top of page

Joanna Wróbel - zestaw sześciu wierszy




noszę rożen


bliskość

to torebka królowej angielskiej 

miętówki matki zlepione ze starości


otwieram się na bezradność sprawdzam

miejsca które najłatwiej przegryźć

(tam ukryto kable)

noszę rożen

zawsze przy sobie



ciszej 


przedwczesna wiosna

oddaje rękojmię

ze śmietników zapach skór po mandarynkach


idę i wlokę za sobą

klucz kaczek

rower stoi daleko od domu

mijam go czasem i patrzę

łabędzią szyję strzeliste ramiona

zajmuje rdza

to równie brutalne jak 

siekiera larkina

ale cichsze


przedwczesna wiosna

podaje rękojeść



naturalne następstwo


tnę się

na romana honeta

miasto nie może połknąć tyle wody naraz

nabieram wody w usta zła łódź

(telefon sugeruje rodzaje łodzi)

fryzjerka za to mówi mówi

mówi

że dno dnie dna i czy

polakierować?



cięcie


fryzjerka poprawia mnie:

tomik

tnie w okolicach wrażliwych miejsc

nie odrywając stali od skóry


w dzieciństwie obrzygałam jej stopy

wiele lat później odcięła mi pieprzyk

może krytyk ma rację

tu chodzi o władzę



wtem okazuje się że nie było


nic pod śniegiem mazowsze

klaszcze w dłonie bieszczad 

słuchają razem toma waitsa czekanie

na lepsze czasy jest czekaniem na gorsze

patrz jak opada twój

wskaźnik headshotów 

sczytuj lament liczb


jest czekaniem na wspominanie czekania

déjà vu czkawka

powroty w pościel rozciętą jak

płyty tektoniczne mazowsze


odcina się od bieszczad 

rysuje mapę geopolityczną 

nanosi

miejsca 

niedoboru



wyrwa


była tak śliska że żaden człowiek

nie utrzymałby w rękach a jednak

spadając

zrobiła wyrwę w kafelkach maleńka 

patodeweloperka


milcząc patrzyli jak ostatnią wolną działkę 

porasta beton kołyska za kołyską

bletka za bletką

martwy owad na barierce za martwym 

owadem


aż wreszcie nie mogli więcej

wyciągać sobie nawzajem z gardeł jak saperzy

grający w bierki w pożarze



bottom of page