top of page

Alžběta Stančákova tł. Zofia Bałdyga - zestaw czterech wierszy





Jestem jak koń po samobójstwie – siedzę przy stole, przede mną ananas, myślę,

że każdy z nas robił już dziwne rzeczy w windzie, myślę,

że co drugi pies jest pracujący.


Kiedy wstaję od stołu, drewno mnie zaraża,

nie dam go zwierzętom, nie dam go rybom.


Teraz wyłażę na zewnątrz, omijam ludzi, omijam gliniarzy.


W sekrecie wtranżalam

czosnek i owoc cytrusowy.


Zupełnie jak koń po samobójstwie…albo tracę godność,

albo ją znajduję.



24.7.2019, 12:39, 69%


Po raz pierwszy w życiu prowadzę samochód.


Wypadło akurat na pierwszą jazdę,

przed gmachem uniwersytetu wzięłam na maskę

wychudzonego mężczyznę.

Pęknięcia na przedniej szybie

to powiększone linie na moich dłoniach.


Siedzę w szpitalnej poczekalni bez pojęcia, co się wydarzy.

Przypominam sobie swoje pierwsze badanie na choroby weneryczne.

Wychudzoną czarnowłosą dziewczynę siedzącą w kącie pomieszczenia.

Stolec, który ostatecznie wyleciał ze mnie w cukierni.

Otwarty ogród z muflonami.

Rozmowę telefoniczną.


Mój sen, najpierw niebieski, nad ranem żółknie.

Budzę się z uśmiechem na skóropodobnej sofie

i przeglądam prasę codzienną.


Z wiadomości wynika, że mężczyzna nie przeżył.

Miał 33 lata i był martwy jeszcze przed uderzeniem.


Jem śniadanie w szpitalnym bufecie.


W drodze do domu wymiguję się od kary

za jazdę z nieważnymi dokumentami.



6.9.2019, 12:11, 94%


Nie chcę cię głaskać,

szepczę starej zaprawionej kawce,

ale nikt inny

tego za mnie nie zrobi.


Ptak ma uszkodzone lotki,

surowo na mnie spogląda

i płucze gardło resztkami śmietany.


W międzyczasie przepatruje stare druki.

Puszy się w sekrecie.


Młody fotograf przepiera bieliznę,

która zaschła w miednicy.

Jak zwykle przekuśtykał dziś przez granicę państwa.


Wojna niesie kolejną wojnę.


Gdybyśmy wtedy mieli samoloty,

mogliśmy wygrać.


Teraz nie mamy nawet głosu.


Mam sześć lat i muszę myśleć o emeryturze.


Jedyne czego mogę być pewna to fakt,

że umierając nie będę myśleć o narodzinach.


Mam trzynaście lat i noszę ubrania,

w których ktoś kiedyś umarł.


Mam dwadzieścia dwa lata:

mamka dwojga dzieci

zbryzgała kanara mlekiem.


Jest mi zimno i marznę –

niepotrzebne skreślić.



17.4.2020, 20:30, 100%


Ciągle jeszcze nie brzydzę się mleka prosto z kartonu.


Mleko brzydzi się mnie: zapominam słów

i nie znajduję nowych.


Wciąż piję piwo prosto z puszki.


Żałuję,

ale nie mogę się skończyć.


Skoro ty jesteś starą wojną,

ja jestem młodym pokojem.


 

Wiersze pochodzą z tomu Čačak, wydawnictwo Viriditas, 2022 rok


bottom of page