Piotr Janicki - Dni z przykładami (1)


il. Paweł Harlender


Zwróć uwagę


Pierwsze minuty spaceru po obwodzie koła barw, to zarazem tego spaceru najgorętsze chwile

z nieodłącznym rymem odcieni [–] czerwieni. Gdy trzymam blisko twarzy faksymile Modlitewnika

Zygmunta I Starego, wówczas dolatuje mnie woń tatara. Podoba nam się, że mamy podobne

poczucie humoru. Kicham, przewracając kandyzowaną gruszką strony modlitewnika i nucimy psalm: Verba mea auribus percipe... Krążek tatara, kwiaty pelargonii… Quoniam ad te orabo… Orare, oro, oravi, oratum...


U angielskich psujów powietrza (pray, pray, pray, pray) modlitewnik znajduje się, bo go wywiozła

Maria Klementyna Sobieska, myśląc chyba, że nie dojdziemy śledztwa. U włoskich psujów powietrza (pregare, pregare, pregare, pregare) modlitewnik znajdował się, bo go wywiozła Bona Sforza, myśląc chyba, że nie dojdziemy śledztwa. Ale dzieje rzeczy ("Tekst to nie rzecz." (Kalliopi Nikolopoulou)) są niczym w porównaniu do gorszących scen pomiędzy jej badaczami, wytykającymi analizom poprzedników (nierzadko nieżyjących!) błędy i nieścisłości.


W obrazach Salvatore Emblema z nieodłącznym w tytułach słowem "emozione" nasz spacer świtem, światem przemienia się w spacer oziemi (uderzać) brzemiennej. “Perhaps unconsciously, it seems as if the artist reproduces the Neapolitan landscape with he has in blood, not in its most liquid and light aspect but in its most dramatic one:the suffocated fire of Vesuvius and the arid blackness of the lava.” (Palma Bucarelli.)


Faza mozołu. Potworowski: “Powoli i z trudem maluję ten leżący pejzaż. Pejzaż środka, leniwy

i monotonny jak rozlewisko błotnistej szerokiej rzeki. Jest on w pewnym sensie charakterystyczny,

ale trzeba diabelskiego wysiłku, żeby go chcieć. Dlatego muszę chodzić po kilkanaście kilometrów, żeby choć kawałek tego kraju zobaczyć jako jakąś całość, z głową i ogonem.”


Bohater Chlewu Pasoliniego, dwudziestokilkuletni Julian nie bardzo daje się namówić na

uczestnictwo w społecznym zrywie, nie ulega też miłościom młodości, poza jedną, miłością do świń. Julian, skończywszy – udaną, w moim przekonaniu – próbę śpiączki, spotyka Spinozę. Podczas rozmowy filozof wyrzeka się swojej Etyki, namawiając, “żebyś zrozumiał, że rację ma ten nowy Spinoza, / kochający w tobie wyłącznie czystą obecność Boga, który nie pociesza.” Swoim utrzymywanym w tajemnicy zwyczajem Julian pomaszerował do chlewa i tam świnie go zjadły, calutkiego, że nie zostało z niego nic, tylko opowieść.