Kamil Figas - Jak (nie)stać się gwiazdą
- 10 lip
- 8 minut(y) czytania

Misza Sagi w swoim drugim po „ponownym debiucie”[1] tomie, zatytułowanym ://betelgeza, konsekwentnie rozwija projekt zapoczątkowany w [doomer wave]. Możemy mówić zatem o tej książce w kategoriach zaangażowania jak robił to Jakub Skurtys[2], czytać ją z perspektywy buddyjskich Czterech Szlachetnych Prawd jak Szymon Bryzek[3], czy też przez pryzmat filozofii Marka Fishera, psychodeli i ekstazy, co próbował zasugerować Michał Trusewicz[4] (nawiasem mówiąc: takie połączenie samo się prosi o sięgnięcie po teorię Kwasowego Komunizmu K-punka; dziwnym trafem Trusewicz omija w swojej interpretacji ten fragment myśli autora Dziwacznego i osobliwego). Sagi nie porzuca również erotyzmu, który towarzyszył jego pisarstwu w zasadzie od samego początku. Cały tom, podobnie jak [doomer wave], możemy też wpisać w popularny przed kilkoma laty (Adamowicz, Bąk, Jurczak, Domarus, itp.) nurt apokaliptyczny.
Zagłada w książce Sagiego nie jest jednak wynikiem wielkiej, spektakularnej katastrofy. Stanowi raczej rezultat pojedynczych działań, wypaleń i spowolnień. Już w otwierającym tom wierszu piosenka o glitchu świata czytamy: „a którzy / czekali na bluescreen / są zawiedzeni / złapani w asanie t-pose” (s. 7). Świat nie umrze od razu. To powolny cykl kolejnych przejść, wcieleń, wygaszania pragnień, chęci, możliwości, woli (rozumianej w sposób schopenhauerowski) czy motywacji („idk how many kokodżambo i do przodu / i got left in me” [s. 27]), a wszystko to dzieje się „w blasku krwawego księżyca dino” (s. 24). W podobny sposób apokalipsa spełniała się Piosence o końcu świata Czesława Miłosza, z którą autor ://betelgezy wchodzi tu w dyskusję, chociaż sielankowe obrazy z wiersza noblisty zostały zastąpione opisem zachowań korporacyjnych pracowników średniego szczebla.
Sagi próbuje w ten sposób naświetlić jeden z kluczowych elementów kapitalistycznego świata. Polityka drapieżnego konsumpcjonizmu na poziomie lokalnym i globalnym, nie zawsze zgodna z literą prawa, oraz inne działania, mające na celu wzbogacenie się, stanowią jeden z głównych tematów książki. Obrazy nieuczciwego handlu i związanego z nim wyzysku, głównie w tzw. szarej strefie, jeszcze powrócą. Najpierw przyjrzyjmy się jednak samej Betelgezie (nazwa pochodzi od arabskiego Yad al-Jawzā, oznaczającego rękę Al-Jazawy), czerwonemu nadolbrzymowi, od którego książka Sagiego pożycza tytuł.
Stadium rozwoju gwiazdy, w którym znajduje się Yad al-Jawzā, charakteryzuje się dużymi rozmiarami, niską temperaturą i małą gęstością. Jego początek to moment, w którym gwiazda wyczerpuje cały zapas wodoru. Czerwony nadolbrzym stanowi jedną z faz, które ostatecznie prowadzą do wymierania gwiazdy (wybuch supernowej) lub trwania jako gwiazda Wolfa-Rayeta (WR) – ogromne, gorące ciało niebieskie z rozległą powłoką gazową. Metafora wykorzystana w tytule odnosi się wprost do podmiotu najnowszego tomu Miszy. Witalność i działanie w świecie zostają ograniczone do minimum. Osoba mówiąca ma świadomość bycia jedynie nieistotnym trybikiem w zastanym systemie społeczno-ekonomicznym, nie odnoszącym w nim większych sukcesów. Staje się szeregowym członkiem społeczeństwa, everymanem, co dobrze obrazuje wiersz nigdy nie zostanę legendą night city:
nie skoczyłbym 151,5 metra w willingen
osoba w spektrum niewygrywania
ale
widziałem rzeczy
którym wy ludzie nie dalibyście wiary
redyk w zawoi
święto wina pod łysą górą
mam
kosz pod zlewem
siatkę pełną siatek
ulubiony palnik
(s. 26).
