top of page

PryncypaƂka, czyli rozmowa o pryncypiach 

  • 12 sty 2024
  • 27 minut(y) czytania

[z Adamem Wrotzem czatuje Jakub Skurtys] 


Koncepcja i kierunek artystyczny: Adam Wrotz, obraz wygenerowany przez AI, za pomocą OpenAI DALL·E



Jakub Skurtys: Czeƛć Adamie (moĆŒemy chyba od razu przejƛć na „ty”, prawda?). Ustaliliƛmy zawczasu, ĆŒe będziemy rozmawiać o pryncypiach, ale rozmawiamy teĆŒ w kontekƛcie suplementu do numeru spiskowego „ZakƂadu”, więc pewnie będzie nie tyle o zasadach, ile o Ƃamaniu zasad. Jesteƛ twĂłrcą fejsbukowej strony „Wiersze Mateusza Morawieckiego pisane w Excelu”, ale to akurat interesuje mnie w Twojej dziaƂalnoƛci najmniej, chociaĆŒ o to teĆŒ pewnie zagaję. Bezpoƛrednim pretekstem jest TwĂłj szkic na temat polskiej prozy, ktĂłry ukazaƂ się w lipcu w „Dwutygodniku”. Szkic byƂ o prowokacyjnym tytule „Czy bohater polskiej powieƛci kupiƂ juĆŒ sobie komputer?” i nie mniej prowokacyjnej treƛci. Ja go traktuję trochę jak pamflet i jego pamfletowe funkcje są dla mnie oczywiste. Więc moĆŒe teĆŒ trochę prowokacyjnie zacznę: co autor klejonych wierszy z Internetu w ogĂłle wie o polskiej prozie (i skąd to wie)? A druga kwestia, ale nie mniej istotna: po co zabiera gƂos na jej temat?

 

Adam Wrotz: Czeƛć Jakubie! Ty ująƂeƛ to prowokacyjnie, dla dynamicznego otwarcia rozmowy, a niejeden uczestnik dyskusji, ktĂłra wybuchƂa wokóƂ mojego tekstu, ująƂ to zƂoƛliwie i z peƂnym przekonaniem: ĆŒe to ƛmieszne, ĆŒe jakiekolwiek wielkie diagnozy i ĆŒyczenia względem polskiej prozy oƛmiela się formuƂować osoba znana jedynie z satyrycznych przetworzeƄ wypowiedzi Morawieckiego. Pobrzmiewa tu niewątpliwie takie przekonanie, ĆŒe musi istnieć peƂna harmonijna zgodnoƛć pomiędzy biogramem czƂowieka a jego aktualną aktywnoƛcią; ĆŒe dana konkretna dziaƂalnoƛć legitymizuje się w biografii i sama litera dziaƂalnoƛci nie moĆŒe być rozpatrywana, jeƛli nie znamy kontekstu biograficznego. W takim ukƂadzie znajomoƛć literatury nie moĆŒe polegać na tym, ĆŒe coƛ mĂłwimy o literaturze tu i teraz, a na tym tylko, ĆŒe zaistnieliƛmy wczeƛniej w literaturze. Narzucanie biografii jako kryterium powaĆŒnego potraktowania w debacie jest elitarystyczne i powiewa klimatami sanacji. Mam to w nosie oczywiƛcie. Liczyć powinien się wyƂącznie mĂłj tekst, a nie to, z jakiego miejsca mĂłwię. Mogę być profesorem, mogę być ƛlusarzem – znaczenie ma tylko to, co napisaƂem, a wszelkie spekulacje o mojej biografii dowodzą jedynie naczelnego problemu literatury czy – szerzej – sztuki: jej umocowania ƛrodowiskowego, ktĂłre zastępuje metodologię oceny pracy. Generalnie taka metodologia w ogĂłle nie jest moĆŒliwa w sztuce w takim sensie, jak w naukach szczegóƂowych, więc ta ƛrodowiskowoƛć zawsze będzie się wysuwać na pierwszy plan. Najlepszym sprawdzianem odkrycia naukowego jest zawsze technologia, ktĂłrą moĆŒe to odkrycie zaowocować, i zmiany spoƂeczne wynikające z tej technologii. A co jest takim sprawdzianem jakoƛci dzieƂa sztuki czy jakoƛci debaty o sztuce? Nie znajduję takiego narzędzia. Sztuce brakuje wymiernoƛci, a tam, gdzie brakuje wymiernoƛci, tam się będą ludzie zastanawiać, kogo znam i czy dostatecznie duĆŒo ksiÄ…ĆŒek napisaƂem. PoniewaĆŒ jednak Ty pytasz prowokacyjnie, a nie z podtekstami i zaƂoĆŒeniami, to mogę co nieco ujawnić ze swojego backgroundu. Nie mam przygotowania polonistycznego i teoretycznoliterackiego. Nie jestem zawodowym odbiorcą literatury pięknej. Mam przygotowanie filozoficzne. PisaƂem więc z pozycji, po pierwsze, czytelnika, ktĂłry lubi literaturę piękną, wydaƂ na ksiÄ…ĆŒki niemaƂo pieniędzy i ma ich sporo, a po drugie z pozycji kogoƛ, kto chciaƂ przenieƛć dyskusję o literaturze na grunt elementarnego problemu filozoficznego: czy my w ogĂłle moĆŒemy o literaturze wypowiadać jakiekolwiek sądy wiÄ…ĆŒÄ…ce i pewne; i czym jest w ogĂłle pewnoƛć sądu o literaturze? Innymi sƂowy, mĂłj tekst miaƂ – zgadzam się, ĆŒe w sposĂłb pamfletyczny –  sprowokować refleksję epistemologiczną, a nie teoretycznoliteracką. 

 

W punkcie wyjƛcia zapostulowaƂem produkcję powieƛci, ktĂłra odda mechanizmy rewolucji cyfrowej, analogicznie do tego, jak powieƛć dawna staraƂa się ująć rewolucje przemysƂowe. OczekiwaƂem kontynuacji tej linii. ChciaƂem, by wspóƂczesna polska powieƛć – ta nagradzana i promowana w czasopismach, wskazywana czytelnikom przez wiodących krytykĂłw – wykonaƂa podobny do jej dziejowych poprzedniczek wysiƂek pisania o duĆŒych systemach politycznych, spoƂeczno-ekonomicznych i technologicznych. Wydaje mi się to korzystne pragmatycznie. Inaczej ryzykujemy duĆŒe rozdrobnienie – za coraz bardziej zatomizowanym pisaniem toĆŒsamoƛciowym będzie szedƂ coraz większy problem z nakƂadami. Ostatecznie jednak nie ma tutaj ĆŒadnego dobrego argumentu fundamentalnego. Nie umiem powiedzieć, ĆŒe jest w ƛwiecie jakaƛ obiektywna racja, ĆŒe powieƛć musi być o tym czy o tamtym; taka czy inna. Generalnie, z punktu widzenia naczelnych procesĂłw rządzących cywilizacją, moĆŒemy sobie pisać wyƂącznie o rĂłĆŒowych sƂoniach. To pewnie tyle samo zawaĆŒy na gieƂdzie, pracy naukowcĂłw w CERN, sytuacji na Bliskim Wschodzie i kondycji demokracji, co powieƛć o czymkolwiek innym. Nie ma więc czegoƛ takiego, jak twardy dowĂłd na dobrą i znaczącą powieƛć, a rĂłĆŒne osobiste korzyƛci mentalne i osobiste doznania estetyczne mogą wynikać z czegokolwiek, nawet z nieczytania powieƛci, a wybrania na przykƂad poezji. Temat rangi powieƛci jest otwarty, klaruje się w rozmaitych starciach. I ja takie starcie zaproponowaƂem. Tymczasem moi polemiƛci prĂłbowali z gruntu odebrać mi prawo do moich postulatĂłw, zabierając gƂos z dogmatycznej pozycji, ĆŒe to akurat ich wizja powieƛci jest tą obiektywnie sƂuszną. Piotr PaziƄski ubolewaƂ nad tym, co ja chcę zrobić z powieƛcią. A ja chciaƂem zrobić to samo, co on: mieć swoją wizję powieƛci. Nie mogę? Oczywiƛcie, ĆŒe mogę. Problem byƂby wtedy, gdybym chciaƂ mieć swoją wizję teorii grawitacji. Nie rĂłbmy z literatury politechniki. Najbardziej rozbawiƂo mnie zdanie wyraĆŒone w jednym komentarzu, ĆŒe juĆŒÂ tysiąc razy byƂo mĂłwione, ĆŒe powieƛć to
i tu jakaƛ wƂaƛciwoƛć powieƛci, juĆŒ nie pamiętam. No nawet milion razy mogƂoby być mĂłwione, ĆŒe powieƛć to czy tamto, a ja i tak będę miaƂ prawo powiedzieć coƛ innego. Taka jest specyfika tej dziedziny, ĆŒe poruszamy się tu raczej w obrębie – oczywiƛcie jakoƛ strukturalnie formowanych – gustĂłw niĆŒÂ w obrębie ƛcisƂych reguƂ. 


No dobra, to teraz mniej prowokacyjnie: co chciaƂeƛ osiągnąć tym szkicem (w takim miejscu, jak „Dwutygodnik”, czyli w samej centrali naszego internetowego ĆŒycia literackiego). I czy to się z Twojej perspektywy udaƂo?


