PryncypaĆka, czyli rozmowa o pryncypiachÂ
- 12 sty 2024
- 27 minut(y) czytania
[z Adamem Wrotzem czatuje Jakub Skurtys]Â

Koncepcja i kierunek artystyczny: Adam Wrotz, obraz wygenerowany przez AI, za pomocÄ OpenAI DALL·E
Jakub Skurtys: CzeĆÄ Adamie (moĆŒemy chyba od razu przejĆÄ na âtyâ, prawda?). UstaliliĆmy zawczasu, ĆŒe bÄdziemy rozmawiaÄ o pryncypiach, ale rozmawiamy teĆŒ w kontekĆcie suplementu do numeru spiskowego âZakĆaduâ, wiÄc pewnie bÄdzie nie tyle o zasadach, ile o Ćamaniu zasad. JesteĆ twĂłrcÄ fejsbukowej strony âWiersze Mateusza Morawieckiego pisane w Exceluâ, ale to akurat interesuje mnie w Twojej dziaĆalnoĆci najmniej, chociaĆŒ o to teĆŒ pewnie zagajÄ. BezpoĆrednim pretekstem jest TwĂłj szkic na temat polskiej prozy, ktĂłry ukazaĆ siÄ w lipcu w âDwutygodnikuâ. Szkic byĆ o prowokacyjnym tytule âCzy bohater polskiej powieĆci kupiĆ juĆŒ sobie komputer?â i nie mniej prowokacyjnej treĆci. Ja go traktujÄ trochÄ jak pamflet i jego pamfletowe funkcje sÄ dla mnie oczywiste. WiÄc moĆŒe teĆŒ trochÄ prowokacyjnie zacznÄ: co autor klejonych wierszy z Internetu w ogĂłle wie o polskiej prozie (i skÄ d to wie)? A druga kwestia, ale nie mniej istotna: po co zabiera gĆos na jej temat?
Â
Adam Wrotz: CzeĆÄ Jakubie! Ty ujÄ ĆeĆ to prowokacyjnie, dla dynamicznego otwarcia rozmowy, a niejeden uczestnik dyskusji, ktĂłra wybuchĆa wokĂłĆ mojego tekstu, ujÄ Ć to zĆoĆliwie i z peĆnym przekonaniem: ĆŒe to Ćmieszne, ĆŒe jakiekolwiek wielkie diagnozy i ĆŒyczenia wzglÄdem polskiej prozy oĆmiela siÄ formuĆowaÄ osoba znana jedynie z satyrycznych przetworzeĆ wypowiedzi Morawieckiego. Pobrzmiewa tu niewÄ tpliwie takie przekonanie, ĆŒe musi istnieÄ peĆna harmonijna zgodnoĆÄ pomiÄdzy biogramem czĆowieka a jego aktualnÄ aktywnoĆciÄ ; ĆŒe dana konkretna dziaĆalnoĆÄ legitymizuje siÄ w biografii i sama litera dziaĆalnoĆci nie moĆŒe byÄ rozpatrywana, jeĆli nie znamy kontekstu biograficznego. W takim ukĆadzie znajomoĆÄ literatury nie moĆŒe polegaÄ na tym, ĆŒe coĆ mĂłwimy o literaturze tu i teraz, a na tym tylko, ĆŒe zaistnieliĆmy wczeĆniej w literaturze. Narzucanie biografii jako kryterium powaĆŒnego potraktowania w debacie jest elitarystyczne i powiewa klimatami sanacji. Mam to w nosie oczywiĆcie. LiczyÄ powinien siÄ wyĆÄ cznie mĂłj tekst, a nie to, z jakiego miejsca mĂłwiÄ. MogÄ byÄ profesorem, mogÄ byÄ Ćlusarzem â znaczenie ma tylko to, co napisaĆem, a wszelkie spekulacje o mojej biografii dowodzÄ jedynie naczelnego problemu literatury czy â szerzej â sztuki: jej umocowania Ćrodowiskowego, ktĂłre zastÄpuje metodologiÄ oceny pracy. Generalnie taka metodologia w ogĂłle nie jest moĆŒliwa w sztuce w takim sensie, jak w naukach szczegĂłĆowych, wiÄc ta ĆrodowiskowoĆÄ zawsze bÄdzie siÄ wysuwaÄ na pierwszy plan. Najlepszym sprawdzianem odkrycia naukowego jest zawsze technologia, ktĂłrÄ moĆŒe to odkrycie zaowocowaÄ, i zmiany spoĆeczne wynikajÄ ce z tej technologii. A co jest takim sprawdzianem jakoĆci dzieĆa sztuki czy jakoĆci debaty o sztuce? Nie znajdujÄ takiego narzÄdzia. Sztuce brakuje wymiernoĆci, a tam, gdzie brakuje wymiernoĆci, tam siÄ bÄdÄ ludzie zastanawiaÄ, kogo znam i czy dostatecznie duĆŒo ksiÄ ĆŒek napisaĆem. PoniewaĆŒ jednak Ty pytasz prowokacyjnie, a nie z podtekstami i zaĆoĆŒeniami, to mogÄ co nieco ujawniÄ ze swojego backgroundu. Nie mam przygotowania polonistycznego i teoretycznoliterackiego. Nie jestem zawodowym odbiorcÄ Â literatury piÄknej. Mam przygotowanie filozoficzne. PisaĆem wiÄc z pozycji, po pierwsze, czytelnika, ktĂłry lubi literaturÄ piÄknÄ , wydaĆ na ksiÄ ĆŒki niemaĆo pieniÄdzy i ma ich sporo, a po drugie z pozycji kogoĆ, kto chciaĆ przenieĆÄ dyskusjÄ o literaturze na grunt elementarnego problemu filozoficznego: czy my w ogĂłle moĆŒemy o literaturze wypowiadaÄ jakiekolwiek sÄ dy wiÄ ĆŒÄ ce i pewne; i czym jest w ogĂłle pewnoĆÄ sÄ du o literaturze? Innymi sĆowy, mĂłj tekst miaĆ â zgadzam siÄ, ĆŒe w sposĂłb pamfletyczny â sprowokowaÄ refleksjÄ epistemologicznÄ , a nie teoretycznoliterackÄ .Â
Â
W punkcie wyjĆcia zapostulowaĆem produkcjÄ powieĆci, ktĂłra odda mechanizmy rewolucji cyfrowej, analogicznie do tego, jak powieĆÄ dawna staraĆa siÄ ujÄ Ä rewolucje przemysĆowe. OczekiwaĆem kontynuacji tej linii. ChciaĆem, by wspĂłĆczesna polska powieĆÄ â ta nagradzana i promowana w czasopismach, wskazywana czytelnikom przez wiodÄ cych krytykĂłw â wykonaĆa podobny do jej dziejowych poprzedniczek wysiĆek pisania o duĆŒych systemach politycznych, spoĆeczno-ekonomicznych i technologicznych. Wydaje mi siÄ to korzystne pragmatycznie. Inaczej ryzykujemy duĆŒe rozdrobnienie â za coraz bardziej zatomizowanym pisaniem toĆŒsamoĆciowym bÄdzie szedĆ coraz wiÄkszy problem z nakĆadami. Ostatecznie jednak nie ma tutaj ĆŒadnego dobrego argumentu fundamentalnego. Nie umiem powiedzieÄ, ĆŒe jest w Ćwiecie jakaĆ obiektywna racja, ĆŒe powieĆÄ musi byÄ o tym czy o tamtym; taka czy inna. Generalnie, z punktu widzenia naczelnych procesĂłw rzÄ dzÄ cych cywilizacjÄ , moĆŒemy sobie pisaÄ wyĆÄ cznie o rĂłĆŒowych sĆoniach. To pewnie tyle samo zawaĆŒy na gieĆdzie, pracy naukowcĂłw w CERN, sytuacji na Bliskim Wschodzie i kondycji demokracji, co powieĆÄ o czymkolwiek innym. Nie ma wiÄc czegoĆ takiego, jak twardy dowĂłd na dobrÄ i znaczÄ cÄ Â powieĆÄ, a rĂłĆŒne osobiste korzyĆci mentalne i osobiste doznania estetyczne mogÄ wynikaÄ z czegokolwiek, nawet z nieczytania powieĆci, a wybrania na przykĆad poezji. Temat rangi powieĆci jest otwarty, klaruje siÄ w rozmaitych starciach. I ja takie starcie zaproponowaĆem. Tymczasem moi polemiĆci prĂłbowali z gruntu odebraÄ mi prawo do moich postulatĂłw, zabierajÄ c gĆos z dogmatycznej pozycji, ĆŒe to akurat ich wizja powieĆci jest tÄ obiektywnie sĆusznÄ . Piotr PaziĆski ubolewaĆ nad tym, co ja chcÄ zrobiÄ z powieĆciÄ . A ja chciaĆem zrobiÄ to samo, co on: mieÄ swojÄ Â wizjÄ powieĆci. Nie mogÄ? OczywiĆcie, ĆŒe mogÄ. Problem byĆby wtedy, gdybym chciaĆ mieÄ swojÄ Â wizjÄ teorii grawitacji. Nie rĂłbmy z literatury politechniki. Najbardziej rozbawiĆo mnie zdanie wyraĆŒone w jednym komentarzu, ĆŒe juĆŒÂ tysiÄ c razy byĆo mĂłwione, ĆŒe powieĆÄ toâŠi tu jakaĆ wĆaĆciwoĆÄ powieĆci, juĆŒ nie pamiÄtam. No nawet milion razy mogĆoby byÄ mĂłwione, ĆŒe powieĆÄ to czy tamto, a ja i tak bÄdÄ miaĆ prawo powiedzieÄ coĆ innego. Taka jest specyfika tej dziedziny, ĆŒe poruszamy siÄ tu raczej w obrÄbie â oczywiĆcie jakoĆ strukturalnie formowanych â gustĂłw niĆŒÂ w obrÄbie ĆcisĆych reguĆ.Â
No dobra, to teraz mniej prowokacyjnie: co chciaĆeĆ osiÄ gnÄ Ä tym szkicem (w takim miejscu, jak âDwutygodnikâ, czyli w samej centrali naszego internetowego ĆŒycia literackiego). I czy to siÄ z Twojej perspektywy udaĆo?
