top of page

Martyna Rogacka - zestaw pięciu wierszy


Agnieszka Apoznańska, Głęboki błękit, 2024, olej na płótnie, 120x120 cm



Panu już dziękujemy 


Niby jeszcze w stronę słońca, ale wosk 

parzy tylko skórę. 


Pada deszcz. Na skwerze imienia Zarchiwizowane 

dajcie mi zajarać, bo już nie wytrzymam. Zaciągam 

kaptur i wracam do domu. Szarpanie w biodrze 

wnosi jedynie news o huraganie 

i nic ponad to.



Ki diabeł 


pozbierał kości i zawrócił. Sprawdzam czy potrafię

wejść z powrotem w delikatne, spuścić w dół

puścić soki. 


Pod poduszką czeka wykrzywiona twarz najstarszej

próbuję oswajać biszkoptem, głaskać pluszem kolce

(igła boli przez jedwab, zaraz przy splocie).



Październik 


chrzęścił chłodem. Pakowałeś korzenie 

w kieszenie mojej kurtki, puszczałeś 

pierwszą parę z ust. Przez płot i dalej 

te czerwone uszy, szalik taki długi 

mogłabym się nim trzy razy owinąć. 


Z nudów patrolowaliśmy okoliczne nory 

opowiadałeś o drzewach, staliśmy obok siebie

duplex dla zapałek ze zmarzniętych dłoni: 

brakuje krążenia! Trzymałam dym w sobie i ciebie też dużo. 


Zawsze na szagę. Wpadałeś w szczeliny, 

burzyłeś jak woda, jesteś jeszcze? Po drugiej stronie ślisko

i dotykam kamień, a przecież to zajęcze serce! 


Po zmroku wracaliśmy, wtedy zasypiałam 

słyszałam, jak się trzęsie. Jesteś jeszcze?



Widzisz te gwiazdy? Przy tobie to 


cholernie dalekie skurwysyny. Równie dobrze możesz wyjąć

discmana z komunii – będziemy teraz tańczyć! 


Moja ulubiona pozycja to odwrócony krzyż. Kiedy zdejmuję

nie muszę nic ukrywać: tutaj jest hipokamp, kora przedczołowa

a tutaj mam sklepienie. 


Wszyscy święci zmarli. Nie mam nic pod spodem

lepię się do krzesła, lepię się do niego. Podnosi 

zimną butelkę do ust, a oczy do nieba.



Obcy 


przyznaj: wisiałaś na zmysłach całe przesilenie

najkrótszą noc upał pod sufitem otwierał na zewnątrz

więc zamykałaś oczy, więcej się nie dało 


cztery godziny grzebania po omacku 

lepienia czegoś z czegoś, gdzieś tam wcześniej

przy martwej grawitacji 


klatka po klatce traciłaś księżyc w centrum

przyciąganie do odpowiedzialności 

nigdy nie było naszą mocną stroną 


maska zawsze odpada na końcu 

stary strup – czy na odwrót 

przez głowę, przez sen 

musiał do nas mówić 

musiał wiedzieć, że łapie powietrze 


dziwne: widział mnie nago 

w kółko odświeżam, ale wciąż czyjaś 

musiała coś mieć

bottom of page