Łukasz Drobnik - Deadlajny



Do miasta wpada twoja przyjaciółka, ale dedlajn goni dedlajn, dedlajn, dedlajn. Jest w niebieskiej sukni i wręcza ci w prezencie mieloną kawę. Bawicie się świetnie — jasne — spacerując bulwarem, gadając o waszych okropnych chłopakach, śmiejąc się, jedząc lody z węglem drzewnym, ale w głowie wciąż masz tłumaczenie o raku pęcherza, które czeka na ciebie w domu. W sumie nie możesz narzekać. To, jak ciała działają lub szwankują, zawsze cię fascynowało. Poza tym praca tłumacza medycznego pozwala ci przełożyć wszystkie sposoby w jakie możesz umrzeć.


Spędzasz weekend u rodziców, ale dedlajn goni dedlajn, dedlajn, dedlajn. Przyjechały też siostry i idziecie we trójkę na spacer do lasu na obrzeżach wsi, by posłuchać trzasku szyszek pod butami, pozgarniać badylem pajęczyny. Delektujesz się tą chwilą — jasne — ale w twojej głowie wciąż masz dedlajn, dedlajn, dedlajn. Wieczorem w salonie twój tata siedzi tuż obok cały z krwi i kości, lecz każdy z was tonie w osobnym świecie sączonym z elektronicznego ekranu. Tata zawisa nad kusząco zielonym boiskiem, gdy ty rozcinasz guz.


Dostajesz porządny wpierdol, ale dedlajn goni dedlajn, dedlajn, dedlajn. Twoja przyjaciółka bombarduje cię wiadomościami. Pyta: jak się trzymasz, czy bardzo boli, czy czegoś ci trzeba. Doceniasz to — jasne — lecz jednocześnie trochę cię to irytuje, bo przed tobą kolejny dedlajn, dedlajn, dedlajn i tysiące słów do przełożenia i będziesz przez nie brnął z pękająca głową, spuchłą prawą powieką, aż nadejdzie świt i wymaże wszystko.


I został ci już tylko dedlajn, dedlajn, dedlajn, od zawsze za dedlajnem dedlajn, dedlajn, dedlajn, daj spokój, bo mam dedlajn, dedlajn, dedlajn, twe życie to wciąż dedlajn, dedlajn, dedlajn.


Twój tata umiera na raka pęcherza, po tym jak w końcu zgodził się na cystektomię i nawet poddał chemii, więc razem z mamą i siostrami myśleliście, że nic mu nie będzie i wyglądało, że jest dobrze i nawet nie czułeś potrzeby, by do niego za często dzwonić. Wasze stosunki były przyjazne — jasne — w końcu po tych wszystkich latach wydawało się, że przed wami jeszcze lat wiele, ale wtedy przyszły wyniki i się okazało, że radiolog popełnił błąd, a brzuch taty tak naprawdę wypełniały podobne kamykom guzy, i tracił na wadze z szybkością toczącego się głazu i na kilka tygodni, nim to się stało, dał ci swoje dobre słuchawki, a teraz został ci już tylko