstydzić. Przyszło jednak nowe, stojące w kontrze do starego, a więc do hołubienia tak plugawych elementów codzienności jak ciało i natura. Jabłko stało się zaś esencją wszystkiego, czemu od tej pory należy się sprzeciwiać – stało się rumianym (ze wstydu), wodzącym (na pokuszenie) symbolem Poznania. Poznanie zaś zrównane zostało z przekleństwem. Bo wiadomo – jak człowiek raz spróbuje jabłka, wgryzie się w nie, pozwoli słodkim sokom pociec po brodzie, rozetrze na języku surowy miąższ, jak w końcu to wszystko przeżuje i przełknie… oczywistym jest, że nie będzie już chciał życia pozbawionego jabłek. Człowiek, który raz pozna jabłkowy smak, będzie chciał więcej. Zrozumie, że zaspokojenie jest możliwe. Stanie się niebezpieczny – będzie dążył do spełnienia.


No i drugi znany fakt. To, co zakazane, oczywiście jeszcze bardziej kusi. 


Tak oto zaczęła się kariera jabłuszka w kulturze – zostało ono ambasadorem wszelakich pokus, popędów i pragnień. Stało się owocem, po który mamy chcieć sięgnąć – i po który, pod żadnym pozorem, sięgać nie powinniśmy.


Wróćmy jednak do baśni. Zła królowa robi jabłko.


Schodzi „tam, gdzie nikt nigdy nie zaglądał”, co brzmi jakby miała ukryte w piwnicy laboratorium mety (i może właśnie tak jest), którą ostrzykuje przyszykowany wcześniej owoc. Powzięła już dwie próby likwidacji swojej pasierbicy, Śnieżki – która zawiniła jej tym, że, po pierwsze, jest jej konkurencją do tytułu Top Girlboss of the Universe, po drugie, odnalazła spokój i spełnienie w środku lasu, z dala od narzuconych pałacowych struktur i konwenansów, czyli generalnie najgorzej. Królowa w przebraniu handlarki opchnęła jej magiczny gorset i zatruty grzebień. Niestety, utensylia te miały jedną zasadniczą wadę – można było je zdjąć, co definitywnie przerywało działanie zaklęcia, którego skutkiem była księżniczkowa śmierć. Śnieżka więc już dwa razy umarła i dwa razy zmartwychwstała. Dwa razy dała się skusić i dwa razy została uratowana. Jak wszyscy wiemy – do trzech razy sztuka. Pytanie, kto wygra ten wyścig zbrojeń i kto zdecyduje się wyciągnąć wnioski z własnych błędów.


Królowa jest mądra. Skoro zawiódł element nietrwałego umieszczenia trutki w ciele – tym razem należy zatruć przedmiot, którego nie będzie można zdjąć. Najlepiej taki przedmiot, który znajdzie się głęboko, w samym środku Śnieżki, który zostanie zamknięty wewnątrz, tym samym uśmiercając ją raz a porządnie, nieodwołalnie. Coś, czego żadna siła z niej nie zdejmie, coś, na co sama Śnieżka się skusi, coś prostego, po co wyciągnie rękę, coś, co wzbudzi jej apetyt, uruchomi pierwotne instynkty, coś, co da jej zaspokojenie, co będzie odpowiedzią na podstawowe potrzeby…

Proste rozwiązania są najlepsze, prawda? 


No więc JABŁKO.


Królowa obraca je w dłoniach; jest naprawdę piękne. W ustach zbiera jej się ślina, w tle pewnie grają The Beatles. Zerka do lustra, uśmiecha się delikatnie. Wie, że wspięła się właśnie na wyżyny. Że bezpretensjonalnie, z gracją przeszła samą siebie. Że stworzyła produkt doskonały.


Teraz jedynie pozostało jej przekonać Śnieżkę, żeby spróbowała.


PO PIERWSZE: PRZEBRANIE


Kiedy jabłko było gotowe, przybrała postać wieśniaczki i tak ubrana poszła za lasy, za góry, gdzie mieszkała Śnieżka u siedmiu karzełków, i zapukała do drzwi.


