Adam Zapalnik - Zajączek


ilu. Mirella von Chrupek




Któregoś dnia zimy, tuż po uroczystym niedzielnym obiedzie, na który składały się pieczone półdupki dziadka oprószone gęsto cynamonem, Mały Miki i Wielki Miki, słodkie blond bliźniaki, które dzielił jedynie rok urodzenia, rozłożyli się wygodnie na poduszkach i zaczęli wypatrywać rodziców w drzwiach wejściowych. Stęsknili się za widokiem mamy i taty, którzy w poszukiwaniu szczęścia i zmiany karty domowego menu, na którą składała się postać nieżyjącego od dwóch tygodni ojca ich matki, zapuścili się w puszczę. Dziadek, nim zmarł, pobił chyba rekord świata w szczupłości, więc nie minął kwadrans, gdy młodszy z braci zaczął zapuszczać żurawia w stronę pustego półmiska na stole. Wielki Miki był rozczarowany postawą brata.


– Nie mów mi, że się nie najadłeś, Mały Miki. Miałeś przecież cały lewy półdupek tylko dla siebie! Pomyśl o rodzicach, którzy żywią się głównie śniegiem i cynamonem, i bądź wreszcie mężczyzną.


Mały Miki strasznie chciał już być mężczyzną i mieć wielki pusty żołądek, jak jego tata, który mógłby kiedyś zapełnić wszystkim, co rośnie i żyje wokół ich domu, ale miał dopiero cztery lata. A poza tym nic nie chciało rosnąć wokół ich domu w promieniu wielu kilometrów, a wszystko, co tu żyło, zjadło się nawzajem, więc Małemu Mikiemu było ciężko.

Z zamyślenia wyrwało go bolesne szarpnięcie za ramię, a następnie blask bijący od mężczyzny stojącego w otwartych drzwiach wejściowych. Gdy wzrok już się przyzwyczaił do tego nienaturalnego światła, bracia mogli go sobie obejrzeć dość długo i dokładnie, nim na dobre u nich zagościł.

Ów oślepiający mężczyzna był w jakiś niezręczny sposób przystojny, tak wysoki, że jak później określił to Wielki Miki, najwyżsi koszykarze mogliby mu co najwyżej chuchami rozgrzewać kolana i łokcie przed meczem, a do tego nosił długie blond włosy – kręcone były lepiej niż u największych diw filmowych. Ale najlepsze kryło się za nim. A dokładnie w jego plecach, z których wyrastały… skrzydła.

Kiedy szczęki na powrót wróciły im na swoje miejsca, Mały Miki nie wytrzymał:


– A kim pan jest, proszę pana, i gdzie są nasi rodzice?


Mężczyzna zrzucił sobie z ramion śnieg i uśmiechnął się.


– Jestem aniołem stróżem waszego zmarłego dziadka. Nie lękajcie się – dodał zaraz, widząc ich miny – nie przyszedłem was ukarać za to, że już prawie go zjedliście. Przyszedłem was pocieszyć, że wkrótce los się do was uśmiechnie, a rodzice wrócą do was cali, szczęśliwi i obłożeni niespodziankami, jak na święta. Na zachętę przyjmijcie ode mnie w darze cukrowego baranka. Składa się on niemal wyłącznie z sacharozy, więc powinien uradować wasze żołądki.


Bracia oblizali się kilkukrotnie, choć to niekulturalne. Nie przypominali sobie, kiedy ostatnio jedli coś słodkiego. Anioł dziadka tymczasem grzebał po kieszeniach i zakamarkach swej garderoby w poszukiwaniu obiecanego im baranka, co jakiś czas rzucając słowem, które było im nieznane, choć brzmiało znajomo. Wtem coś upadło za nim na podłogę. Mały Miki krzyknął, tak się przestraszył. Wielki Miki próbował dojrzeć, co huknęło o dębowe deski. Tak, to był ich baranek! Ich obiecana cukrowa uczta!

Anioł pokrył uśmiechem zaróżowione z nagła policzki i odwrócił się, by podnieść zgubę. Wtedy je zobaczyli: dorodne, cudownie trzęsące się, zapewne różowo-białe i odpowiednio jędrne pośladki ich gościa. Anielskie półdupki anioła stróża ich ukochanego dziadziunia. Spojrzeli na siebie bez słowa, a na ich twarzach pojawiły się najmilsze uśmiechy, na jakie stać wzdęte głodem brzuszki.



 

Adam Zapalnik – pseudonim Żanety Gorzkiej, poetki i warzywożernej warszawianki. Jeszcze w tym roku wyda swoje ostatnie dwie książki poetyckie. Zaprezentowane opowiadanie pochodzi ze zbioru, który się pisze.