Do tego pytania mogę przejƛć doƛć gƂadko od poprzedniego. ChciaƂem przede wszystkim rozbić obszary pewnoƛci w polskim ĆŒyciu literackim, ktĂłrego gracze, moim zdaniem, prĂłbują w dyskusji o literaturze maƂpować tryby funkcjonowania nauk ƛcisƂych, czyli zabierać gƂos z takiego przedziwnego zaƂoĆŒenia, ĆŒe w dyskursie literackim wykazali coƛ w sposĂłb sprawdzalny, konsensualny i jakkolwiek wiÄ…ĆŒÄ…cy. MĂłj tekst byƂ prĂłbą zamanifestowania, ĆŒe ja w literaturze pięknej nie czuję się niczym zobowiązany. Nie czuję wobec literatury pięknej ĆŒadnej powinnoƛci, by się zachowywać w okreƛlony sposĂłb. Czy udaƂo mi się pociągnąć dĆșwignię w tym kierunku? Myƛlę, ĆŒe tak – patrząc po skali reakcji. To byƂa największa inba o literaturę w historii polskich mediĂłw spoƂecznoƛciowych. 

 

Nie wiem, czy byƂa największa, kilka rĂłĆŒnych juĆŒ ƛledziƂem
 (chociaĆŒ poprawka, ostatnio „Mint” uznaƂ ją w swoim podsumowanku za największą, pewnie coƛ spiskowaliƛcie). Ale myƛlę, ĆŒe jak Jacek Dehnel kichnie w fotelu wiezionym dla oszczędnoƛci berliƄskim tramwajem, to bywa grubiej. Na pewno inba byƂa ciekawa, choćby dlatego, ĆŒe zderzyƂo się w niej kilka spojrzeƄ na reguƂy funkcjonowania pola artystycznego, te opisane przez wujka Bourdieu. MĂłwisz, ĆŒe literatura to nie politechnika, a teoria sztuki to nie teoria grawitacji i kaĆŒdy z nas moĆŒe mieć swoją. Niby zgoda, poruszamy się wƛrĂłd gustĂłw, a jednak byƂbym teĆŒ ostroĆŒny wobec jakiegoƛ leseferyzmu i solipsyzmu estetycznego. Wydaje mi się, ĆŒe pewne fakty artystyczne istnieją w sposĂłb zobiektywizowany – tzn. nie absolutny i uniwersalny, ale obiektywny jako fakty spoƂeczne i estetyczne wƂaƛnie. A wĂłwczas tezy, ĆŒe powieƛć powinna to i to, a nawet Ƃagodniej: ĆŒe mogƂaby to i to, a tego nie robi, dla niektĂłrych będą odbierane wƂaƛnie jako cofanie dyskusji teoretycznoliterackiej o 40 czy 80 lat (w czasy wielkich narracji), do rzeczy fundamentalnych, ktĂłre wydają się dawno przedyskutowane. Nie chcę bronić gƂosu o tym, ĆŒe „przedyskutowane sto razy”, ktĂłry na pewno broniƂ teĆŒ oburzu Piotra PaziƄskiego, bo to tak w tandemie jakoƛ zawsze, ale znam to ze swojego podwĂłrka. Jako literaturoznawcę od poezji irytują mnie powroty do dyskusji o jej hermetycznoƛci/niezrozumiaƂoƛci z argumentami rodem z lat 20. XX wieku, bo liczyƂbym jednak na to, ĆŒe ktoƛ, kto wƂącza się w dyskusję o sztuce (tak czy inaczej na pewnym poziomie elitarystyczną), z tymi argumentami się juĆŒ zapoznaƂ. To nie jest akurat kwestia twojego tekstu, bo nic w nim nie ma ani o powrocie do XIX-wiecznej powieƛci realistycznej, ani o zapomnieniu, kim byƂ Roland Barthes, więc teĆŒ nie przesadzajmy – niektĂłrzy pewnie chętnie by takie tezy dopisali do tego szkicu. 

 

Ale wƂaƛnie o to dopisywanie spytaƂbym w kontekƛcie pisania pod pseudonimem, z zewnątrz - czy nie sądzisz, ĆŒe gdyby napisaƂ to profesor CzapliƄski albo profesor IwasiĂłw, trudniej byƂoby uĆŒyć wobec nich nawet takiej struktury myƛlenia redukującego „nie znajo Barthes’a, nie wiedzo o czym byƂa dekonstrukcja”? Samo odpieranie argumentĂłw/stawianie opozycyjnych tez wymagaƂoby wĂłwczas nieco więcej wysiƂku ze strony oburzonego komentariatu literackiego? A moĆŒe – to luĆșna refleksja - wcale nie chodzi o elitarystyczny model, w ktĂłrym biografia (stopieƄ osadzenia w polu literackim i dysponowania kapitaƂem symbolicznym) decyduje o randze i wadze stawianych tez, tylko o moĆŒliwoƛć rekonstrukcji (po stronie czytelnikĂłw) gustu estetycznego i gƂębi tych tez? WĂłwczas ktoƛ pod nazwiskiem – choćby CzapliƄski – jest Ƃatwy do „sprawdzenia” w kontekƛcie spĂłjnoƛci jego sądĂłw i konsekwencji ich stosowania. Ktoƛ pod pseudonimem – Wrotz, nameste – jest znacznie trudniejszy. Musi mieć jakieƛ niecne intencje i coƛ za uszami, skoro prĂłbuje się ukryć



Na pewno byƂa to inba o największych zasięgach. Samo udostępnienie na moim fanpejdĆŒu linku do rzeczonego szkicu wyƛwietliƂo się tylu osobom, ĆŒe, tak myƛlę, znacznie przebiƂo to nakƂady powieƛci, o ktĂłrych pisaƂem. To jest zresztą znamienne dla oceny wspóƂczesnego ƛwiata: fejsbukowa awantura o dany temat moĆŒe przewyĆŒszać widocznoƛć samego tego tematu jako takiego. Istotną wƂaƛciwoƛcią tej debaty byƂo to, ĆŒe wypowiadaƂy się gƂównie osoby piszące. Natomiast w przypadku inby o czuƂego windykatora czy o literaturę nie dla idiotĂłw widać byƂo duĆŒe zaangaĆŒowanie u przeciętnych odbiorcĂłw literatury. Zainicjowana przeze mnie inba – choć o zdumiewającej widocznoƛci – byƂa inbą stricte branĆŒową


 

Rzeczywiƛcie, nie pomyƛlaƂem o tym przepostowaniu na Twoim profilu, moja baƄka tam juĆŒ nie sięga, teraz sobie to przeƛledziƂem i rzeczywiƛcie, wątki się mnoĆŒyƂy caƂkowicie poza moimi moĆŒliwoƛciami percepcyjnymi. Wróćmy do „faktĂłw artystycznych” i kategorii obiektywnoƛci – nie sądu, a zjawiska.