Podmiot żyjący w późnokapitalistycznej rzeczywistości ma zatem dwie drogi: albo unicestwienie, albo powiększanie szeroko rozumianego kapitału. Osoba mówiąca w wierszach z ://betelgezy decyduje się podążyć pierwszą ścieżką. Tylko „pozwal[ając] się zblackoutować” (s. 60), może podjąć próbę ocalenia siebie i świata, podążać drogą wschodnich nauk – tych prawdziwych, wywiedzionych wprost z tekstów buddyjskich, które pojawiają się obszernie w tomie jako motta, tytuły, czy interteksty, a nie tych zaprzęgniętych do pracy w imię kapitału, elementów mindfullnes czy jogi, pozorujących drogę ku „oświeceniu”, a będących jedynie formami przystosowania jednostki do życia w dobie realizmu kapitalistycznego. Podmiot stoi zatem w opozycji do V – protagonisty/stki gry Cyberpunk 2077, który/a dzięki awanturniczemu trybowi życia próbuje zostać legendą w półświatku Night City. W końcu „wyzwolenie od żądz rodzi szczęście” (s. 61) – deklaruje bohater utworu न्तराभव. Apokalipsa przedstawiona przez Sagiego w ://betelgezie, podobnie jak zagłada opisana w poemacie XXI. Nagi wodnik w śródmieściu Tomasza Bąka (2021), nie dotyka jednak najbogatszych. Jak zauważa autor Kanady (2011): „suchą stopą przejdą ci, którzy zapłacą”[5]. Jedyną przeciwwagą dla posiadania kapitału, i tym samym przetrwania, staje się śmierć, rozumiana również jako wyzbycie się „ego”. „[Z]mrużę oczy powiem jestem szczęśliwy / przyjdziesz do mnie śmierci / razem zdmuchniemy gwiazdy” (s. 44–45) – pisze podmiot w wierszu /malaga – granada – kordoba – sewilla – kadyks.
Nawet alternatywne rzeczywistości przestają być już formą ucieczki od świata empirycznego. „[Z]amieniam psychodeliki na psychotropy” (s. 11) informuje nas bohater utworu /kolory które widzimy to te które nie zostały wchłonięte. Tym razem celem nie jest poszukiwanie chwilowych „wyjść” z późnokapitalistycznej rzeczywistości, zarówno tych związanych z psychodelią, jak i tych pochodzących z buddyjskich medytacji i oświeceń, chociaż podmiot podejmuje takie próby, choćby w wierszu /pov: biały kwiecień, w którym Sagi pisze:
tak długo stukałem młoteczkiem
w glazurę rzeczywistości
aż odłupałem kafelek
zagapiłem się poza –
(s. 40).
Ostatecznie jednak poeta pragnie zobaczyć świat takim, jakim jawi się on naprawdę. Chce pochylić się nad „chiński[mi] triad[ami] z laboratoriów / przesyłają[cymi] do Meksyku fentanyl” (s. 37), „mostami łączącymi juarez z el paso” (s. 35), „potomk[ami] niewolników / z zanzibaru smażą[cymi] samosy” (s. 50). Interesuje go zatem nie tyle centrum, z wysokimi wieżowcami, tabelkami w Excelu i półgodzinnymi przerwami na lunch, ile to, co działa na suburbiach, a staje się przedmiotem kapitalistycznej eksploatacji, podsycanej przez nieustanną retorykę zysku, często poza granicami obowiązującego prawa. Innymi słowy, szuka ludzi sobie podobnych, tych istniejących poza mainstreamem, jednocześnie kwestionując ich zachowania, gdy chęć dorobienia się przeważa nad zasadami etycznymi („kilogram fentanylu / to odpowiednik pięćdziesięciu kilo heroiny / dawka śmiertelna to dwa miligramy” [s. 35]). Działający w szarej strefie przemytnicy i dilerzy widzą w niej szansę nie tylko na ocalenie, ale też na szybsze wzbogacenie się („dają cynk kiedy jechać / za sto pięćdziesiąt dolarów dziennie / dwa razy więcej niż dostaliby w fabryce” [s. 35]).