Przede wszystkim: kamuflaż. Aby opchnąć coś Śnieżce, Zła Królowa musi zdjąć zdobne suknie i wszystkie błyskotki, musi ubrudzić swoją idealną, pozbawioną zmarszczek twarz, założyć proste ubranie: czarny golf, szarobury płaszcz. Chodzi o zaufanie, ale też o nową strategię kuszenia: Śnieżka wybrała proste życie, przejrzała na oczy, wie, że grzebienie i gorsety nie są jej do szczęścia potrzebne, że to produkty zepsutego burżujskiego świata, z którego się wyzwoliła i do którego powrót oznacza pewną śmierć. Królowa rozpuszcza więc misternie zaplecione włosy, przyprósza je popiołem, napełnia jabłkami jutowy wór. Na wierzchu kładzie swoje jabłuszko, żółte z czerwonymi plamkami, przegląda się w lustrze. Tak. Minimalizm. Wytchnienie dla przebodźcowanego umysłu. Miła staruszka z torbą jabłek. Jak jeszcze powie, że 10% dochodu przeznacza na ratowanie małych, bezdomnych kotków, to przecież nikt jej nie odmówi. Sukces gwarantowany.


Nakłada kaptur, zarzuca worek na ramię i schodzi po schodach. Przed nią długa droga, głównie w dół. Wie jednak, że po wszystkim wjedzie na sam szczyt, windą. Do samego nieba.


PO DRUGIE: PREZENTY


– Nie mogę tu wpuścić nikogo, siedmiu karzełków tak mi rozkazało.

– Masz słuszność – rzekła wieśniaczka – odchodzę już z moimi jabłkami, tylko jedno chcę ci podarować.


Spójrzmy teraz na Śnieżkę. W czasie, w którym zła królowa opracowuje nowe strategie odebrania jej życia, Śnieżka w swojej małej leśnej chatce naradza się z krasnoludkami. Żyjące z dziewczyną pod jednym dachem, są w istocie jej ucieleśnionymi głosami– emocji, doświadczeń i intuicji. Powtarzają: „Pamiętaj, nie wpuszczaj do naszej przestrzeni nikogo, kto chce ci coś dać, bo przecież masz tu wszystko, nic więcej nie potrzebujesz”. Tak, tak. „Pamiętaj, nie daj się skusić atrakcyjnym cenom czy darmowym próbkom, prędzej czy później będziesz musiała za wszystko zapłacić”. Tak, tak. „Pamiętaj, nasz wróg jest sprytny, zna twoje słabości, nie zawaha się ich wykorzystać, będzie grał nieczysto, będzie oszukiwał”. Tak, tak. Śnieżka związuje włosy, zaparza herbatę, wychodzi na ganek, wystawia twarz do słońca. Ma tu wszystko, czego potrzebuje, nie ma takiej rzeczy, którą Zła Królowa mogłaby ją skusić. Odkąd zamieszkała w lesie, jest naprawdę szczęśliwa, śpi osiem godzin na dobę, je proste posiłki, uprawia jogę. Upija łyk herbaty, przymyka oczy. Rzeczy, których potrzebowała tam, na zamku – wyzwoliła się od nich, nie mają już na nią wpływu. Nie mają nad nią kontroli.


PO TRZECIE: ZAUFANIE


– Nie – odpowiedziała Śnieżka – nic mi przyjmować nie wolno.

– Obawiasz się trucizny? – zapytała stara – widzisz, kroję jabłko na pół, tę połówkę z czerwonym rumieńcem ty zjesz, a tę żółtą zjem ja.


Nauczona doświadczeniem księżniczka nie daje się już tak łatwo podejść. Jest stanowcza i asertywna – zdecydowanie odmawia, nie chce żadnych prezentów od obcej baby. Królowa jednak wzięła pod uwagę i taki scenariusz – wiedziała, że opór może się pojawić, że przeciwniczka szybko się uczy, co wymaga ciągłego doskonalenia technik manipulacji. Bierze więc rumiany owoc, przekrawa na pół. Mówi „zobacz, dwie połówki jabłka i my dwie. Jest piękny dzień. Świeci słońce, co za spotkanie. Tę chwilę tak wspaniale dopełnić może słodki, jabłkowy smak. Nie chcesz? Jesteś podejrzliwa, rozumiem, w dzisiejszych czasach nie można ufać nikomu, wszyscy chcą cię wykorzystać, wcisnąć jakiś kit, to rozsądne z twojej strony. Ja jednak zjem – o boże, jakie pyszne. Mmmm. Słodkie. Soczyste. O boże. Wprost idealne. Może jednak masz ochotę? To tylko jabłko, naprawdę. W dodatku za darmo. To tylko jabłko, zdrowy piękny owoc. Nie może ciebie skrzywdzić”.