Oczywiƛcie nie zarzucam teorii literatury czy – szerzej – teorii sztuki blagi bądĆș fantazjowania  (a przynajmniej nie wszystkim nurtom i szkoƂom, bo niektĂłrym tak). Mamy tu jednak taki problem, ĆŒe choć rzeczywiƛcie te dyscypliny wskazują zjawiska estetyczne i spoƂeczne występujące w ƛwiecie realnie, o tyle ƛcieĆŒki ksztaƂtowania tych zjawisk estetycznych i spoƂecznych byƂy doƛć pƂynne, subiektywne, reaktywne, arbitralne, ksobne, wariantywne itd. itp. Czyli jest niewątpliwie materią rozpoznawalną badawczo, ĆŒe stan literatury na danym odcinku dziejĂłw czy w danych kręgach ma okreƛlone parametry, ktĂłre moĆŒna wyliczyć i ktĂłrych przyczyny moĆŒna nazwać, ale juĆŒ nie jest tak, ĆŒe procesy, ktĂłre spowodowaƂy ten stan, da się sprowadzić do reguƂ o randze praw fizyki. Podam przykƂad: jest niewątpliwie faktem doƛć rygorystycznie ujmowanym badawczo, dlaczego CzesƂaw MiƂosz przed II wojną ƛwiatową pisaƂ inaczej niĆŒ po II wojnie ƛwiatowej. Natomiast samo zaistnienie tych przyczyn, dla ktĂłrych on miaƂ rĂłĆŒne dykcje na rĂłĆŒnych etapach ĆŒycia, to juĆŒ nie jest rzecz wymierna. Tam się mogƂy rozegrać przecieĆŒ inne czynniki formacyjne, kulturowe i mentalne. NaleĆŒy to do pewnej magmy egzystencjalnej. MoĆŒemy pokazywać zatem, jak pƂynęƂy gusta, poglądy i upodobania MiƂosza, pod wpƂywem czego pƂynęƂy i od kiedy pƂynęƂy, ale nie moĆŒemy sobie mĂłwić, ĆŒe absolutnie nie mogƂy pƂynąć inaczej; ĆŒe to by byƂo niezgodne z jakimiƛ nieredukowalnymi reguƂami rzeczywistoƛci, gdyby miaƂy popƂynąć inaczej. Jest tu bardzo istotny wymiar pewnej subiektywnoƛci losĂłw. Czyli – wracając do tematu mojego eseju – rzeczywiƛcie jest tak, ĆŒe ja, postulując dany model powieƛci, rozmyƛlnie omijam okreƛlone debaty literackie, ktĂłre pokazują, dlaczego taki model juĆŒ nie obowiązuje, i to moje ominięcie irytuje literaturoznawcĂłw. Sęk w tym, ĆŒe ja nie mogę uznać – w ƛwietle tego, co mĂłwię w powyĆŒszych zdaniach – ĆŒe jakakolwiek debata literaturoznawcza ma moc w miarę stabilnego domykania czy zasklepiania fundamentalnych reguƂ rzeczywistoƛci. Ona ma jedynie moc domykania opisu jakiejƛ jednej konkretnej konfiguracji cech rzeczywistoƛci, tu i Ăłwdzie zaistniaƂej. MoĆŒe więc być tak, ĆŒe dana teoria faktycznie pokazuje niemoĆŒnoƛć danego typu powieƛci, ale ta niemoĆŒnoƛć nie przynaleĆŒy do elementarnych reguƂ ƛwiata, tylko do jakiegoƛ lokalnie zrealizowanego scenariusza. To nie jest tak, jak w fizyce, gdzie moĆŒemy być w miarę pewni, ĆŒe z danym ciaƂem nie mogƂo i nie moĆŒe zdarzyć się coƛ innego, niĆŒÂ się zdarza. Przy czym nawet w fizyce nie ma juĆŒÂ mowy o tym determinizmie, ktĂłrego byƂa pewna fizyka w XIX wieku. Niemniej jednak te obszary pewnoƛci w fizyce – choćby przez samo uƛrednianie pomiarĂłw – są caƂkiem duĆŒe. Większe niĆŒÂ w humanistyce. GƂową muru nie przebijesz – w fizyce chyba wolno tak powiedzieć, nawet przy uwzględnieniu specyfiki mechaniki kwantowej, natomiast w refleksji o literaturze nie bardzo da się pokazywać takie „mury”. Realia, w ktĂłrych powieƛć danego typu nie jest moĆŒliwa, mogą się stosunkowo Ƃatwo zmienić i zawsze mogą pobiec skrajnie alternatywnie. Na przykƂad poprzez daną politykę finansową, zmianę ukƂadĂłw towarzyskich, pojawienie się nowego wpƂywowego gƂosu, ekscentryzm kogoƛ wysoko postawionego w branĆŒy etc. Modele teoretycznoliterackie, podejrzewam, mĂłgƂby z Ƃatwoƛcią zdemolować na przykƂad miliard dolarĂłw wciskany pisarzom, ĆŒeby znowu pisali jak Mann. To jaskrawy, prowokacyjny przykƂad, raczej eksperyment myƛlowy, ale moĆŒna sobie wyobrazić mniej brawurowe czynniki marketingowe i ƛrodowiskowe dziaƂające na powieƛć, nagle sprawiające, ĆŒe te niby juĆŒ dawno zaƂatwione w debacie literaturoznawczej sprawy okaĆŒÄ…Â się jednak wcale niezaƂatwione. Nawet w fizyce wiele teorii trafiƂo do kosza, a przecieĆŒ fizyka to dziedzina, ktĂłra dotyka spraw bardziej wymiernych i sprawdzalnych niĆŒ literackie inspiracje i gusta. Jeƛli więc fizyka nie jawi się juĆŒÂ jako zakoƄczona, to dlaczego niby miaƂbym uznać jakąƛ debatę o literaturze za coƛ zaƂatwiającą? Moje postulowanie danego typu powieƛci moĆŒe i nonszalancko traktuje stan dyskursu teoretycznoliterackiego, ale to wƂaƛnie dlatego, ĆŒe ja ten stan uwaĆŒam za przeksztaƂcalny, poniewaĆŒ za przeksztaƂcalne muszę uwaĆŒać same warunki rodzenia się dzieƂ literackich. Więc jeƛli ktoƛ mi mĂłwi w dyskusji, ĆŒe „juĆŒ tysiąc razy coƛ byƂo tƂumaczone” (w domyƛle: a ja nie zrozumiaƂem), to chce mnie chyba przekonać do tego, ĆŒe literaturoznawstwo ma jakiƛ patent na stabilnoƛć opisu. To mi się zupeƂnie nie zgadza filozoficznie. Idąc dalej za Twoimi uwagami – profesor CzapliƄski czy profesor IwasiĂłw nie mogliby napisać takiego tekstu z zasadniczego powodu: to jest tekst w istocie gƂęboko antyliteracki, co juĆŒ wyĆŒej w duĆŒym stopniu uzasadniƂem. On patrzy na literaturę z jakiegoƛ miejsca zewnętrznego, gdzie rodzą się pytania o to, jak literatura wypada na tle porządku ƛwiata. Moim zdaniem wypada wyjątkowo niestabilnie, nieautonomicznie i redukowalnie, to znaczy bardzo Ƃatwo moĆŒna pokazać – wbrew rĂłĆŒnym dogmatom literaturoznawcĂłw – takie trywialne elementy, ktĂłre literaturę natychmiast przebudowują jak domek z klockĂłw i obnaĆŒają jako wypadkową zupeƂnie nieartystycznych zagadnieƄ. Jest to choćby kwestia iloƛci pieniędzy na produkcję literacką. Myƛlę, ĆŒe ĆŒaden profesor literaturoznawstwa nie moĆŒe tak twierdzić: ta powieƛć jest taka, a nie inna, bo autor pisaƂ wyƂącznie póƂ roku i dostaƂ wyƂącznie X zƂotych, ta powieƛć mu się nijak nie opƂacaƂa, skoƄczcie więc ten cyrk z zachwycaniem się danym językiem tej powieƛci, bo ten język jest mocno wtĂłrny do warunkĂłw, w jakich autor pracowaƂ, i to te warunki są filozoficznie ciekawsze. A ja w sumie mogƂem tak napisać. MogƂem sobie pozwolić na to, czego akademia i częƛć krytyki nigdy nie przeƂknie: na zasugerowanie, ĆŒe literaturę stanowią czynniki, ktĂłre w ogĂłle nie wchodzą w pole jej treƛci i ktĂłrych często nie widać w narracjach krytycznych. Gmach literatury posadowiony jest na rzeczach ĆŒyciowo banalnych: forsie (czy braku forsy), modach, stosunkach towarzyskich, upodobaniach ƛrodowiska, i są to obszary modyfikowalne – wystarczy przyƂoĆŒyć jakiƛ impuls tu czy tam i juĆŒÂ wszystko potoczy się inaczej. Nie uwaĆŒam, ĆŒeby te modne wspóƂczesne tytuƂy, ktĂłrymi tak się wszyscy zachwycają i ktĂłrych wartoƛć ja w moim szkicu neguję, byƂy suwerennymi, przemyƛlanymi i przepracowanymi projektami literackimi. To nie są autonomiczne dzieƂa, tylko wypadkowa doƛć pospolitej ekonomii. Po prostu jakbym miaƂ pisać powieƛć za takie liche pieniądze, w tak krĂłtkich terminach, w obecnym rytmie ĆŒycia wydawniczego, to teĆŒ bym wybraƂ dane strategie językowe i tematyczne. To byƂoby jedyne rozwiązanie praktycznie wykonalne. Większoƛć dzisiejszych powieƛci, budzących co chwilę podziw, moĆŒna wrzucić do jednego worka, choćby z taką wƂaƛnie etykietką „maƂo czasu i maƂo ƛrodkĂłw na produkcję” albo „za coƛ takiego mogą dać nagrodę”, albo „to pĂłjƛcie za chwytliwymi sloganami”. Nie wydaje mi się, ĆŒeby zauwaĆŒanie takich spraw byƂo szczegĂłlnie miƂe branĆŒy. Ć»aden profesor literaturoznawstwa nie przyzna, ĆŒe ksiÄ…ĆŒki, ktĂłre uwaĆŒa za dobre, mogą się rodzić z takich trybĂłw rzeczywistoƛci.

 

To jest zresztą problem caƂej sztuki. Ostatnio rozmawiaƂem z kustoszką duĆŒej zagranicznej wystawy sztuki wspóƂczesnej i zadaƂem jej wprost takie pytanie: na ile mecenas tej wystawy jest w stanie dowodzić jej znaczenia, a na ile po prostu ƂoĆŒy ƛrodki na sztukę dla optymalizacji podatkowych i mĂłgƂby lansować cokolwiek? I byƂo w zasadzie jasne, ĆŒe nie ma ĆŒadnego wielkiego, koronnego dowodu na rangę i sens takiej sztuki, istnieje wyƂącznie pewna konwencja spoƂeczno-biznesowa, i gdyby ktoƛ pomyƛlaƂ, ĆŒe nie wyƂoĆŒy pieniędzy na sedes w kabinie prysznicowej, to moĆŒe oglądalibyƛmy tam malarstwo figuratywne albo cokolwiek, i teĆŒ by się jacyƛ mądrzy ludzie zachwycali. Lubię zaczepiać w galeriach i muzeach innych zwiedzających i pytać, co myƛlą o danych dzieƂach. Z tych moich doƛwiadczeƄ wynika jedno: zawsze jest tak, ĆŒe dana praca artystyczna komuƛ się spodoba, więc jak do tego przyƂoĆŒyć odpowiednią politykę i biznes, to moĆŒna rĂłĆŒne nurty kreować z duĆŒym powodzeniem. Nie widzę tu ĆŒadnej wielkiej suwerennej stawki intelektualnej. Teraz jest taka tendencja, ĆŒe polska wielkomiejska klasa ƛrednia, ktĂłrej się wydaje, ĆŒe się dorobiƂa wielkiego majątku i wielkich gustĂłw, wydaje po dwieƛcie-trzysta tysięcy zƂotych na rĂłĆŒne obrazy, zasugerowane im jako wybitne, i myƛli, ĆŒe to jest dobra inwestycja. A za chwilę zmienią się mody i oni zostaną z tymi obrazami jak Himilsbach z angielskim. Wystarczy, ĆŒe to przetrzymają o sezon za dƂugo i nikomu tego nie sprzedadzą. Będą to sobie oglądać z krewnymi jak odpustowe obrazki. Nie ma chyba w tej chwili bardziej raĆŒÄ…cego dowodu na to, jakie to wszystkie jest arbitralne i patykiem po wodzie pisane.