Poeta umieszcza w tomie również dużo wierszy reportażowych. Tak jakby, zwiedzając kolejne destynacje: od Neapolu po Meksyk, od Tangeru po Teheran, sprawdzał różne kultury; jakby oglądał ich modele zachowań i sprawdzał zarówno ich przystosowanie do opresyjnych działań kapitalizmu, jak i same te działania (przy okazji uderzając też w koncept współczesnej turystyki, polegającej między innymi na maksymalizacji doświadczeń związanych z wyjazdem w dane miejsce). Kulturowy misz-masz, bo nie możemy przecież zapomnieć o powracających wciąż, subsumowanych pod kapitał, elementach filozofii buddyjskiej i kultury arabskiej, zwraca uwagę na zawłaszczające działanie tegoż, dotykające gospodarek wcześniej ominiętych przez krwiożerczy system i wszelkich innych aspektów życia, nawet tych, które wydają się opierać logice pieniądza („w katakumbach san gaudioso / arystokracja kupowała miejsca premium / z pierwszeństwem boardingu do nieba” [s. 58]). Stąd blisko już (z pewnymi zastrzeżeniami) do teorii imperializmu Róży Luksemburg. Powraca tym samym tytułowa figura Betelgezy. Z jednej strony, jak chciałaby autorka Akumulacji kapitału, po zawłaszczeniu wszystkiego[6], kapitalizm musi zostać unicestwiony („system działa jak powinien / więc musi być zniszczony”[7] [s. 39]). Z drugiej system może rozrastać się i wchłaniać kolejne obszary, które wcześniej opierały się zjawisku akumulacji – i w tym sensie stać się gwiazdą WR. Wydaje się, że bliżej Sagiemu do drugiego rozwiązania. „[C]zy wierzysz w życie po pracy?” (s. 54) – to ontologiczne pytanie z wiersza /ศาลพระภม wskazuje wprost, że prawdziwe zbawienie (w przeciwieństwie do tego „oferowanego” przez religię) może dokonać się dopiero w momencie zaprzestania pracy. Jednocześnie nie zostaje ono pozbawione swojego mitycznego pierwiastka, stając się nową nadzieją dla ponowoczesnego człowieka – jedyną nagrodą, obiecaną przez system, w którym „wszystko chodzi harmonijnie / jak rolex jak tai chi” (s. 37).
„Kulturowy kocioł” przejawia się w ://betelgezie nie tylko w opowieściach o kolejnych odwiedzonych przez podmiot miejscach. Widać go również w języku, którym się posługuje. Autor korzysta ze słownika biblijnego i religijnego („a wino – nie twoja krew” [s. 23]), mitologii („popijać pigułki wodą z lety” [s. 22]), memosfery („press f to pay respect” [s. 27]), zagląda do popkultury (np. w tytule wiersza każdego dnia oddalamy się od tego pociągu cj – będącego jednocześnie kontynuacją utworu all we had to do was follow the damn train cj z [doomer wave]), czy do wyrażeń slangowych („obmyci światłem nagrzani ostatnią grudą” [s. 11]). Sagi sięga też po wyrażenia związane ze sferą cybernetyczno-technologiczną („ping skacze restartuję modem” [s. 36]), a także po pojęcia zaczerpnięte ze słownika nauki (szczególnie astronomii) bądź filozofii (w większości wschodniej). Tworzy w ten sposób swoisty kolaż językowy, łącząc ponadto dominującą w tomie polszczyznę z frazami zaczerpniętymi z języka angielskiego, tak jakby chciał wskazać na globalizacyjne działania kapitału, przejawiające się również w aktach mowy. Zestawianie często nieprzystających do siebie porządków wzmacnia elegijny wydźwięk całości. Frazy czy pojęcia zostają wyciągnięte ze swojego naturalnego porządku i wprowadzone w stan zepsucia; ich znaczenia rozmywają się. W ten sposób Sagi zwraca uwagę na rozkład wszelkich elementów rzeczywistości, również tych językowych, dokonywany przez tryby kapitalistycznej machiny.
