Jakub Głuszak - nawłocie
- 23 godziny temu
- 1 minut(y) czytania

Nawłoć kanadyjska (I)
Nawłociami zaczyna się wiosna
na popękanej sierpniowej ziemi
kiedy z fabryk ruszają wagony plonów.
Jaka susza, gdy u nas wciąż chłodna Kanada
i połacie złotych kwiatów?
Tej ziemi nie dotknie pług a kosiarka.
Zetnie płowowłose zastępy, dyszące
pszenicznym pyłem na polanach.
Zimniej nie będzie, las się nie zbudzi,
nie rozsypie w tysiące skupisk.
Będzie, jak była, jedność. Nie uwolni
się geosmina. Nie będzie zimy po wiośnie.
Nawłoć kanadyjska (II)
Nawłociami zarasta granica
po drzewach ściętych nad rzeką. Śnią
ryby i ludzie śnią z nimi, i śmieszny tu taki
płot nam przechodzi przez środek kraju.
Zza niego zerkają zlęknione
okna grodzonych osiedli
na upalne polany pełne złotego pyłu.
Zimniej nie będzie. Rozgrzane błoto,
to błoto ukochane jak Cezar ukochał Afrykę
w złoconej zbroi: wiatr je przyniesie
we wrzącym milionie drobin,
wilgotne i chłodne, do naszej Kanady.
Nawłoć kanadyjska (III)
Nawłociami pasą się psy,
pociągi pełne nektaru witamy
w naszej chłodnej Kanadzie. Mogą nam
pozazdrościć, skoczyć nam mogą,
bo nasze są polany pełne złota
i płowowłose zastępy kwiatów.
Nasza jest ziemia. Ta ziemia spłowiała,
spękana upałem, a z pęknięć pięknie rosną
nawłocie: bryłki mięsa. Rwijmy je szybko nim
zajdzie semioza, bo przecież
zimniej nie będzie. Nie patrzmy w ich
oczy, brązowe w tę suchą sierpniową wiosnę.