 RozgadaƂem się, ale to są naprawdę fascynujące tematy, uwaĆŒam. ZrĂłbcie moĆŒe kiedyƛ numer o ƛciemie w kulturze. Mieliƛcie o fejkach i teoriach spiskowych, to teraz wypadaƂoby o ƛciemie.

 

Ale trzymając się moĆŒe Twoich tropĂłw: masz oczywiƛcie rację, ĆŒe znajomoƛć biografii autora – co pseudonim uniemoĆŒliwia – pozwala a priori lokować jego tezy w polu „bezpieczne”, bądĆș „niebezpieczne”, tudzieĆŒÂ â€Ć›wiatƂe” – „obskuranckie”. Jak wiadomo, kto mĂłwi, to wiadomo, jakie ma intencje i czego się po nim spodziewać. Takie podejƛcie betonuje dyskusję w punkcie wyjƛcia, zawÄ™ĆŒa reakcje i grono rozmĂłwcĂłw, od razu profiluje kierunki rozmowy. Dlatego ja bym zachęcaƂ do uĆŒywania pseudonimĂłw, ĆŒeby moĆŒe w koƄcu coƛ powiedzieć tekstem, a nie swoim umocowaniem na mapie ĆŒycia kulturalnego. Nazwiska są przereklamowane.


Ten numer o ƛciemie to ƛwietny pomysƂ, chociaĆŒ jest blisko fejku, a taki juĆŒ mieliƛmy – wƂaƛciwie moĆŒna by to poƂączyć. Tymczasem jesteƛmy w numerze o teoriach spiskowych. Sądzę, ĆŒe jakaƛ częƛć naszej rozmowy będzie dotyczyć recepcji tego tekstu, a więc reakcji ludzi piĂłra i ƛrodowiska literackiego. CzytaƂem w komentarzach niektĂłrych osĂłb krytycznych, ĆŒe to tekst na zlecenie, ĆŒe zostaƂeƛ opƂacony, ĆŒe „ty i tacy jak ty”. Więc moje pytanie dekonspiracyjne byƂoby takie: kto, dlaczego i za ile Cię opƂaciƂ? I czy da się wyĆŒyć z szargania ƛwiętoƛci pola literackiego w Polsce, czy jednak na ĆŒycie codzienne zarabiasz szkalując Mateusza Morawieckiego jako poetę i sprzedając jego teksty kontentowi portalu Zuckerberga, a tu dorabiasz od ƛwięta? Trochę ĆŒartuje, a jednak wƂaƛnie ta kwestia ekonomiczna – nieopƂacalnoƛci pewnego modelu pisania ksiÄ…ĆŒek, modelu, dodajmy, wysokomodernistycznego – jest kluczowa rĂłwnieĆŒ dla Twojego tekstu i caƂego wywodu (obroƄcy autonomii pola literackiego powiedzieliby powiem, ĆŒe to wręcz ortodoksyjna, socjologiczna redukcja istotny literatury do sfery interesĂłw spoƂecznych).

 

BƂędnie sobie zaƂoĆŒono, ĆŒe pseudonim jest dla ochrony interesĂłw; ĆŒe jakbym napisaƂ pod nazwiskiem, to straciƂbym, a to jakieƛ stypendium, a to jakąƛ rezydencję literacką. Tymczasem pseudonim miaƂ jedynie takie funkcje, jak napisaƂem wyĆŒej, i oczywiƛcie kwestią fundamentalnej przyzwoitoƛci jest dla mnie to, ĆŒeby nie krytykować pod pseudonimem pracodawcĂłw. Ten tekst mĂłgƂ się narodzić zatem wyƂącznie z finansowej niezaleĆŒnoƛci od literatury. To jest tekst ze wszech miar zewnętrzny, nie tylko intelektualnie, ale i ekonomicznie. ByƂ pisany z takim poczuciem, ĆŒe jak się wyda, kim jestem, to nie ucierpi mĂłj portfel. A gdybym byƂ kimƛ ze ƛrodka, to mĂłgƂby ucierpieć, owszem, poniewaĆŒ literatura polska jest w tej chwili jak stragan komiwojaĆŒera. W Polsce o ksiÄ…ĆŒkach się nie debatuje, w Polsce ksiÄ…ĆŒki się wciska jak garnki. Gdybym byƂ ze ƛrodka tego systemu, to pewnie juĆŒ by mnie odsunięto od straganu.

 

A czy, w ƛwietle niektĂłrych wystąpieƄ komentariatu literackiego, posądzających Cię o socrealistyczne sympatie i niszczenie (szarganie, szkalowanie - wybierz sobie) piękna, uwaĆŒasz się za socrealistę, czy jednak bardziej za socparnasistę? I czy nie jesteƛ czasem bolszewikiem? Pytam, bo sam – jako krytyk zapamiętany z etykietki „poezji zaangaĆŒowanej”, ktĂłra dzisiaj brzmi doƛć retro – bywaƂem o ten bolszewizm podejrzewany. Więc moĆŒe jesteƛmy kolegami po sierpie i mƂocie i nawet o tym nie wiedzieliƛmy? 

 

Najbardziej mi się spodobaƂo takie okreƛlenie, ĆŒe jestem Krzysztofem Stanowskim polskiej krytyki literackiej. UznaƂem to za komplement. Nie dlatego, ĆŒebym ze Stanowskim sympatyzowaƂ. To czƂowiek zupeƂnie obcy mi ƛwiatopoglądowo. Ale niewątpliwie w tym Kanale Sportowym miaƂ co chwila nowe pomysƂy, duĆŒo produkowaƂ i zawsze staraƂ się prezentować jakieƛ ciągi rozumowaƄ, a nie tylko zƂote myƛli. Ze mną byƂo podobnie, w tym sensie, ĆŒe naprawdę się napracowaƂem. Ten tekst komponowaƂem doƛć dƂugo. PrzeczytaƂem pod jego kątem mnĂłstwo powieƛci, ktĂłrych wolaƂbym nie poznać. I juĆŒ niewaĆŒne, jak mi ten mĂłj esej wypadƂ. Ale nakƂad pracy byƂ realny. A po drugiej stronie często stali ludzie, ktĂłrzy piszą jakieƛ quasi-krytyczne teksty na kolanie i przypomina to większego blurba – bez ĆŒadnego pomysƂu, bez tez, bez prĂłby uzasadniania tych tez, tylko niekoƄczące się kompilacje ciągle tych samych egzaltowanych fraz. W ich tekstach kaĆŒda powieƛć jest zawsze czuƂa, wraĆŒliwa i przytomna. MĂłgƂby ich z Ƃatwoƛcią zastąpić ChatGPT.

 

