Kamil Bujny - Kształty podobne #8

Nie o Hamletach
Piekło – zawołał – próżne jest na teraz,
A wszystkie diabły zbiegły na nasz okręt
W. Szekspir, Burza
Tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego wydaje się szczególna przynajmniej z dwóch względów: po pierwsze, to jego jubileuszowa, trzydziesta już odsłona, po drugie, przypadła na czas, gdy w polskim teatrze obrodziło w Hamlety. Tragedia Szekspira pojawiła się na afiszach wielu teatrów, a każdy z powstałych spektakli był szeroko komentowany i analizowany – dość przywołać zagraną po śląsku Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku w reżyserii Roberta Talarczyka z Teatru Śląskiego w Katowicach, nagrodzonego przez jury festiwalu „Złotym Yorickiem” Hamleta Jacka Jabrzyka z Teatru Zagłębia w Sosnowcu czy antykapitalistycznego Hamleta w reżyserii Kamila Białaszka z Teatru Powszechnego w Warszawie. Wszystkie te trzy przedstawienia pokazano w Gdańsku (podobnie jak legendarnego, granego nieprzerwanie od dwudziestu pięciu lat, Hamleta. Księcia Danii w reżyserii Krzysztofa Kopki i Jacka Głomba z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy), a lista inscenizacji słynnej sztuki Stratfordczyka lub spektakli nią inspirowanych wcale się tu nie kończy – dla porządku przywołajmy jeszcze Very, Very Hamleta w reżyserii Dominiki Knapik z Teatru Polskiego w Poznaniu czy Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLETA w reżyserii Remigusza Brzyka z Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Dużo się o tych tytułach pisało i mówiło, szukając dla nich punktów wspólnych, różnic i nieoczywistych kontekstów. Nie będziemy jednak przywoływać przebiegu tej ciekawej i nierzadko gorącej dyskusji, a skupimy się na czymś innym: dwóch zagranicznych spektaklach, zaprezentowanych podczas gdańskiego festiwalu.

I
Król Lear w reżyserii Silviu Purcăretego z Teatru Narodowego im. Marina Sorescu w Krajowej w Rumunii był jednym z najbardziej wyczekiwanych tytułów tegorocznej imprezy. Nie bez powodu: Purcărete jest jednym z najważniejszych rumuńskich twórców teatralnych, cieszy się dużym uznaniem w całej Europie, a dwa lata temu świętował pięćdziesięciolecie kariery artystycznej. Jego prace charakteryzują rozmach i niezwykle dopracowana warstwa plastyczna.
Zaczyna się od wystawnej kolacji. Takiej, na jaką mogą pozwolić sobie jedynie przedstawiciele elit: zbytkownej, z suto nakrytym stołem i złotymi świecznikami, spożywanej w wieczorowych strojach, frakach, z orderami przypiętymi do piersi. Choć kostiumy aktorów i aktorek świadczą o wysokim społecznym i materialnym statusie postaci, przestrzeń, w której rozgrywa się akcja, pozostaje nad wyraz surowa – na scenografię składają się jeszcze szara (jakby betonowa?) podłoga i zwisająca z tyłu foliowa kurtyna (scenografia i kostiumy: Dragos Buhagiar). Cały parter Sali Głównej pełni funkcję sceny: na jej środku stoi długi stół, publiczność zasiada po jego dwóch stronach (i na balkonach), a aktorzy i aktorki przemieszczają się po całej przestrzeni, wchodząc i wychodząc również przez drzwi prowadzące do foyer. Od samego początku zaciera się więc podział na scenę i widownię, wszystko wydarza się na wyciągnięcie ręki oglądającego – tak, jakby on sam był częścią prezentowanych wydarzeń. Bohaterowie i bohaterki tego wieloobsadowego spektaklu dzielą się na dwie grupy: uprzywilejowanych, czyli tych, którzy mogliby zasiąść przy pańskim stole, i tych, którzy mogą go jedynie obsługiwać. Ci pierwsi wydają się dostojni i ważni, ci drudzy – ubrani w nieforemne robocze fartuchy – pozostają anonimowi, pozbawieni podmiotowości.
