Agnieszka Wolny-Hamkało - Doktor Pietrala reperuje świat

(recenzja książki „Story Jones”, w formie jednoaktówki)




POSTACI:

DOKTOR KRZYSZTOF PIETRALA – poeta, medyk

CZESŁAW MIŁOSZ - świętej pamięci poeta

MARTA WYKA – jurorka

ADAM WIEDEMANN – Adam Wiedemann

BERTOLT BRECHT – prorok

JĘZYK – jako pacjent


Sala operacyjna w powiatowym szpitalu, oddział neurologiczny.


Doktor Krzysztof Pietrala w skupieniu patrzy na narzędzia. Pielęgniarce miękną kolana, kiedy podaje mu skalpel. Ale on wysyła tylko niejasny sygnał znad maseczki. Myśli o cięciach i wiązaniach (i podwójnych wiązaniach), cięciach i wiązaniach. – Nigdy mi się nie znudzi – mówi patrząc na Język, który leży na szpitalnym łóżku znieczulony. Czy doktor ma na myśli pacjenta samego w sobie, czy świat – nie wiadomo.

Moglibyśmy nazwać pacjenta (Język) dobrym znajomym doktora Pietrali. W rzeczywistości jednak jest to obiekt, któremu doktor poświęca o wiele więcej czasu niż innym znajomym pacjentom. W pewnym momencie życie doktora zaczyna kręcić się wokół Języka. Aż w końcu doktor Pietrala opracowuje doskonały system cięć (i wiązań). To odkrycie medyczne także jakoś nazwano: „Story Jones”.

Pierwszym obserwacjom, testom i pomiarom, których doktor dokonuje na pacjencie (Języku), towarzyszą lektury. Jest tam i przysłowiowy Ważyk, właśc. Adam Wagman i Adam Wiedemann i Wigmann w tłumaczeniu Wiedemanna. A to dopiero samo W.!

Wyżej wymienieni okazują się SAMYMI POETAMI. Dlatego potencjalni widzowie mogą zadać pytanie: czy odkrycie medyczne doktora Pietrali o nazwie „Story Jones” to wiersze, czy prozy?


CZESŁAW MIŁOSZ (podrzuca odpowiedź ze Skałki. Z offu:)

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,

Która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą

I pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,

Autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.


W samej istocie poezji jest cos nieprzystojnego:

Powstaje z nas rzecz o której nie wiedzieliśmy że w nas jest,

Więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys

I stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.


MARTA WYKA

Dorzuca swoje trzy grosze o wierszach.


DOKTOR KRZYSZTOF PIETRALA

„Story Jones” to „Story Jones”, złomiarze. Podyktuję wam teraz receptę:

Mieli już za sobą większą część wieczoru, więc postawili na nagłą przygodę.

Bal w willi był udany, ale najlepsze są potajemne wyjścia do labiryntu ogrodu.

„Na końcu tego parku stoi stary dom zdrojowy. Zamknęli go pod koniec lat

siedemdziesiątych. Podobno kogoś tam zabito bez skrupułów. Narzędzia

zbrodni nigdy nie odnaleziono” – zakończył dumny z przytoczonych cieka –

wostek. „Podobno opowieści o mordercach rozgrzewają szybciej niż alkohol”

- udała zainteresowanie opuszczając kieliszek. Bąbelki gryzły w gardło

i szczypał mróz. Robiło się zbyt zimno, żeby dłużej stać w miejscu. O alejce

pod śniegiem przypominał tylko układ drzew i białe zaspy ławek.


BERTOLT BRECHT:

A gdzie w tym wszystkim jest świat! W razie czego u nas są najlepsze kliniki, mein lieber Freund. Gdyby trzeba było coś reperować.


DOKTOR KRZYSZTOF PIETRALA:

Świata tu jest od chuja. Trzeba tylko podejść bliżej.


ADAM WIEDEMANN

Na którym piętrze jest palarnia?


Wyciemnienie.