Do tego pytania mogÄ przejĆÄ doĆÄ gĆadko od poprzedniego. ChciaĆem przede wszystkim rozbiÄ obszary pewnoĆci w polskim ĆŒyciu literackim, ktĂłrego gracze, moim zdaniem, prĂłbujÄ w dyskusji o literaturze maĆpowaÄ tryby funkcjonowania nauk ĆcisĆych, czyli zabieraÄ gĆos z takiego przedziwnego zaĆoĆŒenia, ĆŒe w dyskursie literackim wykazali coĆ w sposĂłb sprawdzalny, konsensualny i jakkolwiek wiÄ ĆŒÄ cy. MĂłj tekst byĆ prĂłbÄ zamanifestowania, ĆŒe ja w literaturze piÄknej nie czujÄ siÄ niczym zobowiÄ zany. Nie czujÄ wobec literatury piÄknej ĆŒadnej powinnoĆci, by siÄ zachowywaÄ w okreĆlony sposĂłb. Czy udaĆo mi siÄ pociÄ gnÄ Ä dĆșwigniÄ w tym kierunku? MyĆlÄ, ĆŒe tak â patrzÄ c po skali reakcji. To byĆa najwiÄksza inba o literaturÄ w historii polskich mediĂłw spoĆecznoĆciowych.Â
Â
Nie wiem, czy byĆa najwiÄksza, kilka rĂłĆŒnych juĆŒ ĆledziĆem⊠(chociaĆŒ poprawka, ostatnio âMintâ uznaĆ jÄ w swoim podsumowanku za najwiÄkszÄ , pewnie coĆ spiskowaliĆcie). Ale myĆlÄ, ĆŒe jak Jacek Dehnel kichnie w fotelu wiezionym dla oszczÄdnoĆci berliĆskim tramwajem, to bywa grubiej. Na pewno inba byĆa ciekawa, choÄby dlatego, ĆŒe zderzyĆo siÄ w niej kilka spojrzeĆ na reguĆy funkcjonowania pola artystycznego, te opisane przez wujka Bourdieu. MĂłwisz, ĆŒe literatura to nie politechnika, a teoria sztuki to nie teoria grawitacji i kaĆŒdy z nas moĆŒe mieÄ swojÄ . Niby zgoda, poruszamy siÄ wĆrĂłd gustĂłw, a jednak byĆbym teĆŒ ostroĆŒny wobec jakiegoĆ leseferyzmu i solipsyzmu estetycznego. Wydaje mi siÄ, ĆŒe pewne fakty artystyczne istniejÄ w sposĂłb zobiektywizowany â tzn. nie absolutny i uniwersalny, ale obiektywny jako fakty spoĆeczne i estetyczne wĆaĆnie. A wĂłwczas tezy, ĆŒe powieĆÄ powinna to i to, a nawet Ćagodniej: ĆŒe mogĆaby to i to, a tego nie robi, dla niektĂłrych bÄdÄ odbierane wĆaĆnie jako cofanie dyskusji teoretycznoliterackiej o 40 czy 80 lat (w czasy wielkich narracji), do rzeczy fundamentalnych, ktĂłre wydajÄ siÄ dawno przedyskutowane. Nie chcÄ broniÄ gĆosu o tym, ĆŒe âprzedyskutowane sto razyâ, ktĂłry na pewno broniĆ teĆŒ oburzu Piotra PaziĆskiego, bo to tak w tandemie jakoĆ zawsze, ale znam to ze swojego podwĂłrka. Jako literaturoznawcÄ od poezji irytujÄ mnie powroty do dyskusji o jej hermetycznoĆci/niezrozumiaĆoĆci z argumentami rodem z lat 20. XX wieku, bo liczyĆbym jednak na to, ĆŒe ktoĆ, kto wĆÄ cza siÄ w dyskusjÄ o sztuce (tak czy inaczej na pewnym poziomie elitarystycznÄ ), z tymi argumentami siÄ juĆŒ zapoznaĆ. To nie jest akurat kwestia twojego tekstu, bo nic w nim nie ma ani o powrocie do XIX-wiecznej powieĆci realistycznej, ani o zapomnieniu, kim byĆ Roland Barthes, wiÄc teĆŒ nie przesadzajmy â niektĂłrzy pewnie chÄtnie by takie tezy dopisali do tego szkicu.Â
Â
Ale wĆaĆnie o to dopisywanie spytaĆbym w kontekĆcie pisania pod pseudonimem, z zewnÄ trz - czy nie sÄ dzisz, ĆŒe gdyby napisaĆ to profesor CzapliĆski albo profesor IwasiĂłw, trudniej byĆoby uĆŒyÄ wobec nich nawet takiej struktury myĆlenia redukujÄ cego ânie znajo Barthesâa, nie wiedzo o czym byĆa dekonstrukcjaâ? Samo odpieranie argumentĂłw/stawianie opozycyjnych tez wymagaĆoby wĂłwczas nieco wiÄcej wysiĆku ze strony oburzonego komentariatu literackiego? A moĆŒe â to luĆșna refleksja - wcale nie chodzi o elitarystyczny model, w ktĂłrym biografia (stopieĆ osadzenia w polu literackim i dysponowania kapitaĆem symbolicznym) decyduje o randze i wadze stawianych tez, tylko o moĆŒliwoĆÄ rekonstrukcji (po stronie czytelnikĂłw) gustu estetycznego i gĆÄbi tych tez? WĂłwczas ktoĆ pod nazwiskiem â choÄby CzapliĆski â jest Ćatwy do âsprawdzeniaâ w kontekĆcie spĂłjnoĆci jego sÄ dĂłw i konsekwencji ich stosowania. KtoĆ pod pseudonimem â Wrotz, nameste â jest znacznie trudniejszy. Musi mieÄ jakieĆ niecne intencje i coĆ za uszami, skoro prĂłbuje siÄ ukryÄâŠ
Na pewno byĆa to inba o najwiÄkszych zasiÄgach. Samo udostÄpnienie na moim fanpejdĆŒu linku do rzeczonego szkicu wyĆwietliĆo siÄ tylu osobom, ĆŒe, tak myĆlÄ, znacznie przebiĆo to nakĆady powieĆci, o ktĂłrych pisaĆem. To jest zresztÄ Â znamienne dla oceny wspĂłĆczesnego Ćwiata: fejsbukowa awantura o dany temat moĆŒe przewyĆŒszaÄ widocznoĆÄ samego tego tematu jako takiego. IstotnÄ Â wĆaĆciwoĆciÄ tej debaty byĆo to, ĆŒe wypowiadaĆy siÄ gĆĂłwnie osoby piszÄ ce. Natomiast w przypadku inby o czuĆego windykatora czy o literaturÄ nie dla idiotĂłw widaÄ byĆo duĆŒe zaangaĆŒowanie u przeciÄtnych odbiorcĂłw literatury. Zainicjowana przeze mnie inba â choÄ o zdumiewajÄ cej widocznoĆci â byĆa inbÄ Â stricte branĆŒowÄ âŠ
Â
RzeczywiĆcie, nie pomyĆlaĆem o tym przepostowaniu na Twoim profilu, moja baĆka tam juĆŒ nie siÄga, teraz sobie to przeĆledziĆem i rzeczywiĆcie, wÄ tki siÄ mnoĆŒyĆy caĆkowicie poza moimi moĆŒliwoĆciami percepcyjnymi. WrĂłÄmy do âfaktĂłw artystycznychâ i kategorii obiektywnoĆci â nie sÄ du, a zjawiska.