Uczta kończy się deserem. Dla króla Leara (Claudiu Bleonț) – niespodziewanie gorzkim. Bohater, krojąc tort, postanawia podzielić królestwo pomiędzy córki: Gonerylę (Romanița Ionescu), Reganę (Iulia Colan) i Kordelię (Costinela Ungureanu). Jedyne, czego od nich oczekuje, to płomiennego wyznania miłości i wdzięczności. O ile Goneril i Regan spełniają jego wolę, wygłaszając wzniosłe peany na cześć ojca, Kordelia pozostaje bardziej powściągliwa. Urażony Lear postanawia ją wygnać, czym sam ściąga na siebie nieszczęście – córki, którym powierzy ziemię, zdradzą go, być może mszcząc się za doznane wcześniej poniżenia. Ofiarą spisku staje się także Edgar (George Albert Costea), syn hrabiego Gloucestera (Sorin Leoveanu) – jego brat, Edmund (Ovidiu Cârstea), przekona ojca, że Bogu ducha winny Edgar planuje go zabić. Bohater przyjmuje postać Biednego Tomka, by ujść z życiem i ukryć się przed rodzicem. Jego losy splatają się wreszcie z losami Leara, który – wzgardzony i przepędzony przez wyrodne córki – popada w nędzę.
Rumuński spektakl skupia się przede wszystkim na performatywnym i symbolicznym charakterze władzy: tym, jak jej siła i prestiż manifestują się poprzez przepych, bogactwo i kostium. Król Lear, przypominający na początku pokazu przedstawiciela współczesnych politycznych elit, staje się żebrakiem – większą tragedią niż niewierność córek okazuje się dla niego utrata dotychczasowego statusu. Przemiana w żebraka, błąkanie się po wrzosowiskach i obłęd stanowią wyraźne przeciwieństwo znanego mu wcześniej świata przepychu, który – mimo degradacji bohatera – nadal trwa. W jednej ze scen unosi się foliowa kurtyna, odsłaniając przestrzeń, która pozostawała dla widzów niewidoczna – stoi w niej stół, przy której elita bawi się dalej, nie przejmując się losami zdradzonego króla.
Rumuński Król Lear został bardzo konsekwentnie pomyślany i od początku do końca podporządkowany jednej wizji. Nie ma tu przypadku, wszystko wydaje się dopracowane i dopieszczone, choć przedstawienie nie sprawia wrażenie wykalkulowanego. Purcărete w mistrzowski sposób panuje nad kreowanym przez siebie światem. Precyzyjnie rozkłada akcenty, rozgrywając szekspirowską opowieść na wielu różnych płaszczyznach. Aktorzy i aktorki grają w mocny, często przerysowany sposób, ale nie bez powodu – jednym z tematów spektaklu staje się fasadowość postaci, naturalna zdolność człowieka do kreacji i przybierania kolejnych póz. Wiele ze scen zapada w pamięć (jak przemiana Edgara w Biednego Tomka czy wspomniane już dzielenie królestwa-tortu), niektóre z nich przeradzają się wręcz w fizyczne doświadczenie (moment oślepienia Gloucestera jest obrzydliwy i wstrząsający). Inscenizacyjny rozmach idzie tu w parze z psychologiczną wiarygodnością postaci, a bardzo precyzyjnie komponowane obrazy nie sprawiają wrażenia jedynie odtwarzanych czy rekonstruowanych, lecz zachowują w sobie coś żywego i nieprzewidywalnego.