To tylko jabłko.

Śnieżka wyciąga po nie rękę. Palce dotykają rumianej skórki.


Jabłko było tak zrobione, że tylko jedna połowa, ta z rumieńcem, była zatruta.


Zatapia w nim zęby.

Co było potem – wszyscy wiemy. 

Śnieżka upada po raz trzeci. Królowa bierze ze sobą jej życie i wraca do zamku. 


PO CZWARTE: REWOLUCJA


Znamy jednak zakończenie. Śnieżka może i dała się podejść, bo przecież w końcu jest tylko naiwną młodą kobietką i z tego względu należy wybaczyć jej te drobne niedociągnięcia charakteru skutkujące zaprzedaniem duszy nepo-tyrance. Na szczęście w baśniach istnieją książęta – i taki właśnie książę przyjeżdża do naszej Śnieżki, żeby swoim pocałunkiem Prawdy i Oświecenia zdjąć z niej zły czar, zaprowadzić do Zamku, wziąć za żonę i tym samym przejąć na siebie wszelkie ontologiczne zmartwienia dotyczące sensu, wszelkie życiowe decyzje oraz kwestię zaspokajania pragnień, spełnienia i szczęścia. Od teraz jego pragnienia są jej pragnieniami, dziewczyna w końcu może położyć się w łóżku, ubrać jakąś ładną piżamkę i odpocząć, przynajmniej do wieczora, dopóki nie wróci mąż, bo to od teraz jedyne zmartwienie zaprzątające jej piękną główkę.


No tylko, że nie.

Prawdziwe, oryginalne zakończenie historii o Śnieżce jest inne. I nie, żebym pałała jakąś wielką miłością do oryginalnych wersji Baśni Braci Grimm – w większości z nich leje się mnóstwo krwi, ciała są ćwiartowane, nikt nie pociąga mężczyzn do odpowiedzialności za ich obrzydliwe zachowania, a całemu złu winne są, oczywiście, kobiety. Ale w tym przypadku coś im się udało i uważam za absolutnie znamienny i wiele mówiący o naszej kulturze i strukturze społecznej fakt, że zakończenie to nie jest szerzej znane, mimo iż, w mojej opinii, jest najmocniejszym punktem całej historii.


No więc w skrócie: krasnoludki nie były w stanie zakopać ślicznej królewny w ziemi, postanowiły więc umieścić jej ciało w szklanej trumnie, trumnę te zaś wyeksponować na najwyższej górze, aby każdy mógł to śnieżkowe piękno sobie popodziwiać. Przejeżdżał tamtędy książę, oczywiście zachwyciły go piękne kobiece zwłoki, kazał więc swoim sługom wziąć trumnę na ramiona i zanieść ją do zamku, żeby sobie na martwą królewnę patrzeć (miejmy nadzieję, że tylko tyle) i się nią zachwycać, że taka martwa i piękna. I kiedy tak kroczyli w tym absurdalnym nekrofilskim orszaku, jeden z pachołków potknął się, co wstrząsnęło znajdującym się w trumnie ciałem. Wstrząs ten z kolei spowodował wypadnięcie uwięzionego w gardle Śnieżki kawałka jabłka. Królewna otwiera oczy, podnosi się, unosi wieko. Rozgląda się, przytomnie, dookoła, próbując zrozumieć całą sytuację.


Śnieżkę obudził ucisk proletariatu.


Mam pomysł na zakończenie bajki. Idzie to mniej więcej tak: Królewna wyskakuje z trumny, chwyta za ręce pachołków, zaciska je w pięści, buzująca krew rumieni jej policzki. Odkrztusza, spluwa na ziemię, bierze głęboki wdech i krzyczy: 

KONIEC Z JABŁKOWĄ PROPAGANDĄ. ZRÓBMY JABŁKOWĄ REWOLUCJĘ!




* wszystkie cytaty pochodzą z baśni „Śnieżka” z książki Baśnie Braci Grimm, tłum Emilia Bielicka i Marceli Tarnowski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1989

ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page