OczywiĆcie nie zarzucam teorii literatury czy â szerzej â teorii sztuki blagi bÄ dĆș fantazjowania (a przynajmniej nie wszystkim nurtom i szkoĆom, bo niektĂłrym tak). Mamy tu jednak taki problem, ĆŒe choÄ rzeczywiĆcie te dyscypliny wskazujÄ Â zjawiska estetyczne i spoĆeczne wystÄpujÄ ce w Ćwiecie realnie, o tyle ĆcieĆŒki ksztaĆtowania tych zjawisk estetycznych i spoĆecznych byĆy doĆÄ pĆynne, subiektywne, reaktywne, arbitralne, ksobne, wariantywne itd. itp. Czyli jest niewÄ tpliwie materiÄ Â rozpoznawalnÄ badawczo, ĆŒe stan literatury na danym odcinku dziejĂłw czy w danych krÄgach ma okreĆlone parametry, ktĂłre moĆŒna wyliczyÄ i ktĂłrych przyczyny moĆŒna nazwaÄ, ale juĆŒ nie jest tak, ĆŒe procesy, ktĂłre spowodowaĆy ten stan, da siÄ sprowadziÄ do reguĆ o randze praw fizyki. Podam przykĆad: jest niewÄ tpliwie faktem doĆÄ rygorystycznie ujmowanym badawczo, dlaczego CzesĆaw MiĆosz przed II wojnÄ ĆwiatowÄ Â pisaĆ inaczej niĆŒ po II wojnie Ćwiatowej. Natomiast samo zaistnienie tych przyczyn, dla ktĂłrych on miaĆ rĂłĆŒne dykcje na rĂłĆŒnych etapach ĆŒycia, to juĆŒ nie jest rzecz wymierna. Tam siÄ mogĆy rozegraÄ przecieĆŒ inne czynniki formacyjne, kulturowe i mentalne. NaleĆŒy to do pewnej magmy egzystencjalnej. MoĆŒemy pokazywaÄ zatem, jak pĆynÄĆy gusta, poglÄ dy i upodobania MiĆosza, pod wpĆywem czego pĆynÄĆy i od kiedy pĆynÄĆy, ale nie moĆŒemy sobie mĂłwiÄ, ĆŒe absolutnie nie mogĆy pĆynÄ Ä inaczej; ĆŒe to by byĆo niezgodne z jakimiĆ nieredukowalnymi reguĆami rzeczywistoĆci, gdyby miaĆy popĆynÄ Ä inaczej. Jest tu bardzo istotny wymiar pewnej subiektywnoĆci losĂłw. Czyli â wracajÄ c do tematu mojego eseju â rzeczywiĆcie jest tak, ĆŒe ja, postulujÄ c dany model powieĆci, rozmyĆlnie omijam okreĆlone debaty literackie, ktĂłre pokazujÄ , dlaczego taki model juĆŒ nie obowiÄ zuje, i to moje ominiÄcie irytuje literaturoznawcĂłw. SÄk w tym, ĆŒe ja nie mogÄ uznaÄ â w Ćwietle tego, co mĂłwiÄ w powyĆŒszych zdaniach â ĆŒe jakakolwiek debata literaturoznawcza ma moc w miarÄ stabilnego domykania czy zasklepiania fundamentalnych reguĆ rzeczywistoĆci. Ona ma jedynie moc domykania opisu jakiejĆ jednej konkretnej konfiguracji cech rzeczywistoĆci, tu i Ăłwdzie zaistniaĆej. MoĆŒe wiÄc byÄ tak, ĆŒe dana teoria faktycznie pokazuje niemoĆŒnoĆÄ danego typu powieĆci, ale ta niemoĆŒnoĆÄ nie przynaleĆŒy do elementarnych reguĆ Ćwiata, tylko do jakiegoĆ lokalnie zrealizowanego scenariusza. To nie jest tak, jak w fizyce, gdzie moĆŒemy byÄ w miarÄ pewni, ĆŒe z danym ciaĆem nie mogĆo i nie moĆŒe zdarzyÄ siÄ coĆ innego, niĆŒÂ siÄ zdarza. Przy czym nawet w fizyce nie ma juĆŒÂ mowy o tym determinizmie, ktĂłrego byĆa pewna fizyka w XIX wieku. Niemniej jednak te obszary pewnoĆci w fizyce â choÄby przez samo uĆrednianie pomiarĂłw â sÄ Â caĆkiem duĆŒe. WiÄksze niĆŒÂ w humanistyce. GĆowÄ Â muru nie przebijesz â w fizyce chyba wolno tak powiedzieÄ, nawet przy uwzglÄdnieniu specyfiki mechaniki kwantowej, natomiast w refleksji o literaturze nie bardzo da siÄ pokazywaÄ takie âmuryâ. Realia, w ktĂłrych powieĆÄ danego typu nie jest moĆŒliwa, mogÄ siÄ stosunkowo Ćatwo zmieniÄ i zawsze mogÄ pobiec skrajnie alternatywnie. Na przykĆad poprzez danÄ Â politykÄ finansowÄ , zmianÄ ukĆadĂłw towarzyskich, pojawienie siÄ nowego wpĆywowego gĆosu, ekscentryzm kogoĆ wysoko postawionego w branĆŒy etc. Modele teoretycznoliterackie, podejrzewam, mĂłgĆby z ĆatwoĆciÄ zdemolowaÄ na przykĆad miliard dolarĂłw wciskany pisarzom, ĆŒeby znowu pisali jak Mann. To jaskrawy, prowokacyjny przykĆad, raczej eksperyment myĆlowy, ale moĆŒna sobie wyobraziÄ mniej brawurowe czynniki marketingowe i Ćrodowiskowe dziaĆajÄ ce na powieĆÄ, nagle sprawiajÄ ce, ĆŒe te niby juĆŒ dawno zaĆatwione w debacie literaturoznawczej sprawy okaĆŒÄ Â siÄ jednak wcale niezaĆatwione. Nawet w fizyce wiele teorii trafiĆo do kosza, a przecieĆŒ fizyka to dziedzina, ktĂłra dotyka spraw bardziej wymiernych i sprawdzalnych niĆŒ literackie inspiracje i gusta. JeĆli wiÄc fizyka nie jawi siÄ juĆŒÂ jako zakoĆczona, to dlaczego niby miaĆbym uznaÄ jakÄ Ć debatÄ o literaturze za coĆ zaĆatwiajÄ cÄ ? Moje postulowanie danego typu powieĆci moĆŒe i nonszalancko traktuje stan dyskursu teoretycznoliterackiego, ale to wĆaĆnie dlatego, ĆŒe ja ten stan uwaĆŒam za przeksztaĆcalny, poniewaĆŒ za przeksztaĆcalne muszÄ uwaĆŒaÄ same warunki rodzenia siÄ dzieĆ literackich. WiÄc jeĆli ktoĆ mi mĂłwi w dyskusji, ĆŒe âjuĆŒ tysiÄ c razy coĆ byĆo tĆumaczoneâ (w domyĆle: a ja nie zrozumiaĆem), to chce mnie chyba przekonaÄ do tego, ĆŒe literaturoznawstwo ma jakiĆ patent na stabilnoĆÄ opisu. To mi siÄ zupeĆnie nie zgadza filozoficznie. IdÄ c dalej za Twoimi uwagami â profesor CzapliĆski czy profesor IwasiĂłw nie mogliby napisaÄ takiego tekstu z zasadniczego powodu: to jest tekst w istocie gĆÄboko antyliteracki, co juĆŒ wyĆŒej w duĆŒym stopniu uzasadniĆem. On patrzy na literaturÄ z jakiegoĆ miejsca zewnÄtrznego, gdzie rodzÄ Â siÄ pytania o to, jak literatura wypada na tle porzÄ dku Ćwiata. Moim zdaniem wypada wyjÄ tkowo niestabilnie, nieautonomicznie i redukowalnie, to znaczy bardzo Ćatwo moĆŒna pokazaÄ â wbrew rĂłĆŒnym dogmatom literaturoznawcĂłw â takie trywialne elementy, ktĂłre literaturÄ natychmiast przebudowujÄ jak domek z klockĂłw i obnaĆŒajÄ jako wypadkowÄ zupeĆnie nieartystycznych zagadnieĆ. Jest to choÄby kwestia iloĆci pieniÄdzy na produkcjÄ literackÄ . MyĆlÄ, ĆŒe ĆŒaden profesor literaturoznawstwa nie moĆŒe tak twierdziÄ: ta powieĆÄ jest taka, a nie inna, bo autor pisaĆ wyĆÄ cznie póƠroku i dostaĆ wyĆÄ cznie X zĆotych, ta powieĆÄ mu siÄ nijak nie opĆacaĆa, skoĆczcie wiÄc ten cyrk z zachwycaniem siÄ danym jÄzykiem tej powieĆci, bo ten jÄzyk jest mocno wtĂłrny do warunkĂłw, w jakich autor pracowaĆ, i to te warunki sÄ filozoficznie ciekawsze. A ja w sumie mogĆem tak napisaÄ. MogĆem sobie pozwoliÄ na to, czego akademia i czÄĆÄ krytyki nigdy nie przeĆknie: na zasugerowanie, ĆŒe literaturÄ stanowiÄ czynniki, ktĂłre w ogĂłle nie wchodzÄ w pole jej treĆci i ktĂłrych czÄsto nie widaÄ w narracjach krytycznych. Gmach literatury posadowiony jest na rzeczach ĆŒyciowo banalnych: forsie (czy braku forsy), modach, stosunkach towarzyskich, upodobaniach Ćrodowiska, i sÄ Â to obszary modyfikowalne â wystarczy przyĆoĆŒyÄ jakiĆ impuls tu czy tam i juĆŒÂ wszystko potoczy siÄ inaczej. Nie uwaĆŒam, ĆŒeby te modne wspĂłĆczesne tytuĆy, ktĂłrymi tak siÄ wszyscy zachwycajÄ i ktĂłrych wartoĆÄ ja w moim szkicu negujÄ, byĆy suwerennymi, przemyĆlanymi i przepracowanymi projektami literackimi. To nie sÄ autonomiczne dzieĆa, tylko wypadkowa doĆÄ pospolitej ekonomii. Po prostu jakbym miaĆ pisaÄ powieĆÄ za takie liche pieniÄ dze, w tak krĂłtkich terminach, w obecnym rytmie ĆŒycia wydawniczego, to teĆŒ bym wybraĆ dane strategie jÄzykowe i tematyczne. To byĆoby jedyne rozwiÄ zanie praktycznie wykonalne. WiÄkszoĆÄ dzisiejszych powieĆci, budzÄ cych co chwilÄ podziw, moĆŒna wrzuciÄ do jednego worka, choÄby z takÄ wĆaĆnie etykietkÄ âmaĆo czasu i maĆo ĆrodkĂłw na produkcjÄâ albo âza coĆ takiego mogÄ Â daÄ nagrodÄâ, albo âto pĂłjĆcie za chwytliwymi sloganamiâ. Nie wydaje mi siÄ, ĆŒeby zauwaĆŒanie takich spraw byĆo szczegĂłlnie miĆe branĆŒy. Ć»aden profesor literaturoznawstwa nie przyzna, ĆŒe ksiÄ ĆŒki, ktĂłre uwaĆŒa za dobre, mogÄ Â siÄ rodziÄ z takich trybĂłw rzeczywistoĆci.
Â
To jest zresztÄ problem caĆej sztuki. Ostatnio rozmawiaĆem z kustoszkÄ duĆŒej zagranicznej wystawy sztuki wspĂłĆczesnej i zadaĆem jej wprost takie pytanie: na ile mecenas tej wystawy jest w stanie dowodziÄ jej znaczenia, a na ile po prostu ĆoĆŒy Ćrodki na sztukÄ dla optymalizacji podatkowych i mĂłgĆby lansowaÄ cokolwiek? I byĆo w zasadzie jasne, ĆŒe nie ma ĆŒadnego wielkiego, koronnego dowodu na rangÄ i sens takiej sztuki, istnieje wyĆÄ cznie pewna konwencja spoĆeczno-biznesowa, i gdyby ktoĆ pomyĆlaĆ, ĆŒe nie wyĆoĆŒy pieniÄdzy na sedes w kabinie prysznicowej, to moĆŒe oglÄ dalibyĆmy tam malarstwo figuratywne albo cokolwiek, i teĆŒ by siÄ jacyĆ mÄ drzy ludzie zachwycali. LubiÄ zaczepiaÄ w galeriach i muzeach innych zwiedzajÄ cych i pytaÄ, co myĆlÄ o danych dzieĆach. Z tych moich doĆwiadczeĆ wynika jedno: zawsze jest tak, ĆŒe dana praca artystyczna komuĆ siÄ spodoba, wiÄc jak do tego przyĆoĆŒyÄ odpowiedniÄ Â politykÄ i biznes, to moĆŒna rĂłĆŒne nurty kreowaÄ z duĆŒym powodzeniem. Nie widzÄ tu ĆŒadnej wielkiej suwerennej stawki intelektualnej. Teraz jest taka tendencja, ĆŒe polska wielkomiejska klasa Ćrednia, ktĂłrej siÄ wydaje, ĆŒe siÄ dorobiĆa wielkiego majÄ tku i wielkich gustĂłw, wydaje po dwieĆcie-trzysta tysiÄcy zĆotych na rĂłĆŒne obrazy, zasugerowane im jako wybitne, i myĆli, ĆŒe to jest dobra inwestycja. A za chwilÄ zmieniÄ Â siÄ mody i oni zostanÄ Â z tymi obrazami jak Himilsbach z angielskim. Wystarczy, ĆŒe to przetrzymajÄ o sezon za dĆugo i nikomu tego nie sprzedadzÄ . BÄdÄ to sobie oglÄ daÄ z krewnymi jak odpustowe obrazki. Nie ma chyba w tej chwili bardziej raĆŒÄ cego dowodu na to, jakie to wszystkie jest arbitralne i patykiem po wodzie pisane.