II
Zupełnie inaczej, choć z niemniejszym rozmachem i powodzeniem, Julia Levai (re)interpretuje Juliusza Cezara. Jej pokazany na gdańskim festiwalu Petty Men z Buzz Studios to spektakl rozpisany na zaledwie dwóch aktorów, odgrywających role… dublerów. Akcja rozgrywa się w niedużym, zamkniętym pomieszczeniu, gdzie mężczyźni oczekują na tak wymarzony i upragniony przez siebie moment – wejścia na scenę w zastępstwie za Kasjusza (Adam Goodbody) i Brutusa (John Chisham) oraz udowodnienie publiczności, że nie są gorsi od pierwszoobsadowych aktorów. Czy to się wydarzy? Czy uda im się stanąć w blasku świateł i odegrać historię o spisku przeciwko rzymskiemu dyktatorowi? Czy powalą na kolana nieznających ich krytyków i całe środowisko? Obaj w to wątpią, szansa na wyjście zza kulis jest mała, zwłaszcza że przedstawienie, podczas którego pozostają na dyżurze, to jubileuszowy, setny pokaz Juliusza Cezara. Sprawa jest więc zbyt poważna, by któryś z aktorów nie pojawił się w pracy lub lekkomyślnie złamał nogę. A może nie? Co, jeśli szczęściu trzeba pomóc?
Przedmiotem brytyjskiego spektaklu okazują się jednak nie tylko niespełnione ambicje aktorów, skazanych na wieczne oczekiwanie na Swój Wielki Moment, lecz także potęga wyobraźni i przysłowiowej magii teatru. Dublerzy, marząc o sławie i wejściu na scenę, zaczynają wyobrażać sobie swoje występy, a następnie odgrywać je przed sobą, próbując w ten sposób dowieść własnego talentu. W pewnym momencie ich własna opowieść wymyka się spod ich kontroli. Bohaterowie, którzy przez cały czas ćwiczą tekst tragedii, improwizują i powtarzają role, przyjmują logikę antycznych postaci: Kasjusza – inicjatora spisku przeciwko Cezarowi i Brutusa – jego przyjaciela i głównego zdrajcy. Motywacją dublerów nie jest, jak w utworze Szekspira, przejęcie władzy nad Rzymem, lecz wystąpienie w spektaklu, który właśnie się rozpoczął. Jak daleko posuną się w działaniach, by zdobyć to, czego tak mocno pragną?
Goodbody i Chisham tworzą fantastyczny, energiczny duet. Trudno od nich oderwać wzrok – obaj są charyzmatyczni, mają komediowe zacięcie, doskonale wiedzą, po co znaleźli się na scenie, bez problemu odnajdują się w zaproponowanej przez Levai strukturze. Twórcy bez nadęcia i dosłowności (re)interpretują tragedię Szekspira, w przewrotny sposób wyciągając z niej przede wszystkim motywacje postaci i znajdując dla nich nowy kontekst. Postaci dublerów funkcjonują w innej przestrzeni i w innych realiach niż bohaterowie Juliusza Cezara, ale przejmują ich sposób myślenia – stary schemat postępowania tłumaczy zachowanie współczesnego człowieka, logika niegdysiejszych rywalizacji o władzę staje się motorem napędzającym działania postaci-aktorów. Iluzja zacierania granic między poszczególnymi piętrami opowieści (spektaklu, w którym dublerzy chcieliby wystąpić, ich – inscenizowaną w planie żywym – wyobraźnią a rzeczywistym położeniem) wyzwala zaskakujące sensy. Uaktualnia też wymowę słynnego utworu, pozwala spojrzeć na jego problematykę z innej niż zazwyczaj perspektywy.

III
Festiwal Szekspirowski pozostaje wydarzeniem nie tylko atrakcyjnym dla publiczności (ze względu na zróżnicowany, przemyślany i międzynarodowy repertuar), lecz także uzmysławiającym, że dzieła Stratfordczyka nie przestają być źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń artystów i artystek. Twórcy rumuńskiego Króla Leara i brytyjskiego Petty Men szukają w tragediach Szekspira czegoś innego (a także wpisują je w zupełnie odmienne estetyki oraz konwencje), ale znajdują w nich zgoła to samo – obraz człowieka, który, niezależnie od tego, w jakich czasach żyje, może wiele poświęcić w imię własnych ambicji.