Politycznie plasuję się gdzieƛ pomiędzy klasycznym liberalizmem a lewicowoƛcią, natomiast filozoficznie jestem skrajnym sceptykiem. UwaĆŒam, ĆŒe w ƛwiecie jest bardzo maƂo uzasadnieƄ i mnĂłstwo rzeczy pracuje na konwenansach, na tym, ĆŒe się jacyƛ ludzie na coƛ poumawiali, często dawno temu, ale nie umieją juĆŒ tego odkręcić, mimo ĆŒe to ciÄ…ĆŒy. DuĆŒo jest teĆŒ mitĂłw dla poprawy samopoczucia albo dla konstytuowania plemienia. Moim zdaniem – ujmę to jak doktor House – wszyscy kƂamią. Podam dobry przykƂad tego mojego skrajnego sceptycyzmu poznawczego. OtĂłĆŒ ja nie dowierzam temu, ĆŒe ludzie w ogĂłle czytają ksiÄ…ĆŒki. UwaĆŒam, ĆŒe nie ma ĆŒadnych dowodĂłw na to, ĆŒe ksiÄ…ĆŒki są czytane. Mamy twarde dane o obiegu ksiÄ…ĆŒek – o sprzedaĆŒy ksiÄ…ĆŒek i wypoĆŒyczeniach bibliotecznych – ale nie mamy przecieĆŒ ĆŒadnych twardych danych, jak obieg przekƂada się na czytanie, ile osĂłb rzeczywiƛcie przez ksiÄ…ĆŒki przechodzi, a ile porzuca lekturę lub wcale jej nie napoczyna. Mamy natomiast takie mocne dane o grach komputerowych, tutaj, dzięki rĂłĆŒnicy technologicznej, daƂo się to pomierzyć i wynik jest taki, ĆŒe wyraĆșna większoƛć graczy odpada jeszcze przed poƂową gry, a i takich jest niemaƂo, ktĂłrzy grają maksymalnie kilkanaƛcie minut. MoĆŒna to jakoƛ aproksymować dla ksiÄ…ĆŒek, z pewnym marginesem bƂędu oczywiƛcie, wynikającym z oczywistych rĂłĆŒnic między noƛnikiem ksiÄ…ĆŒki a noƛnikiem gry. KsiÄ…ĆŒka jest tak zbudowana, ĆŒe moĆŒesz po nią sięgnąć w biegu, gra wymaga jednak zasiadania w ƛciƛle okreƛlonym miejscu, choć konsole mobilne powoli zmieniają nawyki graczy. Generalnie jednak podobieƄstwa między grami a ksiÄ…ĆŒkami muszą zachodzić, bo to, co moĆŒe odwrĂłcić uwagę graczy od gier – niedostatek czasu wolnego, nadmiar pracy, przebodĆșcowanie mediami spoƂecznoƛciowymi, wieloƛć rozrywek streamingowych – to teĆŒ moĆŒe odwracać uwagę czytelnikĂłw od ksiÄ…ĆŒek. Wszyscy trąbią, ĆŒe warto czytać, a ja mĂłwię, ĆŒe trzeba najpierw dookreƛlić, czy naprawdę zachodzi jakieƛ szersze czytanie w spoƂeczeƄstwie. Nie kupowanie albo wypoĆŒyczanie, ale czytanie wƂaƛnie. Bo moĆŒe jest tak, ĆŒe jest jakieƛ parcie na czytanie, a tak naprawdę najwięksi orędownicy czytania co drugą ksiÄ…ĆŒkę rzucają w kąt doƛć szybko? Albo juĆŒ od lat, na przykƂad od studiĂłw, wcale nie czytają? UwaĆŒam, ĆŒe tego nie wiadomo wcale. Na pewno ĆŒadnym  dowodem nie są teksty powstające wokóƂ ksiÄ…ĆŒek. Bo czyjƛ tekst faktycznie moĆŒe wskazywać na dogƂębną lekturę, ale jest wiele takich tekstĂłw, ktĂłre bazują na szablonach, schematach, sƂowach-kluczach, ƛrodowiskowym kodzie i w sumie nie wiadomo, czy ktoƛ przez daną ksiÄ…ĆŒkę rzeczywiƛcie przebrnąƂ, czy moĆŒe tylko replikuje i rekonfiguruje ogĂłlne zasady retoryczne tych kręgĂłw, z ktĂłrych dana ksiÄ…ĆŒka wyrasta. Czego niby dowodzą teksty przeciętnego dyĆŒurnego krytyka? PrzecieĆŒ to jest mielenie kilku tych samych sloganĂłw. To nijak nie mĂłwi, ĆŒe oni czytają cokolwiek poza samymi sobą. Dowodem czytania byƂoby tylko takie monitorowanie konsumpcji treƛci, jakim dysponujemy w branĆŒy gier komputerowych, gdzie moĆŒna dzięki technologii ustalić, ile czasu gracz spędziƂ w grze i jakie dokƂadnie zadania wykonaƂ. PĂłki nie ƛledzimy takich parametrĂłw w czytaniu, to zdanie „warto czytać” jest raczej spoƂeczną konwencją niĆŒ sądem umocowanym w twardych danych. A ƛledzenie takich parametrĂłw w czytaniu wymagaƂoby dalszej popularyzacji ebookĂłw, a potem chęci wƂaƛcicieli chmur z ebookami do sporządzania i publikowania rĂłĆŒnych raportĂłw. Stoję więc w takim zabawnym miejscu: formuƂuję swoją wizję powieƛci, gƂoƛno ją prezentuję, a jednoczeƛnie mam powody wątpić, czy w ogĂłle odbywa się taki proces spoƂeczny, jak czytanie.

 

Trochę Cię zdekonspirowaƂem i Adam Wrotz nabiera rumieƄcĂłw, ale teĆŒ trochę mnie te pąsy przeraĆŒają, bo wybrzmiewa z nich taki technokratyczno-taksonomiczny model, od ktĂłrego w humanitas staramy się uciec, a przynajmniej prĂłbujemy się przed nim obronić. Swoją drogą - to ciekawe, ĆŒe w dobie fejsbukowych baniek znika coƛ takiego jak polemika krytycznoliteracka; ludzie wymieniają się opiniami, komentarzami, ale nikomu nie chce się napisać tekstu, ktĂłry merytorycznie odpowiedziaƂby na TwĂłj gƂos. Wracam do meritum – pojawiƂy się teĆŒ takie argumenty, ĆŒe – i tu dostrzegƂbym element pamfletowy - nie doczytaƂeƛ wystarczająco duĆŒo polskiej prozy. Bo np. Ɓukasz Krukowski w „Mam przeczucie” pisze o bitcoinach i egzystencjalnym hazardzie epoki algorytmĂłw, Jakub Ć»ulczyk leci z sagą o warszawskim dilerze, a Adam Kaczanowski - ktĂłrego ostatnio czytaƂem – w „Ze SƂowackiego” to nawet caƂą ksiÄ…ĆŒkę rozpisuje na forum grupy dyskusyjnej, co z tego, ĆŒe z Kafką w tle. Są to więc jawne przykƂady zaprzeczające Twojej tezie, ĆŒe bohater polskiej prozy nie kupiƂ sobie komputera. KupiƂ, ba, nawet potrafi z niego korzystać. Kilku ma tablety i smartfony. Zapewne juĆŒ Zbigniew KruszyƄski w swojej debiutanckiej powieƛci z 1995 korzystaƂ wƂaƛnie z komputera, bo wysyƂa w niej sygnaƂy, ĆŒe mu ktoƛ (kobieta) przeszkadza w stukaniu w klawiaturę i raczej nie jest to klawiatura maszyny do pisania
 Czy zatem rzeczywiƛcie jest tak Ćșle, ĆŒe nie nadÄ…ĆŒamy literacko za wspóƂczesnoƛcią nowych mediĂłw (wiadomo – poezja miaƂa swoje momenty fascynacji hasƂem „noƛnik jest przekazem” od neolingwistĂłw, przez Perfokartę po Rozdzielczoƛć Chleba), czy po prostu postanowiƂeƛ ryzykownie dobrać przykƂady pod tezę? A jeƛli problem nie dotyczyƂby tego symbolicznego „laptopa”? Jako przykƂad istotny – prĂłba uchwycenia dynamiki przemian cywilizacyjnych – funkcjonuje w Twoim tekƛcie legendarna „Lalka” Prusa – i to chyba nie tyle jako model powieƛci realistycznej, ile wƂaƛnie takiej, w ktĂłrej „zmieƛci się” kontekst epoki. I zastanawiam się – jako zwolennik teorii odbicia raczej w duchu frankfurtczykĂłw, jako pewnego „osadu” rzeczywistoƛci w dziele sztuki - czy aby nie jest tak, ĆŒe ta treƛciowa ubogoƛć naszej prozy względem „procesĂłw historycznych” i „globalnych”, o ktĂłre się upominasz, nie jest po prostu konsekwencją naszej – jako kraju – marginalnej roli w tych procesach? O ile eksperyment poetycki zachęca do indywidualnego mierzenia się z nowinkami, wynika z czucia się ƛwiatową wspĂłlnotą zmarginalizowanych, o tyle dynamika naszej prozy (w duĆŒej mierze ostatnio albo poetyckiej, albo postpamięciowej, albo „steatralizowanej”) po prostu doskonale oddaje wƂaƛnie peryferyjnoƛć Polski? A wĂłwczas ta „uboga” proza robi dokƂadnie to, co powinna i co moĆŒe robić: odsƂania logikę globalnego kapitaƂu, wobec ktĂłrej stoimy na straconych pozycjach?


Odnalezienie się w moim tekƛcie wymaga na pewno traktowania komputera inaczej niĆŒ jako awangardowy artefakt. Mnie zupeƂnie nie chodziƂo przecieĆŒ o to, ĆŒeby komputer zafunkcjonowaƂ w literaturze jako ƛrodek wyrazu, jako organizator języka i ukƂadu tekstu, jako taka maszyna, ktĂłra przetasowuje skƂadnię i dramaturgię w jakimƛ formalnym eksperymencie. Ja w ogĂłle miaƂbym tu taki zarzut do awangardy, ĆŒe ona stając wobec spektakularnych przeƂomĂłw technologicznych, to nie te przeƂomy w istocie oddaje – w ich ĆșrĂłdƂach, kontekstach cywilizacyjnych, znaczeniu dla wizji antropologicznych i dla szerokich procesĂłw spoƂecznych – a jedynie prĂłbuje ustawiać sam język pod te przeƂomy, wsączyć blask tych przeƂomĂłw w strukturę gramatyczną, w rozsadzanie języka. To, co ma awangarda do zaproponowania w tym obszarze, to nie jest diagnoza i panorama technologii, jej podstaw i skutkĂłw, tylko prĂłba naƛladownictwa technologii w języku. W poezji to miewa swĂłj wdzięk i swoją magnetycznoƛć, owszem, ale na przykƂad w eseistyce prowadzi do quasi-naukowego beƂkotu. Przeciętny czytelnik się od tego odbije estetycznie, a naukowiec to przeƛmieje. Nigdy nie rozumiaƂem, dla kogo jest tego rodzaju pisanie. Jaki jest niby target takich awangardowych manifestĂłw, ktĂłre nie są w przeƂomie technologicznym osadzone ani naukowo, ani teĆŒÂ rozlegƂoƛcią filozoficznej refleksji, tylko po prostu językową brawurą. Zawsze podejrzewaƂem energię awangardową o blagę, trochę w takim duchu: ani nas w czasie rewolucji nie ma w nauce, ani w inĆŒynierii, ani w parlamencie, ani w biznesie, ani nawet w filozofii, więc przynajmniej sprĂłbujemy być w językowych kreacjach. Awangarda jawi się tu jako taki sen ƛniony na uboczu. Jest trochę jak prĂłba robienia zakupĂłw pieniędzmi z Monopoly.