 RozgadaĆem siÄ, ale to sÄ Â naprawdÄ fascynujÄ ce tematy, uwaĆŒam. ZrĂłbcie moĆŒe kiedyĆ numer o Ćciemie w kulturze. MieliĆcie o fejkach i teoriach spiskowych, to teraz wypadaĆoby o Ćciemie.
Â
Ale trzymajÄ c siÄ moĆŒe Twoich tropĂłw: masz oczywiĆcie racjÄ, ĆŒe znajomoĆÄ biografii autora â co pseudonim uniemoĆŒliwia â pozwala a priori lokowaÄ jego tezy w polu âbezpieczneâ, bÄ dĆș âniebezpieczneâ, tudzieĆŒÂ âĆwiatĆeâ â âobskuranckieâ. Jak wiadomo, kto mĂłwi, to wiadomo, jakie ma intencje i czego siÄ po nim spodziewaÄ. Takie podejĆcie betonuje dyskusjÄ w punkcie wyjĆcia, zawÄĆŒa reakcje i grono rozmĂłwcĂłw, od razu profiluje kierunki rozmowy. Dlatego ja bym zachÄcaĆ do uĆŒywania pseudonimĂłw, ĆŒeby moĆŒe w koĆcu coĆ powiedzieÄ tekstem, a nie swoim umocowaniem na mapie ĆŒycia kulturalnego. Nazwiska sÄ Â przereklamowane.
Ten numer o Ćciemie to Ćwietny pomysĆ, chociaĆŒ jest blisko fejku, a taki juĆŒ mieliĆmy â wĆaĆciwie moĆŒna by to poĆÄ czyÄ. Tymczasem jesteĆmy w numerze o teoriach spiskowych. SÄ dzÄ, ĆŒe jakaĆ czÄĆÄ naszej rozmowy bÄdzie dotyczyÄ recepcji tego tekstu, a wiÄc reakcji ludzi piĂłra i Ćrodowiska literackiego. CzytaĆem w komentarzach niektĂłrych osĂłb krytycznych, ĆŒe to tekst na zlecenie, ĆŒe zostaĆeĆ opĆacony, ĆŒe âty i tacy jak tyâ. WiÄc moje pytanie dekonspiracyjne byĆoby takie: kto, dlaczego i za ile CiÄ opĆaciĆ? I czy da siÄ wyĆŒyÄ z szargania ĆwiÄtoĆci pola literackiego w Polsce, czy jednak na ĆŒycie codzienne zarabiasz szkalujÄ c Mateusza Morawieckiego jako poetÄ i sprzedajÄ c jego teksty kontentowi portalu Zuckerberga, a tu dorabiasz od ĆwiÄta? TrochÄ ĆŒartuje, a jednak wĆaĆnie ta kwestia ekonomiczna â nieopĆacalnoĆci pewnego modelu pisania ksiÄ ĆŒek, modelu, dodajmy, wysokomodernistycznego â jest kluczowa rĂłwnieĆŒ dla Twojego tekstu i caĆego wywodu (obroĆcy autonomii pola literackiego powiedzieliby powiem, ĆŒe to wrÄcz ortodoksyjna, socjologiczna redukcja istotny literatury do sfery interesĂłw spoĆecznych).
Â
BĆÄdnie sobie zaĆoĆŒono, ĆŒe pseudonim jest dla ochrony interesĂłw; ĆŒe jakbym napisaĆ pod nazwiskiem, to straciĆbym, a to jakieĆ stypendium, a to jakÄ Ć rezydencjÄ literackÄ . Tymczasem pseudonim miaĆ jedynie takie funkcje, jak napisaĆem wyĆŒej, i oczywiĆcie kwestiÄ fundamentalnej przyzwoitoĆci jest dla mnie to, ĆŒeby nie krytykowaÄ pod pseudonimem pracodawcĂłw. Ten tekst mĂłgĆ siÄ narodziÄ zatem wyĆÄ cznie z finansowej niezaleĆŒnoĆci od literatury. To jest tekst ze wszech miar zewnÄtrzny, nie tylko intelektualnie, ale i ekonomicznie. ByĆ pisany z takim poczuciem, ĆŒe jak siÄ wyda, kim jestem, to nie ucierpi mĂłj portfel. A gdybym byĆ kimĆ ze Ćrodka, to mĂłgĆby ucierpieÄ, owszem, poniewaĆŒ literatura polska jest w tej chwili jak stragan komiwojaĆŒera. W Polsce o ksiÄ ĆŒkach siÄ nie debatuje, w Polsce ksiÄ ĆŒki siÄ wciska jak garnki. Gdybym byĆ ze Ćrodka tego systemu, to pewnie juĆŒ by mnie odsuniÄto od straganu.
Â
A czy, w Ćwietle niektĂłrych wystÄ pieĆ komentariatu literackiego, posÄ dzajÄ cych CiÄ o socrealistyczne sympatie i niszczenie (szarganie, szkalowanie - wybierz sobie) piÄkna, uwaĆŒasz siÄ za socrealistÄ, czy jednak bardziej za socparnasistÄ? I czy nie jesteĆ czasem bolszewikiem? Pytam, bo sam â jako krytyk zapamiÄtany z etykietki âpoezji zaangaĆŒowanejâ, ktĂłra dzisiaj brzmi doĆÄ retro â bywaĆem o ten bolszewizm podejrzewany. WiÄc moĆŒe jesteĆmy kolegami po sierpie i mĆocie i nawet o tym nie wiedzieliĆmy?Â
Â
Najbardziej mi siÄ spodobaĆo takie okreĆlenie, ĆŒe jestem Krzysztofem Stanowskim polskiej krytyki literackiej. UznaĆem to za komplement. Nie dlatego, ĆŒebym ze Stanowskim sympatyzowaĆ. To czĆowiek zupeĆnie obcy mi ĆwiatopoglÄ dowo. Ale niewÄ tpliwie w tym Kanale Sportowym miaĆ co chwila nowe pomysĆy, duĆŒo produkowaĆ i zawsze staraĆ siÄ prezentowaÄ jakieĆ ciÄ gi rozumowaĆ, a nie tylko zĆote myĆli. Ze mnÄ Â byĆo podobnie, w tym sensie, ĆŒe naprawdÄ siÄ napracowaĆem. Ten tekst komponowaĆem doĆÄ dĆugo. PrzeczytaĆem pod jego kÄ tem mnĂłstwo powieĆci, ktĂłrych wolaĆbym nie poznaÄ. I juĆŒ niewaĆŒne, jak mi ten mĂłj esej wypadĆ. Ale nakĆad pracy byĆ realny. A po drugiej stronie czÄsto stali ludzie, ktĂłrzy piszÄ jakieĆ quasi-krytyczne teksty na kolanie i przypomina to wiÄkszego blurba â bez ĆŒadnego pomysĆu, bez tez, bez prĂłby uzasadniania tych tez, tylko niekoĆczÄ ce siÄ kompilacje ciÄ gle tych samych egzaltowanych fraz. W ich tekstach kaĆŒda powieĆÄ jest zawsze czuĆa, wraĆŒliwa i przytomna. MĂłgĆby ich z ĆatwoĆciÄ zastÄ piÄ ChatGPT.
