top of page

Paulina Janssen - zestaw sześciu wierszy




Agnieszka Apoznańska, Różowa melancholia, olej na płótnie, 30 x 40 cm, 2024


z okopów


nić nasienie spazm struga ulga 

pachnie mokre ziele  

pokrzyk 

trawy 

przepuszczam cię przez ślinę, zasieki, serce, flary

wyrywane po kawałku 

zawężanie frontu 

lepko przy biodrach i mdło mi pod obojczykiem

nie odklejaj się ode mnie jeszcze nie i zawsze nie i nigdy nie

zastygamy 

po chwili słyszymy jak szumią 

kosy



okiść


widziałeś z nasypu 

jak uciekały przed świstem

obłym wizgiem 

pociągu 


ślady melioracyjne 

odleżyny na tafli trawy

zarys czegoś co można pić 


grudy słów 

zamarznięte 

twarzami do ziemi



(miłość)


chodziło tylko o to by móc  

trzymając się za ręce 

jak dawniej zanim porośliśmy sierścią 

drapieżników 

wyciągnąć w przestrachu 

martwego ptaka  

z kratki wentylacyjnej w łazience 

--------- na emalię wanny spadły pióra 

i maleńki odłamek krwi 


gdzieś zza powłok ściany dochodziły w nocy szmery

które przypisywaliśmy złym snom 

wybudzaliśmy się 

z koszmarów w mokrą pościel 


noc głośnieje odpadają płytki i tynk 


oklejamy taśmami okna na skos 

zasypiamy na podłodze 

z głową pod umywalką słyszysz o czym szumią?

dotąd wanna była moja teraz tam się boję 


wpuszczasz mi w ucho ślinę pod kolana między palce liże

stopy luna znowu wiernie podpełza pod sen 


skrzydło zawijasz szczelnie w worek 


napierdalasz słowem zakazanym 

w poezji



na wszystkich frontach bez zmian


mniszek paproć łuski tamarynd 

zawleczki łubin krzewiń otuliniec  

ługowiec menażki oczaryn


ślady ślady zielniki ślady  

chłopców oderwanych  


od mleka pod nosem 



bezdomne psy w Sarajewie


Jesteśmy wszędzie 


w pustostanie  

w mieście murów 

po epidemii ospy 


zimą kryją się w pustostanach skulone w  

stercie śmieci bandy psich squotersów  

szukają ciepła w  

bebechach kanap starych dywanach 

ubraniach poprzednich właścicieli domów. 

z okien czasami zwisają strzępy  

zasłon aksamitów nasączanych deszczem. 


Przejmujemy cmentarze 

te pod gwiazdą 

te pod krzyżem 

te pod księżycem 


kopiemy nory 

wyciągamy kości 


Hej, czy jeszcze kiedyś 

usłyszymy te pieśni 

które 

drobnymi palcami wtykaliśmy 

w kłosy zbóż?  


niektóre watahy śpią jak wilki w wykopanej 

małej jamie w śniegu. mroźne płatki osiadają

na ich rzęsach wirują wokół nosów topnieją

ich futra stają się grubsze wtulają się w siebie pomrukując. 


Nim nasze alfabety wypowiedziały  

sobie wojnę i poszły  

na noże 


nim wybuchła 

zaraza 

i obsiała ulice 

ropiejącymi ranami


bezdomne suki rodzą częściej i karmią dłużej

niż te pod opieką człowieka. dziesiątki 

wygłodniałych szczeniąt wisi im na sutkach.          

                     

Szedł tędy wielki smok 

pieczętując drogę 

swą czerwona  

krwawą łapą 

  

Snajperzy polowali na  

słowa  


uliczny pies żyje przeciętnie od trzech do 

czterech lat. najczęstsze przyczyny śmierci to

nieleczone choroby. wypadki na drodze. zimno

niedożywienie. otrucie i służby sanitarne. 


Dostosować się do  

wzgórz 

trzeba! 


tylko równoległe ulice mają jeszcze sens



dół (Darkness and Company


żołnierze zatrzymali w kadrach 

własne okrucieństwo 


nie potrzebna sołdatom migawka 

wystarczy --------------------------- 

i kilogramy piachu 


może nikt nie znajdzie 

nikt się nie dowie 

las przemilczy 

mokradła wytłumią 


tylko te uporczywe dłonie 

palce splecione z korzeniami traw 

przezierają przez powłoki ziemi 

połyskują 

stosy blaknących negatywów 


później już tylko my 

nasze rowery, spalone książki, pola słoneczników 

wbrew wszystkiemu pijące łapczywie wiosenną burzę 


porzucone kontury ciał 

i nasze psy na łańcuchach 

oszalałe 


tak blisko do schronu 


Comments


bottom of page