 

Jako pana od awangardy, tak badawczo, ale teĆŒ jeƛli chodzi o preferencje estetyczne, boli mnie serduszko, kiedy tak piszesz, ale dobra, przeƂknę, bo to nie o mnie. Co z tymi urządzeniami?


Nie chodziƂo mi o awangardową obecnoƛć komputera – jako sposobu na przeoranie konwencji językowej – ani tym bardziej o to, ĆŒeby komputer byƂ jedynie atrybutem czy rekwizytem, narzędziem do wysƂania mejla, sprawdzenia newsĂłw czy stanu konta w banku. MĂłj postulat byƂ fundamentalny: sportretować w powieƛci rewolucję cyfrową w taki sposĂłb, jak wczeƛniej portretowano rewolucje przemysƂowe – w caƂej panoramie, na wielu poziomach. Tym samym wiele powieƛci musiaƂem odrzucić, mimo ĆŒe literalnie komputer się w nich pojawiaƂ. Prowokacyjny tytuƂ tekstu – czy bohater polskiej powieƛci kupiƂ juĆŒÂ sobie komputer? – mĂłgƂ zostawiać z wraĆŒeniem, ĆŒe sama obecnoƛć komputera mi wystarczy, ale naleĆŒaƂo przeczytać caƂy szkic, ĆŒeby się zorientować, ĆŒe ja nie chcę jakiegokolwiek ƛladu komputera, a duĆŒych fabuƂ o cyfryzacji, naznaczonych większymi rozpoznaniami spoƂeczno-polityczno-filozoficznymi. ChciaƂem powieƛci będącej mapą intelektualną naszego czasu, a nie odpryskiem. Poza tym mĂłj tekst miaƂ pewne istotne zaƂoĆŒenie: skupiać się na powieƛciach lansowanych przez krytykĂłw i influencerĂłw ksiÄ…ĆŒkowych i przewijających się w nominacjach do nagrĂłd czy w werdyktach nagrĂłd. UwaĆŒam, ĆŒe nagrody to jest waĆŒne narzędzie kreowania ĆŒycia kulturalnego, zwykle jest bardzo duĆŒe ciƛnienie na to, by je otrzymywać, więc przyznam, ĆŒe trochę mnie rozbawiƂo, gdy mi wytykano, ĆŒe nagrody nie są wcaleÂ ĆŒadnym punktem odniesienia i powinienem z tego kryterium zrezygnować. Często sugerowaƂy to osoby, ktĂłre wczeƛniej zrobiƂy wyjątkowo duĆŒo na rzecz – tak to nazwijmy – nagrodozy ĆŒycia literackiego. Nikt nie chciaƂ tych nagrĂłd wziąć za czynnik krytycznoliteracki, mimo ĆŒe wszyscy się o nie biją. Nagle nagrody okazaƂy się gorącym kartoflem.

 

Oczywiƛcie niektĂłrych autorĂłw pominąƂem pochopnie czy bƂędnie. Na przykƂad MichaƂa RadomiƂa Wiƛniewskiego. On pewnie speƂniaƂ kryteria mojego szkicu. Ktoƛ jeszcze by się znalazƂ. Ale to raczej naleĆŒaƂoby uzupeƂnić jedynie gwoli ƛcisƂoƛci, bo ostatecznie to nijak nie obala tez mojego eseju, to tylko wyjątki potwierdzające reguƂę. Polska powieƛć generalnie nie zauwaĆŒa rewolucji cyfrowej w taki sposĂłb, w jaki „Lalka” wychwytywaƂa rewolucje przemysƂowe itp.

 

Tu Ci przerwę, bo to teĆŒ taki element spiskowy, tzn. dekonspiracyjny, ktĂłry w tym tekƛcie akurat lubię. Doƛć wąsko (moĆŒe za wąsko) rozumiesz pole literatury pięknej, a samą krytykę jako nieodƂączną od gry o interesy w tym polu. Ale to wƂaƛnie naraĆŒa ten tekst na zarzut – nie zakwestionowanie linii argumentacyjnej, tylko wƂaƛnie tej wąskiej definicji literatury i sposobu doboru autorĂłw. To moje pytanie o „marginalnoƛć” rĂłwnieĆŒ jest z tej przestrzeni, tzn. rozszerza kontekst analizy

.

Bardzo mi się podoba Twoja prĂłba ustawienia tematu pod peryferyjnoƛć Polski, pod jej prowincjonalnoƛć (w niepejoratywnym znaczeniu tego sƂowa). To jest waĆŒny trop, ale w moim odczuciu naleĆŒy go odczytywać a rebours. Wydaje mi się bowiem, ĆŒe ta marginalizacja ideowa i technologiczna Polski byƂa problemem doby rewolucji przemysƂowych, z ktĂłrych zostaliƛmy w duĆŒej mierze wyƂączeni przez zabory, a nie jest juĆŒÂ problemem rewolucji cyfrowej, w ktĂłrej zyskujemy sporą przewagę nad innymi paƄstwami dzięki brakowi dƂugu cyfrowego. Nasz polski kapitalizm jest w zasadzie toĆŒsamy czasowo z waĆŒnymi postępami cyfrowymi. Nie znamy poprzednich etapĂłw, bo nie doznaliƛmy tamtego kapitalizmu. Tym samym rozmaite nowinki cyfrowe wdraĆŒamy dziƛ z gruntu, a ZachĂłd nierzadko musi do nich dostosowywać infrastrukturę z lat 70. czy 80. XX wieku, co jest kosztowne i dƂugotrwaƂe. W USA trudniej niĆŒ w Polsce pƂacić kartą zapisaną w smartfonie, a niemieckie szkoƂy są gorzej wyposaĆŒone od polskich i kompetencje cyfrowe niemieckich nastolatkĂłw są mniejsze. Niemcy w ogĂłle są technologicznym skansenem, w tym paƄstwie ciągle trzeba telefonować do urzędĂłw czy wysyƂać papiery dla zaƂatwienia spraw urzędowych. Oczywiƛcie Polska jest bardziej konsumentką niĆŒ kreatorką, to USA tworzą te technologie, to ich naukowcy i ich korporacje prowokują postęp, ale Polska ma tu kilka mocnych kart. OprĂłcz braku dƂugu cyfrowego takĆŒe bazę spoƂeczną, kadrową – duĆŒÄ… liczbę inĆŒynierĂłw, wszak kierunki politechniczne byƂy w PRL-u szansą awansu spoƂecznego, i III RP utrzymaƂa ten ciąg. Wielu znanych mi programistĂłw pochodzi z rodzin robotniczych czy wiejskich. Wypadamy tu o wiele korzystniej niĆŒ niejedno paƄstwo Zachodu. A zatem Polska, po raz pierwszy w swojej historii, stanęƂa przed szansą wykonania skoku cywilizacyjnego. Tylko problem jest tu taki, ĆŒe do literatury waga tych zagadnieƄ nie przenika. Wydaje mi się, ĆŒe polska literatura piękna niejako chce doƛnić rewolucje przemysƂowe, a nie być partnerką nowej rewolucji cyfrowej. Widać to choćby w tej ƛmiesznej ksiÄ…ĆŒce Bartosza Sadulskiego, ktĂłry ewidentnie prĂłbuje zrobić duĆŒy temat z lokalnych korzeni przemysƂu naftowego. To jest ƛciganie się z duchami. I zaciąganie hamulca debaty. Literatura piękna tym samym przestaje być potrzebna, gdzie indziej trzeba szukać opisĂłw tego naszego momentu politycznego, ekonomicznego i kulturowego. MoĆŒe to sztuczna inteligencja lepiej mi wyjaƛni polskie perspektywy w czasie rewolucji cyfrowej niĆŒ polski pisarz i polska pisarka? MoĆŒe wybiorę rozmowę z Chatem GPT niĆŒÂ czytanie polskich ksiÄ…ĆŒek?

 

Trzeba teĆŒ sobie chyba otwarcie powiedzieć brutalną prawdę: ƛrodowiska literackie najnormalniej w ƛwiecie nie nadÄ…ĆŒają, choć prĂłbują. PrzysƂuchiwaƂem się ostatnio rozmowie o styku sztucznej inteligencji i poezji; o wpƂywie AI na poezję. To byƂo ƛmieszno-straszne, bo ĆŒaden z panelistĂłw nie bardzo pojmowaƂ, o czym mĂłwi. Ja nie wiem, czy tu nie pokutuje takie snobistyczne przekonanie, ĆŒe technologie są dla piwniczakĂłw, dla rĂłĆŒnej maƛci komputerowych geekĂłw, a nie dla „powaĆŒnych dorosƂych”, i jeƛli literat o tym mĂłwi, to jedynie z pewnym poczuciem wyĆŒszoƛci, z szyderczym uƛmiechem, maskującym niewiedzę. Od dawna w kontakcie z literatami czuję nieprzyjemny zapach pogardy dla ƛwiata technologii. MoĆŒe to się wiÄ…ĆŒe z tym, ĆŒe ten ƛwiat technologii wyprzedziƂ literaturę finansowo o kilka dƂugoƛci? Przy czym jest to pogarda odwzajemniona i literatura tego pojedynku na pogardę nie ma szans wygrać. Dla kultury najlepiej by byƂo, gdybyƛmy się z tym odium pogardy uporali, lepiej zintegrowali obszary dyskursu.