Działaniom systemu nie może przeciwstawić się nawet miłość. Skurtys słusznie zauważał w [doomer wave] deklarowaną przez poetę nieobecność kochanki i próby jej odnalezienia[8]. Ujawniona w erotykach wola życia („chciałbym żeby sierpniowe słońce / wypaliło nas w dziury w ziemi // zrobiło z nas znamię / na policzku pachamamy” [s. 17]) staje się ostatecznie źródłem cierpienia. Pomimo chwilowego szczęścia, które objawia się w postaci miłosnej ekstazy, ostatecznie rzeczywistość podmiotu powraca do defaultowych ustawień – kochanka odchodzi, świat znów staje się zły, bohater zostaje skazany na samotność. Jesteś moją pregabaliną głosi tytuł jednego z wierszy, tak jakby krótkie momenty szczęścia, doświadczonego dzięki obcowaniu z kochanką, stawały się jednocześnie momentami, w których zagrożenia, niesione przez postfordowski kapitalizm, na chwilę odchodzą w zapomnienie. Czujny podmiot wie jednak, że takie przedstawienie rzeczywistości jest jedynie mirażem. „Czy jest coś smutniejszego od szczęścia?” (s. 17) – pyta osoba mówiąca we wspomnianym utworze – „kolejna rzecz do utraty” (tamże) – szybko dopowiada, wiedząc, że cierpienie jest nieuniknione. Pozostaje pytanie o los owej mitycznej kochanki w epoce późnej nowoczesności. Być może, podobnie jak Al-Jawza w arabskiej legendzie, umiera ona tuż po swoim ślubie[9]? Figura kochanka przeradza się wtedy w metaforę systemu, pragnącego posiąść swoją wybrankę na własność. Kiedy „skonsumuje małżeństwo”, pozostawia ją martwą. Tego jednak nie dowiadujemy się już z kart książki Sagiego.
Rzeczywistość przedstawiona w ://betelgezie oglądana jest z perspektywy jednostki (symbolizującej każdego prekariusza) uwięzionej w swojej epoce. Ostatecznie jednak obrazy przedstawione w tej, skądinąd świetnej, książce są bliskie doświadczeniom wielu z nas i wymykają się konkretnemu momentowi historycznemu. Składają się raczej na zapis zmagań podmiotu z rzeczywistością, z kondycją całej cywilizacji, i wskazują na próby osiągnięcia nirwany, która, jak się wydaje, stanowi dla Sagiego jedyną możliwość ucieczki ze świata postfordowskiego kapitalizmu.
Misza Sagi, ://betelgeza, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi & Dom Literatury w Łodzi: Łódź 2026
[1] Jako Michał Sokołowski wydał wcześniej dwa tomy: Asymptoty (2013) i Przebłyski (2016), dziś jednak odcina się od tych publikacji.
[2] Mam na myśli to true zaangażowanie, które – w wielkim skrócie – stara się unaocznić czytelnikom wyzyskujące działania kapitalizmu, a nie zaangażowanie widziane z perspektywy neoliberalnej, tożsamościowej czy ekokrytycznej, postulowane przez sporą część najmłodszej (i nie tylko) poezji i krytyki, dla której ostatecznie najważniejszym czynnikiem wartościującym okazują się afekty, a celem empatia i „wyrażenie siebie” w literaturze. Zob. J. Skurtys, Sage mode, czyli jak nie być żabą w gotującej się kadzi, „Zakład.magazyn” 2013, nr 5.
[3] S. Bryzek, Cztery Szlachetne prawdy o późnokapitalistycznej symluacji. „Doomer Wave” Miszy Sagi, „Stoner Polski” 2023.
[4] M. Trusewicz, Mnóżmy światy, „artPapier” 2024, nr 476.
[5] T. Bąk, XXI. Nagi wodnik w śródmieściu, Poznań 2021, s. 15.
[6] Dla Luksemburg „wszystko” oznaczałoby jedynie planetę; całe jej terytorium. Stąd zastrzeżenie z poprzedniego zdania. Nawet jednak po zawłaszczeniu wszystkiego, co jesteśmy w sobie wyobrazić, kapitał może znaleźć kolejne „miejsca”, w które wkroczy. Dopiero po takim postawieniu sprawy dualizm metafory czerwonego olbrzyma ma tutaj sens.
[7] Przymiotnik zniszczony odnosić się będzie w tym wypadku zarówno do anihilacji opresyjnego systemu, jak i stanie się synonimem zepsucia – określającego aktualny stan realizmu kapitalistycznego oglądanego z perspektywy podmiotu wierszy Sagiego.
[8] J. Skurtys, op. cit.
[9] Zob.: D. Adams, Jawza’, Snow Queen of the Arabs, http://onesky.arizona.edu/2015/12/jawza-snow-queen-of-the-arabs/.