Â
Politycznie plasujÄ siÄ gdzieĆ pomiÄdzy klasycznym liberalizmem a lewicowoĆciÄ , natomiast filozoficznie jestem skrajnym sceptykiem. UwaĆŒam, ĆŒe w Ćwiecie jest bardzo maĆo uzasadnieĆ i mnĂłstwo rzeczy pracuje na konwenansach, na tym, ĆŒe siÄ jacyĆ ludzie na coĆ poumawiali, czÄsto dawno temu, ale nie umiejÄ juĆŒ tego odkrÄciÄ, mimo ĆŒe to ciÄ ĆŒy. DuĆŒo jest teĆŒ mitĂłw dla poprawy samopoczucia albo dla konstytuowania plemienia. Moim zdaniem â ujmÄ to jak doktor House â wszyscy kĆamiÄ . Podam dobry przykĆad tego mojego skrajnego sceptycyzmu poznawczego. OtĂłĆŒ ja nie dowierzam temu, ĆŒe ludzie w ogĂłle czytajÄ Â ksiÄ ĆŒki. UwaĆŒam, ĆŒe nie ma ĆŒadnych dowodĂłw na to, ĆŒe ksiÄ ĆŒki sÄ Â czytane. Mamy twarde dane o obiegu ksiÄ ĆŒek â o sprzedaĆŒy ksiÄ ĆŒek i wypoĆŒyczeniach bibliotecznych â ale nie mamy przecieĆŒ ĆŒadnych twardych danych, jak obieg przekĆada siÄ na czytanie, ile osĂłb rzeczywiĆcie przez ksiÄ ĆŒki przechodzi, a ile porzuca lekturÄ lub wcale jej nie napoczyna. Mamy natomiast takie mocne dane o grach komputerowych, tutaj, dziÄki rĂłĆŒnicy technologicznej, daĆo siÄ to pomierzyÄ i wynik jest taki, ĆŒe wyraĆșna wiÄkszoĆÄ graczy odpada jeszcze przed poĆowÄ gry, a i takich jest niemaĆo, ktĂłrzy grajÄ maksymalnie kilkanaĆcie minut. MoĆŒna to jakoĆ aproksymowaÄ dla ksiÄ ĆŒek, z pewnym marginesem bĆÄdu oczywiĆcie, wynikajÄ cym z oczywistych rĂłĆŒnic miÄdzy noĆnikiem ksiÄ ĆŒki a noĆnikiem gry. KsiÄ ĆŒka jest tak zbudowana, ĆŒe moĆŒesz po niÄ Â siÄgnÄ Ä w biegu, gra wymaga jednak zasiadania w ĆciĆle okreĆlonym miejscu, choÄ konsole mobilne powoli zmieniajÄ nawyki graczy. Generalnie jednak podobieĆstwa miÄdzy grami a ksiÄ ĆŒkami muszÄ Â zachodziÄ, bo to, co moĆŒe odwrĂłciÄ uwagÄ graczy od gier â niedostatek czasu wolnego, nadmiar pracy, przebodĆșcowanie mediami spoĆecznoĆciowymi, wieloĆÄ rozrywek streamingowych â to teĆŒ moĆŒe odwracaÄ uwagÄ czytelnikĂłw od ksiÄ ĆŒek. Wszyscy trÄ biÄ , ĆŒe warto czytaÄ, a ja mĂłwiÄ, ĆŒe trzeba najpierw dookreĆliÄ, czy naprawdÄ zachodzi jakieĆ szersze czytanie w spoĆeczeĆstwie. Nie kupowanie albo wypoĆŒyczanie, ale czytanie wĆaĆnie. Bo moĆŒe jest tak, ĆŒe jest jakieĆ parcie na czytanie, a tak naprawdÄ najwiÄksi orÄdownicy czytania co drugÄ ksiÄ ĆŒkÄ rzucajÄ w kÄ t doĆÄ szybko? Albo juĆŒ od lat, na przykĆad od studiĂłw, wcale nie czytajÄ ? UwaĆŒam, ĆŒe tego nie wiadomo wcale. Na pewno ĆŒadnym dowodem nie sÄ teksty powstajÄ ce wokĂłĆ ksiÄ ĆŒek. Bo czyjĆ tekst faktycznie moĆŒe wskazywaÄ na dogĆÄbnÄ lekturÄ, ale jest wiele takich tekstĂłw, ktĂłre bazujÄ na szablonach, schematach, sĆowach-kluczach, Ćrodowiskowym kodzie i w sumie nie wiadomo, czy ktoĆ przez danÄ ksiÄ ĆŒkÄ rzeczywiĆcie przebrnÄ Ć, czy moĆŒe tylko replikuje i rekonfiguruje ogĂłlne zasady retoryczne tych krÄgĂłw, z ktĂłrych dana ksiÄ ĆŒka wyrasta. Czego niby dowodzÄ teksty przeciÄtnego dyĆŒurnego krytyka? PrzecieĆŒ to jest mielenie kilku tych samych sloganĂłw. To nijak nie mĂłwi, ĆŒe oni czytajÄ cokolwiek poza samymi sobÄ . Dowodem czytania byĆoby tylko takie monitorowanie konsumpcji treĆci, jakim dysponujemy w branĆŒy gier komputerowych, gdzie moĆŒna dziÄki technologii ustaliÄ, ile czasu gracz spÄdziĆ w grze i jakie dokĆadnie zadania wykonaĆ. PĂłki nie Ćledzimy takich parametrĂłw w czytaniu, to zdanie âwarto czytaÄâ jest raczej spoĆecznÄ konwencjÄ niĆŒ sÄ dem umocowanym w twardych danych. A Ćledzenie takich parametrĂłw w czytaniu wymagaĆoby dalszej popularyzacji ebookĂłw, a potem chÄci wĆaĆcicieli chmur z ebookami do sporzÄ dzania i publikowania rĂłĆŒnych raportĂłw. StojÄ wiÄc w takim zabawnym miejscu: formuĆujÄ swojÄ Â wizjÄ powieĆci, gĆoĆno jÄ Â prezentujÄ, a jednoczeĆnie mam powody wÄ tpiÄ, czy w ogĂłle odbywa siÄ taki proces spoĆeczny, jak czytanie.
Â
TrochÄ CiÄ zdekonspirowaĆem i Adam Wrotz nabiera rumieĆcĂłw, ale teĆŒ trochÄ mnie te pÄ sy przeraĆŒajÄ , bo wybrzmiewa z nich taki technokratyczno-taksonomiczny model, od ktĂłrego w humanitas staramy siÄ uciec, a przynajmniej prĂłbujemy siÄ przed nim obroniÄ. SwojÄ drogÄ - to ciekawe, ĆŒe w dobie fejsbukowych baniek znika coĆ takiego jak polemika krytycznoliteracka; ludzie wymieniajÄ siÄ opiniami, komentarzami, ale nikomu nie chce siÄ napisaÄ tekstu, ktĂłry merytorycznie odpowiedziaĆby na TwĂłj gĆos. Wracam do meritum â pojawiĆy siÄ teĆŒ takie argumenty, ĆŒe â i tu dostrzegĆbym element pamfletowy - nie doczytaĆeĆ wystarczajÄ co duĆŒo polskiej prozy. Bo np. Ćukasz Krukowski w âMam przeczucieâ pisze o bitcoinach i egzystencjalnym hazardzie epoki algorytmĂłw, Jakub Ć»ulczyk leci z sagÄ o warszawskim dilerze, a Adam Kaczanowski - ktĂłrego ostatnio czytaĆem â w âZe SĆowackiegoâ to nawet caĆÄ ksiÄ ĆŒkÄ rozpisuje na forum grupy dyskusyjnej, co z tego, ĆŒe z KafkÄ w tle. SÄ to wiÄc jawne przykĆady zaprzeczajÄ ce Twojej tezie, ĆŒe bohater polskiej prozy nie kupiĆ sobie komputera. KupiĆ, ba, nawet potrafi z niego korzystaÄ. Kilku ma tablety i smartfony. Zapewne juĆŒ Zbigniew KruszyĆski w swojej debiutanckiej powieĆci z 1995 korzystaĆ wĆaĆnie z komputera, bo wysyĆa w niej sygnaĆy, ĆŒe mu ktoĆ (kobieta) przeszkadza w stukaniu w klawiaturÄ i raczej nie jest to klawiatura maszyny do pisania⊠Czy zatem rzeczywiĆcie jest tak Ćșle, ĆŒe nie nadÄ ĆŒamy literacko za wspĂłĆczesnoĆciÄ nowych mediĂłw (wiadomo â poezja miaĆa swoje momenty fascynacji hasĆem ânoĆnik jest przekazemâ od neolingwistĂłw, przez PerfokartÄ po RozdzielczoĆÄ Chleba), czy po prostu postanowiĆeĆ ryzykownie dobraÄ przykĆady pod tezÄ? A jeĆli problem nie dotyczyĆby tego symbolicznego âlaptopaâ? Jako przykĆad istotny â prĂłba uchwycenia dynamiki przemian cywilizacyjnych â funkcjonuje w Twoim tekĆcie legendarna âLalkaâ Prusa â i to chyba nie tyle jako model powieĆci realistycznej, ile wĆaĆnie takiej, w ktĂłrej âzmieĆci siÄâ kontekst epoki. I zastanawiam siÄ â jako zwolennik teorii odbicia raczej w duchu frankfurtczykĂłw, jako pewnego âosaduâ rzeczywistoĆci w dziele sztuki - czy aby nie jest tak, ĆŒe ta treĆciowa ubogoĆÄ naszej prozy wzglÄdem âprocesĂłw historycznychâ i âglobalnychâ, o ktĂłre siÄ upominasz, nie jest po prostu konsekwencjÄ naszej â jako kraju â marginalnej roli w tych procesach? O ile eksperyment poetycki zachÄca do indywidualnego mierzenia siÄ z nowinkami, wynika z czucia siÄ ĆwiatowÄ wspĂłlnotÄ zmarginalizowanych, o tyle dynamika naszej prozy (w duĆŒej mierze ostatnio albo poetyckiej, albo postpamiÄciowej, albo âsteatralizowanejâ) po prostu doskonale oddaje wĆaĆnie peryferyjnoĆÄ Polski? A wĂłwczas ta âubogaâ proza robi dokĆadnie to, co powinna i co moĆŒe robiÄ: odsĆania logikÄ globalnego kapitaĆu, wobec ktĂłrej stoimy na straconych pozycjach?
Odnalezienie siÄ w moim tekĆcie wymaga na pewno traktowania komputera inaczej niĆŒ jako awangardowy artefakt. Mnie zupeĆnie nie chodziĆo przecieĆŒ o to, ĆŒeby komputer zafunkcjonowaĆ w literaturze jako Ćrodek wyrazu, jako organizator jÄzyka i ukĆadu tekstu, jako taka maszyna, ktĂłra przetasowuje skĆadniÄ i dramaturgiÄ w jakimĆ formalnym eksperymencie. Ja w ogĂłle miaĆbym tu taki zarzut do awangardy, ĆŒe ona stajÄ c wobec spektakularnych przeĆomĂłw technologicznych, to nie te przeĆomy w istocie oddaje â w ich ĆșrĂłdĆach, kontekstach cywilizacyjnych, znaczeniu dla wizji antropologicznych i dla szerokich procesĂłw spoĆecznych â a jedynie prĂłbuje ustawiaÄ sam jÄzyk pod te przeĆomy, wsÄ czyÄ blask tych przeĆomĂłw w strukturÄ gramatycznÄ , w rozsadzanie jÄzyka. To, co ma awangarda do zaproponowania w tym obszarze, to nie jest diagnoza i panorama technologii, jej podstaw i skutkĂłw, tylko prĂłba naĆladownictwa technologii w jÄzyku. W poezji to miewa swĂłj wdziÄk i swojÄ magnetycznoĆÄ, owszem, ale na przykĆad w eseistyce prowadzi do quasi-naukowego beĆkotu. PrzeciÄtny czytelnik siÄ od tego odbije estetycznie, a naukowiec to przeĆmieje. Nigdy nie rozumiaĆem, dla kogo jest tego rodzaju pisanie. Jaki jest niby target takich awangardowych manifestĂłw, ktĂłre nie sÄ w przeĆomie technologicznym osadzone ani naukowo, ani teĆŒÂ rozlegĆoĆciÄ Â filozoficznej refleksji, tylko po prostu jÄzykowÄ brawurÄ . Zawsze podejrzewaĆem energiÄ awangardowÄ o blagÄ, trochÄ w takim duchu: ani nas w czasie rewolucji nie ma w nauce, ani w inĆŒynierii, ani w parlamencie, ani w biznesie, ani nawet w filozofii, wiÄc przynajmniej sprĂłbujemy byÄ w jÄzykowych kreacjach. Awangarda jawi siÄ tu jako taki sen Ćniony na uboczu. Jest trochÄ jak prĂłba robienia zakupĂłw pieniÄdzmi z Monopoly.