 

PomyƛlaƂem jeszcze o rzeczy, ktĂłrą czasem zajmuje się zawodowo na uczelni – o metakrytyce. MĂłwisz: chodziƂo mi o to i tamto, chciaƂbym, ĆŒeby powieƛć tak a tak, nie tylko, ale rĂłwnieĆŒ. CaƂy TwĂłj tekst to, prĂłcz elementĂłw pamfletowych, krytyka postulatywna, tzn. taka, w ktĂłrej opis rzeczywistoƛci podporządkowany jest tezom skierowanym na jej przeksztaƂcenie. Jakoƛ niespecjalnie mnie dziwi, ĆŒe częƛci ƛrodowiska literackiego skojarzyƂ się więc z minioną epoką, a przykƂad z „Lalką” jeszcze te skojarzenia wzmocniƂ. Ale moĆŒe problem z recepcją tego szkicu i caƂa inba o niego nie dotyczy tego, o czym juĆŒ mĂłwiliƛmy, a wƂaƛnie nieobecnoƛci krytyki postulatywnej w prozie (w poezji jest, walczyƂo o nią moje pokolenie, a wciÄ…ĆŒ wzbudza opĂłr)? Funkcja postulatywna krytyki, ta projektująca i wiÄ…ĆŒÄ…ca ją z ĆŒyciem spoƂecznym poprzez analizę i krytykę zjawisk estetycznych umiera na naszych oczach. Recenzje negatywne, chociaĆŒ powstają, nie odnoszą się do programu estetycznego krytyka/krytyczki, tylko często mają charakter doraĆșnych wskazaƄ na konkretne, negatywne lub nieudane elementy dzieƂa lub obiegu ksiÄ…ĆŒki. WĂłwczas bardzo Ƃatwo jest pomylić krytykę (jako praktykę intelektualną) z negatywną opinią, a opinię z hejtem, inbieniem i trollowaniem. Zaczynasz tekst odwoƂaniem do dwĂłch krytycznych (w sensie: niepochlebnych) recenzji, chwalisz je za odwagę, a z tego, co wiem z komentariatu, obie krytyczki wcale nie stanęƂy pĂłĆșniej po twojej stronie, przeciwnie.

 

Ja rzeczywiƛcie występowaƂem z pozycji większego programu estetycznego czy teĆŒ epistemologicznego, i bardzo się cieszę, ĆŒe w tej rozmowie z Tobą udaƂo mi się go przybliĆŒyć. Ten program moĆŒna sprowadzić do dwĂłch haseƂ. Pierwsze brzmi tak: teorie literaturoznawcze są bardziej wewnętrzną grą same ze sobą (przy czym ja w ĆŒadnym razie nie chcę tej gry pochopnie deprecjonować, nazywać ją zbyteczną) niĆŒ opisem twardych reguƂ ƛwiata, tym samym wolno mi się pokusić o duĆŒÄ… swobodę wƂasnych postulatĂłw. A drugie: ƛwiat się dezintegruje, i to dezintegruje się nierĂłwnomiernie, i jeƛli literatura piękna nie chce być w tej dezintegracji na straconej pozycji, jako sƂabsze pole, musi podjąć pewien wysiƂek; być moĆŒe nieudany, to juĆŒÂ inna rozmowa. Takie stawianie sprawy moĆŒe się niektĂłrym, tak jak mĂłwisz, kojarzyć politycznie, nawet z totalitaryzmem („jak on ƛmie rozkazywać komukolwiek, jak naleĆŒy pisać?!”), ale chyba nie to skojarzenie jest zasadniczą przyczyną niezadowolenia, z ktĂłrym przyjęto mĂłj tekst. To niezadowolenie jest raczej konsekwencją totalnej nieortodoksyjnoƛci tego szkicu. Oto o gatunku powieƛci odwaĆŒyƂ się napisać ktoƛ, kto nie zostaƂ namaszczony do zabrania gƂosu. Ani mnie koƂa polonistyczne nie upowaĆŒniƂy do mĂłwienia, ani prozaicy. Tu jest pies pogrzebany. Recepcja tekstu byƂa duĆŒo cieplejsza w innych koƂach, wƛrĂłd filozofĂłw na przykƂad.


Będę konsekwentnie trzymaƂ się tego przeƛwiadczenia, ĆŒe nieobecnoƛć danych procesĂłw i zjawisk w ĆŒyciu literackim czy dominujący charakter innych doƛć prosto moĆŒna wyjaƛnić obiegiem pieniądza. Ja generalnie duĆŒo rzeczy lubię wyjaƛniać filozofią pieniądza, ale w sumie trudno inaczej. Bardzo się dziwię ludziom, ktĂłrzy generalnie czują wagę mamony, zgodzą się, ĆŒe to jedna z największych namiętnoƛci ludzkoƛci, a w opisie mechanizmĂłw ĆŒycia kulturalnego jakoƛ od tego uciekają. Ani nie chcą mĂłwić o ponoszonych przez siebie kosztach, ani o tym, ĆŒe oferowane im pieniądze są za maƂe. Krytyki postulatywnej nie ma, bo jest po prostu droĆŒsza niĆŒ ta reakcyjna, będąca prostą odpowiedzią na konkretną ksiÄ…ĆŒkę. Ć»eby uprawiać krytykę postulatywną, trzeba najpierw zbudować sobie swoją wƂasną filozofię, siatkę pojęć i strukturę rozumowaƄ, a to kosztuje. Taka krytyka wymaga teĆŒ dƂuĆŒszych i gęstszych tekstĂłw, bo pracuje bardziej z caƂą rzeczywistoƛcią niĆŒ z daną ksiÄ…ĆŒką, a dƂuĆŒsze i gęstsze teksty teĆŒ kosztują więcej.


Popatrz, ile ƛwietnych rzeczy brak pieniądza zniszczyƂ w poezji. WeĆșmy choćby Twoje kultowe rokroczne podsumowania sezonu poetyckiego, publikowane w „MaƂym Formacie”. Nagle to się urywa, bo trudno wygospodarować na to czas i siƂy poƛrĂłd Twoich rozlicznych obowiązkĂłw akademickich i innych krytycznych, ale przecieĆŒ czƂowiek kalkulowaƂby zupeƂnie inaczej, gdyby ktoƛ mu za takie monumentalne teksty, jak te Twoje, oferowaƂ cztery czy pięć tysięcy zƂotych. Literatury polskiej nie stać na te Twoje ƛwietne teksty i w ogĂłle nie stać jej na utrzymywanie takich energicznych, ĆŒywioƂowych, pomysƂowych i zdeterminowanych krytykĂłw, i to jest największy dramat. Oczywiƛcie tutaj musi paƛć pytanie: ale skąd moĆŒna by te pieniądze zaczerpnąć? Mam tu kilka refleksji, Ty pewnie rĂłwnieĆŒ, ale to moĆŒe na inną rozmowę czy inny tekst.


Dzięki, miƂo mi, chociaĆŒ nie umiem przyjmować komplementĂłw. To, ĆŒe cenisz te podsumowania (pewnie dlatego wywoƂaƂeƛ mnie do gƂosu), teĆŒ pokazuje Cię jako doƛć dziwną personę w naszej literaturze: patrzysz na literaturę piękną jako caƂoƛć, bez rozdarcia, zarazem trochę archaicznie, tzn. na prozę i poezję, a juĆŒ niekoniecznie na literaturę faktu, ktĂłra wydaje się być dzisiaj najbardziej dynamiczną gaƂęzią, odpowiadającą wƂaƛnie na Twoje mimetyczne i poznawcze postulaty (ale moĆŒe Ćșle odpowiadającą?). Myƛlę teĆŒ o rozdarciu krytyki prozy na tę zobowiązaną wobec rynku i jego sprzedaĆŒowych gier oraz na tę popularyzacyjno-mediacyjną, ktĂłra gada przede wszystkim o tym, ĆŒe trzeba czytać, popularyzować czytelnictwo, zachęcać, a nie zniechęcać (o fikcyjnoƛci tego mniemania sam mĂłwiƂeƛ). Tu widzę jednak impas, bo wƂaƛciwie w obu nurtach znika miejsce na wartoƛciowanie. Poezji grozi to mniej, bo w duĆŒej mierze jest nierynkowa i chociaĆŒ reguluje ją pewien obieg idei i estetyk, są jakieƛ koniunktury, to wciÄ…ĆŒ margines produkcji literackiej; a poza tym ma ona – jak się zdaje – zawsze wyĆŒszy prĂłg wejƛcia, wymaga od odbiorcy przynajmniej minimalnego wysiƂku poznawczego i intelektualnego, zanim okaĆŒe się owocna poznawczo. Dobra proza, przynajmniej w postulowanym przez Ciebie modelu, realizującym intelektualny interes klasy ƛredniej (tak jak proza realistyczna realizowaƂa interes mieszczaƄstwa), powinna objaƛniać się sama, z wnętrza, a do tego jeszcze zgƂębiać ƛwiat i dokonywać jego syntezy. Jesteƛmy tu w klasycznej socjologii literatury. Forma, ktĂłra przyjąƂ Mann, bo z jego przykƂadu korzystasz, byƂa naturalną formą wyrazu i sposobem snucia opowieƛci dla jego klasy spoƂecznej i czasu. Nie musiaƂ jej „wynaleĆșć”, po prostu zachodziƂa tu zgodnoƛć interesu, ƛwiadomoƛci spoƂecznej i formy estetycznej. MoĆŒe teraz gdzie indziej lokuje się i interes, i ƛwiadomoƛć spoƂeczna, więc walka o jakąkolwiek formę epickiej powieƛci o ƛwiecie jest retro-, bo jest prĂłbą wpasowania dzisiejszego ƛwiata w dawne rozpoznania? Ja bym powiedziaƂ, ĆŒe naturalną formą estetyczno-narracyjną dla dzisiejszej klasy ƛredniej jest serial telewizyjny w formacie HBO czy Netflixa, a więc taki z dƂuĆŒszymi, czasami godzinnymi odcinkami i kolejnymi sezonami (od „Rodziny Soprano”, przez „The Wire” po „House of Cards”). To tam rozpoznaje się wzorce zachowaƄ i tam siƂują się stanowiska. W tym sensie moĆŒe o powieƛć w duchu socjologicznym – jako odbicie stosunkĂłw spoƂecznych, a więc konfliktĂłw naszego ƛwiata - po prostu nie warto juĆŒ walczyć, bo sama powieƛć jako gatunek i zarazem forma narracyjna naleĆŒÄ… do przeszƂoƛci, leĆŒÄ… gdzieƛ na zapleczu? I wƂaƛnie na tym zapleczu, wƛrĂłd rupieci, ƛnią o tym, co byƂo.


