top of page

Julia Oberson - Buldeneż

  • 7 godzin temu
  • 3 minut(y) czytania
fot. Michał Topolan
fot. Michał Topolan

Przyjdź i zostaw ją w formie; ramiona z Panamy, takie do podawania piłek. Chociaż jeden piesek musi być leczniczy, chociaż jedna modlitwa musi zostać wysłuchana. Tyle kamyczków, aż trudno uwierzyć jaka przyszłość nas czeka. Próbowałeś może dmuchnąć w jaszczurkę? Skórka tak ładnie schodzi. Szorstki automat, bez eseistycznych skojarzeń. I bez tego dziecka, w które rzucałeś wieńcem. Masz taką moc przekształcania: żyrafy Zuzi w żyrafę Zosię. Wbrew deklaracjom; tym dwóm chłopcom, którzy wyglądają jak dwa sadzone jajka. Zjeść? Przecież nie jesteś głodna. Jak jest przestrzeń na pytania, to spuszczasz łeb, jak nie ma, to przewracasz oczami. Po co ciągnąć za ogonek. Ich słońce, nasza tętnica. Niech stoją na poboczu i tną na oko, niech wypadają z koszyczka; niepoświęceni? A obok koszyczka: kolejne palenisko. Ktoś cię kiedyś złapał, ale potem puścił, co zrobić. Po krawędziach wniosłam, że bestia. Będziemy ślizgać się po imionach, śnił ci się kiedyś widok na rzekę? Albo ławka, która nigdy nie wysycha. Takie rzeczy; w państwie prawa. I dzwoneczek, który niczego nie ogłasza. Raz na jakiś czas spadają szyszki i wyją syreny, raz na jakiś czas można tak sobie maszerować. Ostrza też nachodzą na siebie raz na jakiś czas. Listopad, nowe zbiegi okoliczności, zapis, którego nie musisz doskonalić: zmotywowani chłopcy, nadąsani chłopcy, chłopcy wolnostojący, piękni, raz na jakiś czas pogrążeni w żałobie. Który ma latarenkę? Zabawa jest krótka, ale nie dziecinnie prosta. Od placówki do placówki: proszę zacisnąć rękę na długopisie i ciągnąć po szlaczku. W niecałą godzinę można przeschnąć i wbić drucik w nocną straż, potem śniadanie. Obejść się śmiercią bulgoczącą jak smoła, przecież to nie takie proste. Przypomnij mi proszę, przed czym chroni różowy kwarc? Przed kwarcem dymnym. Więc oczy na zatokę, będziemy zapychać lufki i zostawiać małe siniaki. Niczego nie zaklejajcie, uleżą się do wiosny. Znowu osłabione granice obiektowe, chce wyginać się w harmonijkę i oprowadzać po maszynowni. Słaba integracja, silna symbolizacja i ten chłopiec, który nie przestawał patrzeć. Ciężki jak miód, miał zamiłowanie do szczegółów. Osobiście szorował niemowlę, taka była moda. Potem wszystkie wizje obrosły bylicą. Na opuchnięte kostki zimne okłady, a nie nitkowanie wierszyków na podjeździe. Później już można, każdy wierszyk innym tuszem. Na porannym spacerze, z dala od reszty, w odcieniach ochry i umbry. Proszę się nad tym zastanowić. To wymaga cieniowania, ale bez sentymentalizmów. Zasłony rozsunięte, tylko w jakim kluczu? Literki, które trzeba wyprowadzać, chłopiec, który węszy smakołyki. Przecież chłopca też trzeba wyprowadzać. Można przepisywać, można nazywać po imieniu, najlepiej wyprowadzać. Przerobić na króla albo myśliwego? Wtedy rzuci cień i będzie wypatrywał przepiórek. Każda ręka spuszczona ze smyczy kończy w pokoju hotelowym. Zamknięty dojazd, ostre cienie, co jeszcze chcesz sobie wyobrazić?


Chłopców po amputacjach, chłopców po turecku, że dopływamy do Kanału Panamskiego, zaraz potem przesiadamy się w samochód, logiczne.


(I te włochate maliny, które nakładasz na palce. Już nie mogę na to patrzeć. Trzeba działać, dekorować, określić jakąś porę dnia. Paskudne dwa uchwyty; świerszczyku, podziękuj za tak liczne przybycie. Bura suka, prawie błękit. Nie zapomnij o bucikach. Wielka niedźwiedzica, może gronostaj? Wystarczy dodać trochę atramentu. Zachód słońca, wschód, ta sama paleta. Linia pomarańczowa, czerwona lub żółta. Rób co lubisz, tylko nie fatyguj strażaków. Przejrzyj notatki, podlicz sylaby. Przecież prawdziwi snajperzy nie podliczają sylab. Być może, ty akurat podliczysz. Mniej więcej tak to działa. Pieśni też trzeba wyprowadzać. Powąchać, otworzyć, skoordynować oprawę. Punktowo, żeby nie przestraszyć. Co chwilę nowy wieniec, kiedy ja to wyplotę. Wpadł pod pociąg, zapomniał chleba, nie poprosił o ochronę, zawsze coś. Stosik z wierszyków. Żaden stosik, silos. I ten typ, który cyzelował wąsem. Santé! Première entrée: zarzygane spodnie. Deuxième entrée: zarzygana bluzka. Fajną masz osobowość prawną; na długości siądzie. Pogarda jest bardzo motywująca, najbardziej rozszerza się na końcu. To wymaga lat praktyki; nieodróżniania wierszówki od deszczówki, zerwania kontaktów. Nabicia się w butelkę, potem wysadzenia w powietrze. Konfetti z literek; dziwne te literki, tyle mają szpulek).


Qué xopá, fren!

ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page