Â
Jako pana od awangardy, tak badawczo, ale teĆŒ jeĆli chodzi o preferencje estetyczne, boli mnie serduszko, kiedy tak piszesz, ale dobra, przeĆknÄ, bo to nie o mnie. Co z tymi urzÄ dzeniami?
Nie chodziĆo mi o awangardowÄ Â obecnoĆÄ komputera â jako sposobu na przeoranie konwencji jÄzykowej â ani tym bardziej o to, ĆŒeby komputer byĆ jedynie atrybutem czy rekwizytem, narzÄdziem do wysĆania mejla, sprawdzenia newsĂłw czy stanu konta w banku. MĂłj postulat byĆ fundamentalny: sportretowaÄ w powieĆci rewolucjÄ cyfrowÄ w taki sposĂłb, jak wczeĆniej portretowano rewolucje przemysĆowe â w caĆej panoramie, na wielu poziomach. Tym samym wiele powieĆci musiaĆem odrzuciÄ, mimo ĆŒe literalnie komputer siÄ w nich pojawiaĆ. Prowokacyjny tytuĆ tekstu â czy bohater polskiej powieĆci kupiĆ juĆŒÂ sobie komputer? â mĂłgĆ zostawiaÄ z wraĆŒeniem, ĆŒe sama obecnoĆÄ komputera mi wystarczy, ale naleĆŒaĆo przeczytaÄ caĆy szkic, ĆŒeby siÄ zorientowaÄ, ĆŒe ja nie chcÄ jakiegokolwiek Ćladu komputera, a duĆŒych fabuĆ o cyfryzacji, naznaczonych wiÄkszymi rozpoznaniami spoĆeczno-polityczno-filozoficznymi. ChciaĆem powieĆci bÄdÄ cej mapÄ Â intelektualnÄ Â naszego czasu, a nie odpryskiem. Poza tym mĂłj tekst miaĆ pewne istotne zaĆoĆŒenie: skupiaÄ siÄ na powieĆciach lansowanych przez krytykĂłw i influencerĂłw ksiÄ ĆŒkowych i przewijajÄ cych siÄ w nominacjach do nagrĂłd czy w werdyktach nagrĂłd. UwaĆŒam, ĆŒe nagrody to jest waĆŒne narzÄdzie kreowania ĆŒycia kulturalnego, zwykle jest bardzo duĆŒe ciĆnienie na to, by je otrzymywaÄ, wiÄc przyznam, ĆŒe trochÄ mnie rozbawiĆo, gdy mi wytykano, ĆŒe nagrody nie sÄ wcaleÂ ĆŒadnym punktem odniesienia i powinienem z tego kryterium zrezygnowaÄ. CzÄsto sugerowaĆy to osoby, ktĂłre wczeĆniej zrobiĆy wyjÄ tkowo duĆŒo na rzecz â tak to nazwijmy â nagrodozy ĆŒycia literackiego. Nikt nie chciaĆ tych nagrĂłd wziÄ Ä za czynnik krytycznoliteracki, mimo ĆŒe wszyscy siÄ o nie bijÄ . Nagle nagrody okazaĆy siÄ gorÄ cym kartoflem.
Â
OczywiĆcie niektĂłrych autorĂłw pominÄ Ćem pochopnie czy bĆÄdnie. Na przykĆad MichaĆa RadomiĆa WiĆniewskiego. On pewnie speĆniaĆ kryteria mojego szkicu. KtoĆ jeszcze by siÄ znalazĆ. Ale to raczej naleĆŒaĆoby uzupeĆniÄ jedynie gwoli ĆcisĆoĆci, bo ostatecznie to nijak nie obala tez mojego eseju, to tylko wyjÄ tki potwierdzajÄ ce reguĆÄ. Polska powieĆÄ generalnie nie zauwaĆŒa rewolucji cyfrowej w taki sposĂłb, w jaki âLalkaâ wychwytywaĆa rewolucje przemysĆowe itp.
Â
Tu Ci przerwÄ, bo to teĆŒ taki element spiskowy, tzn. dekonspiracyjny, ktĂłry w tym tekĆcie akurat lubiÄ. DoĆÄ wÄ sko (moĆŒe za wÄ sko) rozumiesz pole literatury piÄknej, a samÄ krytykÄ jako nieodĆÄ cznÄ od gry o interesy w tym polu. Ale to wĆaĆnie naraĆŒa ten tekst na zarzut â nie zakwestionowanie linii argumentacyjnej, tylko wĆaĆnie tej wÄ skiej definicji literatury i sposobu doboru autorĂłw. To moje pytanie o âmarginalnoĆÄâ rĂłwnieĆŒ jest z tej przestrzeni, tzn. rozszerza kontekst analizy
.
Bardzo mi siÄ podoba Twoja prĂłba ustawienia tematu pod peryferyjnoĆÄ Polski, pod jej prowincjonalnoĆÄ (w niepejoratywnym znaczeniu tego sĆowa). To jest waĆŒny trop, ale w moim odczuciu naleĆŒy go odczytywaÄ a rebours. Wydaje mi siÄ bowiem, ĆŒe ta marginalizacja ideowa i technologiczna Polski byĆa problemem doby rewolucji przemysĆowych, z ktĂłrych zostaliĆmy w duĆŒej mierze wyĆÄ czeni przez zabory, a nie jest juĆŒÂ problemem rewolucji cyfrowej, w ktĂłrej zyskujemy sporÄ Â przewagÄ nad innymi paĆstwami dziÄki brakowi dĆugu cyfrowego. Nasz polski kapitalizm jest w zasadzie toĆŒsamy czasowo z waĆŒnymi postÄpami cyfrowymi. Nie znamy poprzednich etapĂłw, bo nie doznaliĆmy tamtego kapitalizmu. Tym samym rozmaite nowinki cyfrowe wdraĆŒamy dziĆ z gruntu, a ZachĂłd nierzadko musi do nich dostosowywaÄ infrastrukturÄ z lat 70. czy 80. XX wieku, co jest kosztowne i dĆugotrwaĆe. W USA trudniej niĆŒ w Polsce pĆaciÄ kartÄ Â zapisanÄ Â w smartfonie, a niemieckie szkoĆy sÄ Â gorzej wyposaĆŒone od polskich i kompetencje cyfrowe niemieckich nastolatkĂłw sÄ mniejsze. Niemcy w ogĂłle sÄ technologicznym skansenem, w tym paĆstwie ciÄ gle trzeba telefonowaÄ do urzÄdĂłw czy wysyĆaÄ papiery dla zaĆatwienia spraw urzÄdowych. OczywiĆcie Polska jest bardziej konsumentkÄ niĆŒ kreatorkÄ , to USA tworzÄ Â te technologie, to ich naukowcy i ich korporacje prowokujÄ postÄp, ale Polska ma tu kilka mocnych kart. OprĂłcz braku dĆugu cyfrowego takĆŒe bazÄ spoĆecznÄ , kadrowÄ â duĆŒÄ liczbÄ inĆŒynierĂłw, wszak kierunki politechniczne byĆy w PRL-u szansÄ Â awansu spoĆecznego, i III RP utrzymaĆa ten ciÄ g. Wielu znanych mi programistĂłw pochodzi z rodzin robotniczych czy wiejskich. Wypadamy tu o wiele korzystniej niĆŒ niejedno paĆstwo Zachodu. A zatem Polska, po raz pierwszy w swojej historii, stanÄĆa przed szansÄ wykonania skoku cywilizacyjnego. Tylko problem jest tu taki, ĆŒe do literatury waga tych zagadnieĆ nie przenika. Wydaje mi siÄ, ĆŒe polska literatura piÄkna niejako chce doĆniÄ rewolucje przemysĆowe, a nie byÄ partnerkÄ nowej rewolucji cyfrowej. WidaÄ to choÄby w tej Ćmiesznej ksiÄ ĆŒce Bartosza Sadulskiego, ktĂłry ewidentnie prĂłbuje zrobiÄ duĆŒy temat z lokalnych korzeni przemysĆu naftowego. To jest Ćciganie siÄ z duchami. I zaciÄ ganie hamulca debaty. Literatura piÄkna tym samym przestaje byÄ potrzebna, gdzie indziej trzeba szukaÄ opisĂłw tego naszego momentu politycznego, ekonomicznego i kulturowego. MoĆŒe to sztuczna inteligencja lepiej mi wyjaĆni polskie perspektywy w czasie rewolucji cyfrowej niĆŒ polski pisarz i polska pisarka? MoĆŒe wybiorÄ rozmowÄ z Chatem GPT niĆŒÂ czytanie polskich ksiÄ ĆŒek?
Â
Trzeba teĆŒ sobie chyba otwarcie powiedzieÄ brutalnÄ prawdÄ: Ćrodowiska literackie najnormalniej w Ćwiecie nie nadÄ ĆŒajÄ , choÄ prĂłbujÄ . PrzysĆuchiwaĆem siÄ ostatnio rozmowie o styku sztucznej inteligencji i poezji; o wpĆywie AI na poezjÄ. To byĆo Ćmieszno-straszne, bo ĆŒaden z panelistĂłw nie bardzo pojmowaĆ, o czym mĂłwi. Ja nie wiem, czy tu nie pokutuje takie snobistyczne przekonanie, ĆŒe technologie sÄ dla piwniczakĂłw, dla rĂłĆŒnej maĆci komputerowych geekĂłw, a nie dla âpowaĆŒnych dorosĆychâ, i jeĆli literat o tym mĂłwi, to jedynie z pewnym poczuciem wyĆŒszoĆci, z szyderczym uĆmiechem, maskujÄ cym niewiedzÄ. Od dawna w kontakcie z literatami czujÄ nieprzyjemny zapach pogardy dla Ćwiata technologii. MoĆŒe to siÄ wiÄ ĆŒe z tym, ĆŒe ten Ćwiat technologii wyprzedziĆ literaturÄ finansowo o kilka dĆugoĆci? Przy czym jest to pogarda odwzajemniona i literatura tego pojedynku na pogardÄ nie ma szans wygraÄ. Dla kultury najlepiej by byĆo, gdybyĆmy siÄ z tym odium pogardy uporali, lepiej zintegrowali obszary dyskursu.
