Przemysław Suchanecki - zestaw czterech wierszy


fot. Agata Kalinowska




skały w siatce


żeby nie osuwały się żlebem w stronę jezdni

masz szyszki pod strzechą czego nie wypomnę

chcę być rezerwuarem co wyłącza

co eksplikuje most

dłonie zawsze są nawilżone

może rano jest połacią masła

której nie skończysz w kalamburze



Illuminati calls


Gdzie jest David Icke?

Ufoantropologio, nie zawodzisz nas.


Piękna jaszczurzyco,

chodźmy w bluszcze, w wielką rzekę,

z lekkim pieprzowym obłoczkiem tuż nad zimnym trapem

ładujmy się do pojazdu.



Baran


zamiata liście i zaczyna bunt,

rozjaśnia włosy, odwraca sylwetkę,

rozkręca stroboskop twarzy,

stymuluje kradzieże, utraty i nagłe zaśnięcia.

Jeśli mu nie przeszkodzisz będzie wciąż powracał.

Przygryzie ci wargę, uśmiechnie się tobą,

będzie stał w oku każdego cyklonu.

Można zarzucić mu mundur, a nawet pokochać,

wpędzić w ciemny grób, zamalować oczy.

Nie sposób go odegnać, przyjdzie raz i już zawsze będzie obok,

gdyby nie on, nie byłoby mnie tu,

zamiata liście, zaczyna bunt i grób.



Między nawierzchnią autostrady a zbryzganą szybą


Drzewo, które łamie się i wpada do morza

Z czasem nabiera gładkości,

Na krawędzi jego kory jest muzyka, którą porzucono

Owoce piętrzą się w siatce od wczoraj

Razem z parami ususzonych oczu

Pokruszony magazyn widzi i słyszy wilgoć

Ściągniętą chusteczką z butów,

Bo wskoczyłem do tej rzeki po raz drugi

I było w niej o wiele więcej wody!


(Tyle domkniętych kolorowych ciemnych kół…

Nawet w religijnej poezji jest modem D-Link

Albo stary Ikarus spalający pył w drodze do celu)


Jak zarobić na chaosie serca i żołądka

Zapytał mnie o to kiedyś bogaty rozmówca

Kiedyś w chaszczach republiki którą zjadł

Bezpowrotnie wywrócona na pewną stronę Drugi gest

Zmarszczona powierzchnia

Obrzeża stołu przy którym raczymy się sobą

Remaster tego spotkania w gęstej kosodrzewinie

Patrzymy w puste wnętrze pozłacanego stojaka na mikrofon

Czemu wzmacnia nasze błagania

taniec

wyrzucanie rąk