Tomasz Dalasiński - zestaw czterech wierszy




Cielną


Ostatniego dnia wiosny doiliśmy cielną

krowę spędzoną z łąki Grube palce dziadka

zaciskały się lekko na nabrzmiałych strzykach

moje dłonie niezdarnie odbierały udój


Potem zasuszaliśmy wymię po wymieniu

z domorosłą sprawnością wiejskich konsyliarzy

Patrzyłem jak z gasnących zdrewniałych gruczołów

wraz z ciepłem i mlecznością odchodziło życie


Musisz wiedzieć że życie mówił wtedy dziadek

zaczyna się czasami od fałszywej śmierci

i czasem by coś zyskać wpierw trzeba coś stracić

Musisz wiedzieć że życie to praca w utracie



Żuki


o błyszczących plandekach

z utwardzonego płótna

nadspalające czystą etylinę,


którymi w międzyerze

przywożono do wsi

podłej jakości węgiel,


którymi razem z węglem

przywożono śmierć,

czarną, pylasto-gorzką,


rozsypaną na pace

przeżartej korozją,

mokrą od śniegu z deszczem,


wsłuchaną w szumy opon

i warkot motorów,

dyskretnie odroczoną


jak płatność za ciepło

do nigdy nie wiadomo

komu i za ile.



Źdźbła


Zeżreć chleb za stodołą

zeżreć aż do kości


nie tracąc ni ograbka

ni jednego źdźbła



Tamtego dnia, na wsi, pod przepróchniałym płotem


wykopaliśmy z ojcem dół

pod zwłoki padłej suki.


Dół był dokładnie taki, jaki powinien być dół

pod zwłoki padłej suki. Zasypaliśmy je, porządnie


uklepując ziemię, a potem

posadziliśmy obok dwie wiśnie sokówki,


które rok po roku o tej samej porze

miały wydawać słodkie, czerwone owoce


plamiące twarz i ręce. Od tamtego

dnia czekam, aż nadejdzie czas,


ale on tylko odchodzi.