top of page

Anna Lewińska - Tkanie miasta

  • 8 godzin temu
  • 4 minut(y) czytania
fot. Maria Hajewska
fot. Maria Hajewska

Animatorzy i animatorki kultury, producenci i producentki wydarzeń, koordynatorzy projektów, osoby pracujące w sektorze kulturalnym i edukacyjnym – wszyscy ci, którzy działają pomiędzy instytucjami, urzędami, organizacjami społecznymi, artystami i mieszkańcami. To właśnie oni są często współtwórcami miasta, choć ich praca pozostaje w dużej mierze niewidoczna.


Na co dzień funkcjonujemy pomiędzy spotkaniami, rozmowami, negocjacjami, kryzysami i niekończącą się logistyką. To z tych drobnych działań powstaje społeczny ekosystem miasta. Wielu z nas mówi o swojej pracy jako o „wszechpracy”, zajęciu, które wykracza poza etat, harmonogram czy zakres obowiązków i z którego trudno się całkowicie wylogować.


Paradoks polega na tym, że choć jest to profesja niezwykle istotna dla funkcjonowania miejskiej kultury, wciąż pozostaje słabo widoczna. Nie ma jasno określonego statusu, realnej reprezentacji w strukturach administracyjnych, a dodatkowo obciążona jest ciężarem misyjności i etosem pracy „dla idei”. Niezależnie jednak od formy zatrudnienia czy rodzaju współpracy z instytucjami publicznymi to właśnie osoby producenckie i animatorskie w ogromnym stopniu podtrzymują obieg kultury i sieć społecznych relacji, które wokół niej powstają.


Najczulsi obserwatorzy społecznych przemian


Lubię myśleć o swojej pracy jak o pracy mediatorki. Kogoś, kto nieustannie szuka wspólnego języka pomiędzy grantodawcami a mieszkańcami, miejskimi decydentami a artystami, budżetami a pomysłami, instytucjonalnym porządkiem a żywą tkanką miasta. To zajęcie polegające na łączeniu pozornie odległych światów, odnajdywaniu wspólnych punktów i wydobywaniu znaczeń z tego, co często pozostaje niezauważone.


Osoby pracujące w kulturze są dziś jednymi z najczulszych obserwatorów społecznych przemian. Funkcjonujemy jednocześnie „na zmianie” i „w zmianie”. Tempo rzeczywistości przyspiesza tak szybko, że trudno za nim nadążyć. Kompetencyjna zadyszka staje się niemal stałym stanem.


Sama kategoria zmiany wydaje mi się jednak zbyt gwałtowna. Wolę myśleć o przepływach, miejskich nurtach emocji, energii i relacji. To właśnie osoby pracujące w kulturze często dbają o tę niewidzialną tkankę życia miasta: budują zaufanie, negocjują w interesie mieszkańców  i pomagają utrzymać równowagę pomiędzy różnymi środowiskami i sposobami działania.


Coraz częściej zamiast o „tworzeniu kultury” mówi się dziś o „tworzeniu miejsc”. Nie chodzi wyłącznie o organizowanie wydarzeń, ale o przywracanie relacji między ludźmi a przestrzenią, między mieszkańcami a historią miejsc, w których żyją. O tworzenie warunków, dzięki którym miasto może poniekąd opowiedzieć się samo.


Rola mikrohistorii


Dlatego tak ważne stają się dziś mikrohistorie – osobiste, rodzinne i sąsiedzkie opowieści, które nie mieszczą się w wielkich narracjach podręcznikowej historii. Od ponad dekady obserwuję coraz wyraźniejszy zwrot w ich stronę i rozwój ruchu archiwistyki społecznej. Widzę w nim formę oporu wobec postępującej komercjalizacji rzeczywistości i sprowadzania kultury do wskaźników, zasięgów czy mierzalnych efektów.

Mikrohistorie są trudne do policzenia. Są wielogłosowe, niejednoznaczne i wymykają się prostym interpretacjom. Przypominają, że rzeczywistość rzadko daje jednoznaczne odpowiedzi, a doświadczenie każdego człowieka ma unikalną wartość.


Dziś nabierają one dodatkowego znaczenia. W świecie coraz bardziej zdominowanym przez algorytmy i zunifikowane treści lokalność, pamięć i indywidualne doświadczenie odzyskują swoją wagę. Pokazują, że każdy z nas jest częścią większej wspólnoty, która w swoistych kleszczach ambiwalencji jednocześnie wspiera i ogranicza. Uczą również akceptacji dla niepewności, błędów, niepamięci i zmienności wspomnień. Pamięć nie jest czymś stałym – zawsze zależy od kontekstu i osoby, która opowiada historię.

