Paweł Zaremba - zestaw dwóch wierszy
- 8 godzin temu
- 2 minut(y) czytania

ślady
z otwartych ust kamienicy sączy się uryna i błękit jej podniebienia chodzimy tam zawsze kiedy mamy ochotę na spadanie krętymi schodami prosto w rozłożone ramiona piwnicznego widziadła jego zapachy to bracia i szkło połyskujące nieśmiało między porzuconymi zabawkami a rozwieszonym praniem to sama czerń na której nigdy nie widzimy naszych palców ale i tak mówi się nam że pozostawiamy ślady że kiedyś podąży nimi noc bo wie jaki mają smak skundlone powroty ojców niosących nam swoje szaleństwo tak jak niesie się święte obrazy albo pogrzebowe wiązanki kiedy wpełzamy do łóżek śledzimy wzory na ścianach i gdy docieramy do ich źródeł przykrywa nas kościelny dzwon sny wychodzą na cierniowe pastwiska ale jest w tym wszystkim jeszcze trochę słońca dlatego nasze krzyki mylą się ze śpiewem i śpiewa z nami dom i jego kręte schody trzeszcząca podłoga
kieliszki w kredensach oraz porcelanowe figurki ciężkie trzaśnięcia drzwiami to muzyka w której moglibyśmy zniknąć ale i tak nie da się ukryć że wszędzie pozostawiamy po sobie nerwowe spojrzenia naszymi śladami szybko podąża noc
kamienica jest już wolna
trzęsło się słońce kiedy w dłoniach chroniliśmy je przed szkłem i falowaniem podłóg bitych podeszwami ciężkiego obuwia na podwórzu klęczeli rodzice ale krzyczała tylko matka wiedziała że tak trzeba by zawrzeć pakt na całe życie kiedy ze słońcem poznaliśmy diabła miał smak pierwszej czekolady papierosów i rozmawialiśmy trochę o kainie czerwonej gwieździe ale najwięcej o tym jak cudne mamy piekło tuż pod stopami nad głową w płucach z tego wszystkiego nie wyłapaliśmy strzału gdy pocisk ciszy rozrywał na kawałki niedokończone przez nas zdania na podwórze dotarł szorstki język zmierzchu zlizywał ciepłą krew z kolan wołał nas po imieniu skończył nam się czas
nic więcej nie możemy o tym powiedzieć