Â
PomyĆlaĆem jeszcze o rzeczy, ktĂłrÄ czasem zajmuje siÄ zawodowo na uczelni â o metakrytyce. MĂłwisz: chodziĆo mi o to i tamto, chciaĆbym, ĆŒeby powieĆÄ tak a tak, nie tylko, ale rĂłwnieĆŒ. CaĆy TwĂłj tekst to, prĂłcz elementĂłw pamfletowych, krytyka postulatywna, tzn. taka, w ktĂłrej opis rzeczywistoĆci podporzÄ dkowany jest tezom skierowanym na jej przeksztaĆcenie. JakoĆ niespecjalnie mnie dziwi, ĆŒe czÄĆci Ćrodowiska literackiego skojarzyĆ siÄ wiÄc z minionÄ epokÄ , a przykĆad z âLalkÄ â jeszcze te skojarzenia wzmocniĆ. Ale moĆŒe problem z recepcjÄ tego szkicu i caĆa inba o niego nie dotyczy tego, o czym juĆŒ mĂłwiliĆmy, a wĆaĆnie nieobecnoĆci krytyki postulatywnej w prozie (w poezji jest, walczyĆo o niÄ moje pokolenie, a wciÄ ĆŒ wzbudza opĂłr)? Funkcja postulatywna krytyki, ta projektujÄ ca i wiÄ ĆŒÄ ca jÄ z ĆŒyciem spoĆecznym poprzez analizÄ i krytykÄ zjawisk estetycznych umiera na naszych oczach. Recenzje negatywne, chociaĆŒ powstajÄ , nie odnoszÄ siÄ do programu estetycznego krytyka/krytyczki, tylko czÄsto majÄ charakter doraĆșnych wskazaĆ na konkretne, negatywne lub nieudane elementy dzieĆa lub obiegu ksiÄ ĆŒki. WĂłwczas bardzo Ćatwo jest pomyliÄ krytykÄ (jako praktykÄ intelektualnÄ ) z negatywnÄ opiniÄ , a opiniÄ z hejtem, inbieniem i trollowaniem. Zaczynasz tekst odwoĆaniem do dwĂłch krytycznych (w sensie: niepochlebnych) recenzji, chwalisz je za odwagÄ, a z tego, co wiem z komentariatu, obie krytyczki wcale nie stanÄĆy pĂłĆșniej po twojej stronie, przeciwnie.
Â
Ja rzeczywiĆcie wystÄpowaĆem z pozycji wiÄkszego programu estetycznego czy teĆŒ epistemologicznego, i bardzo siÄ cieszÄ, ĆŒe w tej rozmowie z TobÄ udaĆo mi siÄ go przybliĆŒyÄ. Ten program moĆŒna sprowadziÄ do dwĂłch haseĆ. Pierwsze brzmi tak: teorie literaturoznawcze sÄ Â bardziej wewnÄtrznÄ grÄ same ze sobÄ (przy czym ja w ĆŒadnym razie nie chcÄ tej gry pochopnie deprecjonowaÄ, nazywaÄ jÄ zbytecznÄ ) niĆŒ opisem twardych reguĆ Ćwiata, tym samym wolno mi siÄ pokusiÄ o duĆŒÄ swobodÄ wĆasnych postulatĂłw. A drugie: Ćwiat siÄ dezintegruje, i to dezintegruje siÄ nierĂłwnomiernie, i jeĆli literatura piÄkna nie chce byÄ w tej dezintegracji na straconej pozycji, jako sĆabsze pole, musi podjÄ Ä pewien wysiĆek; byÄ moĆŒe nieudany, to juĆŒÂ inna rozmowa. Takie stawianie sprawy moĆŒe siÄ niektĂłrym, tak jak mĂłwisz, kojarzyÄ politycznie, nawet z totalitaryzmem (âjak on Ćmie rozkazywaÄ komukolwiek, jak naleĆŒy pisaÄ?!â), ale chyba nie to skojarzenie jest zasadniczÄ Â przyczynÄ niezadowolenia, z ktĂłrym przyjÄto mĂłj tekst. To niezadowolenie jest raczej konsekwencjÄ totalnej nieortodoksyjnoĆci tego szkicu. Oto o gatunku powieĆci odwaĆŒyĆ siÄ napisaÄ ktoĆ, kto nie zostaĆ namaszczony do zabrania gĆosu. Ani mnie koĆa polonistyczne nie upowaĆŒniĆy do mĂłwienia, ani prozaicy. Tu jest pies pogrzebany. Recepcja tekstu byĆa duĆŒo cieplejsza w innych koĆach, wĆrĂłd filozofĂłw na przykĆad.
BÄdÄ konsekwentnie trzymaĆ siÄ tego przeĆwiadczenia, ĆŒe nieobecnoĆÄ danych procesĂłw i zjawisk w ĆŒyciu literackim czy dominujÄ cy charakter innych doĆÄ prosto moĆŒna wyjaĆniÄ obiegiem pieniÄ dza. Ja generalnie duĆŒo rzeczy lubiÄ wyjaĆniaÄ filozofiÄ pieniÄ dza, ale w sumie trudno inaczej. Bardzo siÄ dziwiÄ ludziom, ktĂłrzy generalnie czujÄ wagÄ mamony, zgodzÄ siÄ, ĆŒe to jedna z najwiÄkszych namiÄtnoĆci ludzkoĆci, a w opisie mechanizmĂłw ĆŒycia kulturalnego jakoĆ od tego uciekajÄ . Ani nie chcÄ mĂłwiÄ o ponoszonych przez siebie kosztach, ani o tym, ĆŒe oferowane im pieniÄ dze sÄ za maĆe. Krytyki postulatywnej nie ma, bo jest po prostu droĆŒsza niĆŒ ta reakcyjna, bÄdÄ ca prostÄ odpowiedziÄ na konkretnÄ Â ksiÄ ĆŒkÄ. Ć»eby uprawiaÄ krytykÄ postulatywnÄ , trzeba najpierw zbudowaÄ sobie swojÄ wĆasnÄ filozofiÄ, siatkÄ pojÄÄ i strukturÄ rozumowaĆ, a to kosztuje. Taka krytyka wymaga teĆŒ dĆuĆŒszych i gÄstszych tekstĂłw, bo pracuje bardziej z caĆÄ rzeczywistoĆciÄ niĆŒ z danÄ ksiÄ ĆŒkÄ , a dĆuĆŒsze i gÄstsze teksty teĆŒ kosztujÄ wiÄcej.
Popatrz, ile Ćwietnych rzeczy brak pieniÄ dza zniszczyĆ w poezji. WeĆșmy choÄby Twoje kultowe rokroczne podsumowania sezonu poetyckiego, publikowane w âMaĆym Formacieâ. Nagle to siÄ urywa, bo trudno wygospodarowaÄ na to czas i siĆy poĆrĂłd Twoich rozlicznych obowiÄ zkĂłw akademickich i innych krytycznych, ale przecieĆŒ czĆowiek kalkulowaĆby zupeĆnie inaczej, gdyby ktoĆ mu za takie monumentalne teksty, jak te Twoje, oferowaĆ cztery czy piÄÄ tysiÄcy zĆotych. Literatury polskiej nie staÄ na te Twoje Ćwietne teksty i w ogĂłle nie staÄ jej na utrzymywanie takich energicznych, ĆŒywioĆowych, pomysĆowych i zdeterminowanych krytykĂłw, i to jest najwiÄkszy dramat. OczywiĆcie tutaj musi paĆÄ pytanie: ale skÄ d moĆŒna by te pieniÄ dze zaczerpnÄ Ä? Mam tu kilka refleksji, Ty pewnie rĂłwnieĆŒ, ale to moĆŒe na innÄ Â rozmowÄ czy inny tekst.
DziÄki, miĆo mi, chociaĆŒ nie umiem przyjmowaÄ komplementĂłw. To, ĆŒe cenisz te podsumowania (pewnie dlatego wywoĆaĆeĆ mnie do gĆosu), teĆŒ pokazuje CiÄ jako doĆÄ dziwnÄ personÄ w naszej literaturze: patrzysz na literaturÄ piÄknÄ jako caĆoĆÄ, bez rozdarcia, zarazem trochÄ archaicznie, tzn. na prozÄ i poezjÄ, a juĆŒ niekoniecznie na literaturÄ faktu, ktĂłra wydaje siÄ byÄ dzisiaj najbardziej dynamicznÄ gaĆÄziÄ , odpowiadajÄ cÄ wĆaĆnie na Twoje mimetyczne i poznawcze postulaty (ale moĆŒe Ćșle odpowiadajÄ cÄ ?). MyĆlÄ teĆŒ o rozdarciu krytyki prozy na tÄ zobowiÄ zanÄ wobec rynku i jego sprzedaĆŒowych gier oraz na tÄ popularyzacyjno-mediacyjnÄ , ktĂłra gada przede wszystkim o tym, ĆŒe trzeba czytaÄ, popularyzowaÄ czytelnictwo, zachÄcaÄ, a nie zniechÄcaÄ (o fikcyjnoĆci tego mniemania sam mĂłwiĆeĆ). Tu widzÄ jednak impas, bo wĆaĆciwie w obu nurtach znika miejsce na wartoĆciowanie. Poezji grozi to mniej, bo w duĆŒej mierze jest nierynkowa i chociaĆŒ reguluje jÄ pewien obieg idei i estetyk, sÄ jakieĆ koniunktury, to wciÄ ĆŒ margines produkcji literackiej; a poza tym ma ona â jak siÄ zdaje â zawsze wyĆŒszy prĂłg wejĆcia, wymaga od odbiorcy przynajmniej minimalnego wysiĆku poznawczego i intelektualnego, zanim okaĆŒe siÄ owocna poznawczo. Dobra proza, przynajmniej w postulowanym przez Ciebie modelu, realizujÄ cym intelektualny interes klasy Ćredniej (tak jak proza realistyczna realizowaĆa interes mieszczaĆstwa), powinna objaĆniaÄ siÄ sama, z wnÄtrza, a do tego jeszcze zgĆÄbiaÄ Ćwiat i dokonywaÄ jego syntezy. JesteĆmy tu w klasycznej socjologii literatury. Forma, ktĂłra przyjÄ Ć Mann, bo z jego przykĆadu korzystasz, byĆa naturalnÄ formÄ wyrazu i sposobem snucia opowieĆci dla jego klasy spoĆecznej i czasu. Nie musiaĆ jej âwynaleĆșÄâ, po prostu zachodziĆa tu zgodnoĆÄ interesu, ĆwiadomoĆci spoĆecznej i formy estetycznej. MoĆŒe teraz gdzie indziej lokuje siÄ i interes, i ĆwiadomoĆÄ spoĆeczna, wiÄc walka o jakÄ kolwiek formÄ epickiej powieĆci o Ćwiecie jest retro-, bo jest prĂłbÄ wpasowania dzisiejszego Ćwiata w dawne rozpoznania? Ja bym powiedziaĆ, ĆŒe naturalnÄ formÄ estetyczno-narracyjnÄ dla dzisiejszej klasy Ćredniej jest serial telewizyjny w formacie HBO czy Netflixa, a wiÄc taki z dĆuĆŒszymi, czasami godzinnymi odcinkami i kolejnymi sezonami (od âRodziny Sopranoâ, przez âThe Wireâ po âHouse of Cardsâ). To tam rozpoznaje siÄ wzorce zachowaĆ i tam siĆujÄ siÄ stanowiska. W tym sensie moĆŒe o powieĆÄ w duchu socjologicznym â jako odbicie stosunkĂłw spoĆecznych, a wiÄc konfliktĂłw naszego Ćwiata - po prostu nie warto juĆŒ walczyÄ, bo sama powieĆÄ jako gatunek i zarazem forma narracyjna naleĆŒÄ do przeszĆoĆci, leĆŒÄ gdzieĆ na zapleczu? I wĆaĆnie na tym zapleczu, wĆrĂłd rupieci, ĆniÄ o tym, co byĆo.