Oczywiście łatwo wpaść w pułapkę nostalgii. Zdanie „proszę pani, kiedyś to było…” powraca niemal w każdej rozmowie o mieście. Nie chodzi jednak o idealizowanie przeszłości, a o szukanie sensu dla teraźniejszości. Mikrohistorie mają głęboko demokratyczny wymiar. Pamięć o kiosku RUCH-u, pochodzie pierwszomajowym czy pierwszym pocałunku jest równie ważna, bo każda z tych opowieści współtworzy doświadczenie wspólnoty i pomaga lepiej zrozumieć otaczającą rzeczywistość.


Mikrohistorie a działalność animatorska


Co to oznacza dla producentów i animatorek kultury? Przede wszystkim konieczność ciągłego ćwiczenia się w wycofywaniu. W odnajdywaniu momentu, kiedy trzeba oddać przestrzeń innym i pozwolić społeczności uznać dane działanie za własne, a nie za kolejny projekt dostarczony z zewnątrz.


To praca oparta na uważności, cierpliwości i gotowości do nieustannego negocjowania rzeczywistości. Rzadko przynosi szybkie sukcesy i nie zawsze daje się łatwo zmierzyć. Często odbywa się w cieniu. Być może to właśnie dzięki niej miasta zachowują zdolność opowiadania własnych historii. Dziś najcenniejsze wydaje się nie tworzenie kolejnych narracji, ale ochrona przestrzeni, w której ludzie nadal mogą mówić własnym głosem.


Razem czy jednak osobno?


Ciekawe światło na sposoby uczestniczenia w kulturze rzucają najnowsze badania Narodowego Centrum Kultury. Zespół badawczy kierowany przez Marka Krajewskiego i Iwonę Kurz opracował raport „Aktywni i nieobecni. Kontekstowe badania uczestnictwa w kulturze”, z którego wynika, że formy uczestnictwa w kulturze mają obecnie charakter samotniczy i alienujący, zwykle odbywają się poza instytucjami kultury. Przez lata mówiliśmy o „zapewnianiu dostępu do kultury”, ale w rzeczywistości głęboko scyfryzowanej dostęp ten przestał być największym problemem. Teksty kultury dostępne są cały czas – filmy, muzyka, wykłady, wystawy, archiwa. Coraz ważniejsze staje się jednak inne pytanie, nie „co?”, ale „z kim?”. Tym, czego zaczyna brakować, jest doświadczenie współbycia.


Choć coraz mniej osób uczestniczy w kulturze instytucjonalnej w tradycyjnym rozumieniu, jednocześnie rośnie zmęczenie światem cyfrowym. W sytuacji, gdy więzi społeczne słabną, kultura przestaje być wyłącznie produkcją wydarzeń. Coraz częściej staje się przestrzenią budowania miejsca do realnego bycia, współtowarzyszenia, dialogu.


Nie ma sieci bez animacji


Być może właśnie na tym polega dziś rola animatorów i animatorek kultury: nie na organizowaniu kolejnych wydarzeń, ale na tworzeniu warunków, w których miasto zyskuje swój własny, niezależny głos. Zarówno w instytucjach publicznych, jak i w działaniach niezależnych współtworzą oni sieć relacji, dzięki której miasto pozostaje żywym organizmem, a nie tylko przestrzenią zarządzania, konsumpcji i infrastruktury.

Miasto nie powstaje wyłącznie dzięki inwestycjom, strategiom i politykom miejskim. Tworzą je również opowieści, relacje, pamięć i codzienne praktyki współobecności. Kultura, szczególnie ta lokalna, procesualna i oparta na uważności, pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi podtrzymywania miejskiej wspólnoty.


W centrum tej opowieści znajdują się osoby produkujące kulturę i organizujące jej społeczne obiegi. To one tworzą warunki do spotkania, budują zaufanie, podtrzymują lokalną pamięć i pomagają mieszkańcom odzyskiwać poczucie sprawczości wobec miejsca, w którym żyją. Lubię myśleć, że tkają miejską sieć, dbając o równowagę i zdrową sieć połączeń. Działając pomiędzy instytucjami a niezależnym obiegiem kultury, nieustannie tłumaczą jeden język na drugi i łączą różne perspektywy. Właśnie w tej codziennej pracy przekładu i budowania relacji kryje się ich najważniejsza rola.




ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Projekt elementów strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • Youtube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo_MKiDN__na_ciemnym_tle

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego pochodzących

z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego"

logo 0_logo_TAK
WIK_logo-pelne-bez-ramki_czarne

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

logoWRo
bottom of page