Adam Wiedemann - jeden wiersz


kolaż, czarny_aksamit





[Spałem]


Konradowi Górze


Spałem w Berlinie w hotelu Ritz podczas

festiwalu i rozwodu; na półtorametrowej

wysokości łóżku, sam jeden, sam jeden...

W windzie zaczepił mnie ładny Murzynek,

pełniący funkcję windziarza. Przyjść

dzisiaj do pana?, zapytał. Powiedziałem,

żeby nie przychodził, a potem żałowałem,

bo miałem dość pieniędzy, żeby mu dać

napiwek; ale zajmowała mnie kwestia

wyjazdu Igorka do Norwegii, pracował tam

przy remoncie wieży wiertniczej, opowiadał,

że nurkuje sto metrów w lodowatej wodzie,

tak mnie to interesowało, że zamiast

podłączyć się do hotelowego internetu,

korzystałem z polskiego, kosztowało mnie to

potem cztery tysiące, ale zabawa była.

Musiałem tam tłumaczyć wiersze jakiegoś

Niemca, nie podobały mi się, on sam zresztą

też, ale musieliśmy się spotykać w obecności

„moderatorki”, bo on mnie też tłumaczył.

Po finalnym występie, kiedy już milutko

siedzieliśmy sobie w knajpie, powiedziałem:

Jürgen (czy jak mu tam było), ich hätte deine

Dichtungen nicht gern. Na co on zerwał się

z krzesła i rzucił się na mnie. Du immer

getrunken polnisches Schwein!, krzyczał,

potrząsając mną, byłem istotnie pijany

w trzy dupy, więc nie robiło to na mnie

większego wrażenia, wkroczył w to jednak

Tadziu i powiedział: Weź ręce od mojego

przyjaciela!, dzięki czemu uniknąłem śmierci

z rąk niegdysiejszego okupanta, a dalszą

część wieczoru spędziliśmy z Martunią, śledząc

przygody Igorka pod powierzchnią morza.


Warszawa, 23.5.22