Racja oczywiĆcie. PowieĆÄ jest gatunkiem silnie uwarunkowanym epokowo, rodzi siÄ stosunkowo pĂłĆșno, moĆŒe teĆŒ nagle obumrzeÄ. Mamy tu do czynienia z narzÄdziem doraĆșnym, ktĂłre siÄ zuĆŒywa. Ja sam z najwiÄkszych zjawisk kulturalnych ostatnich lat najbardziej ceniÄ sobie nie ĆŒadnÄ powieĆÄ, a grÄ âRed Dead Redemption 2â, ktĂłra stworzyĆa Ćwiat przedstawiony niemoĆŒliwy w ĆŒadnej powieĆci, bo nie tylko wielowÄ tkowy, rozbudowany spoĆecznie i psychologicznie, peĆen obiektĂłw, zjawisk i systemĂłw, ale teĆŒ â co typowe dla gier â interaktywny i dajÄ cy poczucie losowoĆci wielu spraw. Trudno powieĆci konkurowaÄ z tak duĆŒÄ plastycznoĆciÄ narracji i z szansÄ Â tak intensywnego wczucia. Co ciekawe poezja wypada tutaj korzystniej niĆŒ powieĆÄ, bo jej istoty â ktĂłrÄ nie jest odbijanie i prognozowanie Ćwiata, a raczej autorskie i hermetyczne (w dobrym znaczeniu sĆowa hermetyzm) przesuniÄcia w obrÄbie Ćwiata â nie sposĂłb oddaÄ i zarazem przeĆcignÄ Ä w grze komputerowej. ZauwaĆŒyĆem zatem, ĆŒe o ile wciÄ ĆŒ jestem otwarty na nowe wiersze, o tyle nowe powieĆci juĆŒ mnie nie ekscytujÄ . I takich ludzi, jak ja, jest wiÄcej â zaangaĆŒowanych w kulturÄ, poruszajÄ cych siÄ w jej obrÄbie Ćwiadomie i z wolnoĆciÄ , wydajÄ cych na niÄ pieniÄ dze, ale juĆŒ niekoniecznie wkĆadajÄ cych do koszyka tak wiele powieĆci, jak jeszcze dziesiÄÄ lat temu. JeĆli wydajÄ na jednÄ grÄ ponad trzysta zĆotych i teĆŒ caĆkiem duĆŒo na abonamenty serwisĂłw streamingowych, a nie chce mi siÄ czytaÄ powieĆci za czterdzieĆci zĆotych, to o czymĆ to Ćwiadczy, i to zdecydowanie nie ja mam problem, tylko proza.
Â
Czy sÄ to zjawiska odwracalne? Ja jednak, mimo wszystko, sprĂłbowaĆbym podjÄ Ä duĆŒÄ walkÄ o intelektualnÄ przydatnoĆÄ powieĆci. To chyba ostatni moment na to. A dlaczego bym tÄ walkÄ podjÄ Ć? Dlatego, ĆŒe najlepsze gry i najlepsze seriale, z natury swojego medium, majÄ duĆŒy potencjaĆ poĆŒerania czasu i energii. WciÄ gajÄ bardziej, prowokujÄ do maratonĂłw, ale tym samym silniej obciÄ ĆŒajÄ organizm, sÄ kosztowniejsze dla ukĆadu nerwowego. NiewÄ tpliwie przydaĆoby siÄ czĆowiekowi wspĂłĆczesnemu wiÄksze zrĂłwnowaĆŒenie sygnaĆĂłw, momentami wolaĆbym posiedzieÄ z duĆŒÄ Â powieĆciÄ , a nie z duĆŒÄ grÄ , sÄk w tym, ĆŒe powieĆÄ nie trzyma juĆŒ rÄki na pulsie, straciĆa noĆnoĆÄ tematycznÄ , nie moĆŒe byÄ konkurencyjna. Wybieram wiÄc coĆ innego niĆŒ powieĆÄ. To tak samo, jak z transportem. W sumie byĆbym zainteresowany podrĂłĆŒami pociÄ gami po Europie, umiem rĂłĆŒne korzyĆci przedstawiÄ, ale ta sieÄ poĆÄ czeĆ miÄdzynarodowych w Europie dziaĆa tak, ĆŒe jednak wybieram samolot. Dajcie mi szybszy pociÄ g, to bÄdÄ mniej lataĆ.Â
Â
WĆaĆnie przekraczamy 50 tys. znakĂłw, a nie chcemy chyba, ĆŒeby wyszĆy z tego âRozmowy polskie zimÄ roku 2023â, wiÄc dla higieny silnika strony âZakĆaduâ utnÄ lot w tym miejscu. DziÄki, byĆa to dla mnie zaskakujÄ co intelektualna i wciÄ gajÄ ca wymiana. Ciekawe, co na to czytelnicy Twojego peja, oni chyba nie przywykli do takich dĆugich tekstĂłw (naszego, âzakĆadowegoâ zresztÄ pewnie teĆŒ nie)⊠Masz pomysĆ na jakÄ Ć formuĆÄ reklamowÄ ?
Â
NajskuteczniejszÄ reklamÄ sÄ Â zawsze polemiki. MoĆŒe po prostu odpowiem Zycie Rudzkiej, ktĂłra w rozmowie z Wojciechem Szotem stwierdziĆa, nawiÄ zujÄ c do mojego tekstu:  âNie potrzebujeÌš komputera, by cosÌ powiedziecÌ o wspoÌĆczesnym sÌwiecieâ. Ja juĆŒÂ pomijam, ĆŒe uparto siÄ ten âkomputerâ rozumieÄ artefaktowo czy rekwizytowo, mimo ĆŒe przecieĆŒ nie w tym rzecz w moim eseju. Problem jest jednak przede wszystkim w tym, ĆŒe ludzie majÄ Â problem z wĆaĆciwym dookreĆleniem âwspĂłĆczesnoĆciâ. Zyta Rudzka pewnie uwaĆŒa, ĆŒe skoro w jej powieĆci jest o biedzie, to jest to powieĆÄ wspĂłĆczesna, bo przecieĆŒ biedÄ wszyscy ciÄ gle oglÄ damy wokĂłĆ siebie. Tymczasem ta bieda, ktĂłrÄ widzimy, nie jest wcale zwiÄ zana istotowo z naszym czasem. To nie nasza epoka jÄ Â rodzi. To jest bieda wyrastajÄ ca ze struktur neoliberalizmu lat 90., a gĆÄbiej patrzÄ c â z siÄgajÄ cego XIX wieku klasizmu kapitalistycznego (w odrĂłĆŒnieniu od klasizmu feudalnego, z ktĂłrego jakoĆ wyszliĆmy dziÄki zniesieniu paĆszczyzny). To sÄ zagadnienia gĆÄboko zdiagnozowane. Ta bieda od lat ma swoje liczne reprezentacje powieĆciowe, eseistyczne, poetyckie i naukowe. Utrzymywanie, ĆŒe napisana dzisiaj powieĆÄ o biedzie jest wspĂłĆczesna, to straszliwe nieporozumienie. I objaw szerszego problemu polskich elit humanistycznych i artystycznych â przemielania ciÄ gle tych samych wÄ tkĂłw i uznawania wszystkiego za wielkie odkrycie. Polskiemu inteligentowi niewiele potrzeba, ĆŒeby go olĆniÄ, daÄ mu wraĆŒenie nowoĆci, ĆwieĆŒoĆci i przeĆomu. Polski inteligent nie jest zbyt wybredny. UwaĆŒam, ĆŒe w tym nurcie narracyjnym, o ktĂłrym teraz wspominam, jakiĆ oryginalny intelektualnie poĆŒytek wynikaĆ wyĆÄ cznie z ksiÄ ĆŒki âGnĂłjâ Kuczoka i z filmu âCzeĆÄ Tereskaâ GliĆskiego. MoĆŒe coĆ jeszcze by siÄ znalazĆo. A potem z biedy, z przemocy domowej, z wykluczenia ekonomicznego, z tego napiÄcia wraĆŒliwa jednostka vs Ćwiat, z jakiegoĆ egzystencjalnego survivalu zrobiono juĆŒÂ tylko marketingowÄ Â dĆșwigniÄ. PozycjÄ poznawczÄ polskiego inteligenta i polskiego artysty najlepiej chyba oddaÄ przez sparafrazowanie inĆŒyniera Mamonia, ktĂłry pytaĆ, co wyraĆŒa twarz polskiego aktora. Ja mogÄ zapytaÄ: co wyraĆŒa myĆl polskich elit. I odpowiadam wĆaĆnie jak MamoĆ: nuda, nic siÄ nie dzieje, mam ochotÄ wyjĆÄ, i wychodzÄ.
KONIEC (...ale czy na pewno?)