Racja oczywiƛcie. Powieƛć jest gatunkiem silnie uwarunkowanym epokowo, rodzi się stosunkowo pĂłĆșno, moĆŒe teĆŒ nagle obumrzeć. Mamy tu do czynienia z narzędziem doraĆșnym, ktĂłre się zuĆŒywa. Ja sam z największych zjawisk kulturalnych ostatnich lat najbardziej cenię sobie nie ĆŒadną powieƛć, a grę „Red Dead Redemption 2”, ktĂłra stworzyƂa ƛwiat przedstawiony niemoĆŒliwy w ĆŒadnej powieƛci, bo nie tylko wielowątkowy, rozbudowany spoƂecznie i psychologicznie, peƂen obiektĂłw, zjawisk i systemĂłw, ale teĆŒ – co typowe dla gier – interaktywny i dający poczucie losowoƛci wielu spraw. Trudno powieƛci konkurować z tak duĆŒÄ… plastycznoƛcią narracji i z szansą tak intensywnego wczucia. Co ciekawe poezja wypada tutaj korzystniej niĆŒ powieƛć, bo jej istoty – ktĂłrą nie jest odbijanie i prognozowanie ƛwiata, a raczej autorskie i hermetyczne (w dobrym znaczeniu sƂowa hermetyzm) przesunięcia w obrębie ƛwiata – nie sposĂłb oddać i zarazem przeƛcignąć w grze komputerowej. ZauwaĆŒyƂem zatem, ĆŒe o ile wciÄ…ĆŒ jestem otwarty na nowe wiersze, o tyle nowe powieƛci juĆŒ mnie nie ekscytują. I takich ludzi, jak ja, jest więcej – zaangaĆŒowanych w kulturę, poruszających się w jej obrębie ƛwiadomie i z wolnoƛcią, wydających na nią pieniądze, ale juĆŒ niekoniecznie wkƂadających do koszyka tak wiele powieƛci, jak jeszcze dziesięć lat temu. Jeƛli wydaję na jedną grę ponad trzysta zƂotych i teĆŒ caƂkiem duĆŒo na abonamenty serwisĂłw streamingowych, a nie chce mi się czytać powieƛci za czterdzieƛci zƂotych, to o czymƛ to ƛwiadczy, i to zdecydowanie nie ja mam problem, tylko proza.

 

Czy są to zjawiska odwracalne? Ja jednak, mimo wszystko, sprĂłbowaƂbym podjąć duĆŒÄ… walkę o intelektualną przydatnoƛć powieƛci. To chyba ostatni moment na to. A dlaczego bym tę walkę podjąƂ? Dlatego, ĆŒe najlepsze gry i najlepsze seriale, z natury swojego medium, mają duĆŒy potencjaƂ poĆŒerania czasu i energii. Wciągają bardziej, prowokują do maratonĂłw, ale tym samym silniej obciÄ…ĆŒają organizm, są kosztowniejsze dla ukƂadu nerwowego. Niewątpliwie przydaƂoby się czƂowiekowi wspóƂczesnemu większe zrĂłwnowaĆŒenie sygnaƂów, momentami wolaƂbym posiedzieć z duĆŒÄ…Â powieƛcią, a nie z duĆŒÄ… grą, sęk w tym, ĆŒe powieƛć nie trzyma juĆŒ ręki na pulsie, straciƂa noƛnoƛć tematyczną, nie moĆŒe być konkurencyjna. Wybieram więc coƛ innego niĆŒ powieƛć. To tak samo, jak z transportem. W sumie byƂbym zainteresowany podrĂłĆŒami pociągami po Europie, umiem rĂłĆŒne korzyƛci przedstawić, ale ta sieć poƂączeƄ międzynarodowych w Europie dziaƂa tak, ĆŒe jednak wybieram samolot. Dajcie mi szybszy pociąg, to będę mniej lataƂ. 

 

WƂaƛnie przekraczamy 50 tys. znakĂłw, a nie chcemy chyba, ĆŒeby wyszƂy z tego „Rozmowy polskie zimą roku 2023”, więc dla higieny silnika strony „ZakƂadu” utnę lot w tym miejscu. Dzięki, byƂa to dla mnie zaskakująco intelektualna i wciągająca wymiana. Ciekawe, co na to czytelnicy Twojego peja, oni chyba nie przywykli do takich dƂugich tekstĂłw (naszego, „zakƂadowego” zresztą pewnie teĆŒ nie)
 Masz pomysƂ na jakąƛ formuƂę reklamową?

 

Najskuteczniejszą reklamą są zawsze polemiki. MoĆŒe po prostu odpowiem Zycie Rudzkiej, ktĂłra w rozmowie z Wojciechem Szotem stwierdziƂa, nawiązując do mojego tekstu:  „Nie potrzebujeÌš komputera, by coś powiedzieć o wspoÌĆ‚czesnym świecie”. Ja juĆŒÂ pomijam, ĆŒe uparto się ten „komputer” rozumieć artefaktowo czy rekwizytowo, mimo ĆŒe przecieĆŒ nie w tym rzecz w moim eseju. Problem jest jednak przede wszystkim w tym, ĆŒe ludzie mają problem z wƂaƛciwym dookreƛleniem „wspóƂczesnoƛci”. Zyta Rudzka pewnie uwaĆŒa, ĆŒe skoro w jej powieƛci jest o biedzie, to jest to powieƛć wspóƂczesna, bo przecieĆŒ biedę wszyscy ciągle oglądamy wokóƂ siebie. Tymczasem ta bieda, ktĂłrą widzimy, nie jest wcale związana istotowo z naszym czasem. To nie nasza epoka ją rodzi. To jest bieda wyrastająca ze struktur neoliberalizmu lat 90., a gƂębiej patrząc – z sięgającego XIX wieku klasizmu kapitalistycznego (w odrĂłĆŒnieniu od klasizmu feudalnego, z ktĂłrego jakoƛ wyszliƛmy dzięki zniesieniu paƄszczyzny). To są zagadnienia gƂęboko zdiagnozowane. Ta bieda od lat ma swoje liczne reprezentacje powieƛciowe, eseistyczne, poetyckie i naukowe. Utrzymywanie, ĆŒe napisana dzisiaj powieƛć o biedzie jest wspóƂczesna, to straszliwe nieporozumienie. I objaw szerszego problemu polskich elit humanistycznych i artystycznych  – przemielania ciągle tych samych wątkĂłw i uznawania wszystkiego za wielkie odkrycie. Polskiemu inteligentowi niewiele potrzeba, ĆŒeby go olƛnić, dać mu wraĆŒenie nowoƛci, ƛwieĆŒoƛci i przeƂomu. Polski inteligent nie jest zbyt wybredny. UwaĆŒam, ĆŒe w tym nurcie narracyjnym, o ktĂłrym teraz wspominam, jakiƛ oryginalny intelektualnie poĆŒytek wynikaƂ wyƂącznie z ksiÄ…ĆŒki „GnĂłj” Kuczoka i z filmu „Czeƛć Tereska” GliƄskiego. MoĆŒe coƛ jeszcze by się znalazƂo. A potem z biedy, z przemocy domowej, z wykluczenia ekonomicznego, z tego napięcia wraĆŒliwa jednostka vs ƛwiat, z jakiegoƛ egzystencjalnego survivalu zrobiono juĆŒÂ tylko marketingową dĆșwignię. Pozycję poznawczą polskiego inteligenta i polskiego artysty najlepiej chyba oddać przez sparafrazowanie inĆŒyniera Mamonia, ktĂłry pytaƂ, co wyraĆŒa twarz polskiego aktora. Ja mogę zapytać: co wyraĆŒa myƛl polskich elit.  I odpowiadam wƂaƛnie jak MamoƄ: nuda, nic się nie dzieje, mam ochotę wyjƛć, i wychodzę.


KONIEC (...ale czy na pewno?)

ZAKƁAD
magazyn spoƂeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 WrocƂaw
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze ƛrodków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – paƄstwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach WrocƂawskiego Programu Wydawniczego: WrocƂawski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page