Rafał Wawrzyńczyk - zestaw trzech wierszy


fot. Jacek Świątek




[Do pewnych rzeczy...] Do pewnych rzeczy nie ma już dostępu.


Do miejsc, do których docierał w puentach swoich utworów Rainer Maria Rilke, powracał z nich umęczony, wszyscy gratulowali.


Inne rzeczy są obecnie w świecie wystawione. Wieżowce Teksasu, szosy, chmury Ameryki Środkowej.


Zasłona z nadrukiem, za którą zaraz leży ogromna polityka. Nowe rozwiązania. Nowe korytarze. Nowe mieszkania.


Ale nie martw się: nowe domy po zmroku idą wolno w stronę chałup, zapytać o radę.



[Były kiedyś mecze...] Były kiedyś mecze, bo była telewizja. Była telewizja, bo była jedna.


Okazalsze są rośliny o jednym pniu niż rośliny posiadające ich wiele, rozlazłych w tę i we w tę.


Wzruszająca, wyniosła sekwoja. Którą jednakowoż można ściąć. Drzewo znika i zostaje jeżynowisko, dalej żyje się zatem na


jeżynowisku. Żyje się, inaczej wygląda życie, jeździ się do Łodzi, jeździ do Salzburga,


siwe włosy ogląda się w lustrze, nie można znaleźć płyty, bo ma się ich dużo.


Ogląda się dzieci kolegów, które śpią cichutko, jest chłodne popołudnie, maj, koleżanka uczy nas strzelać z łuku, dla zabawy.

Popołudnie myszki I kiedy przysypiałem, zrozumiałem, że przysypiam na brzegu morza, na krótko, płytko, jak brodate rasy, które stawiały


rusztowania bogom. I że rytm „wstań”, „zaśnij”, „wstań” jest tylko tu, na plaży. Ocean, który na nas czeka,


wisi jak Jowisz nad polami, ani za daleko, ani za blisko, ani przyjazny, ani nieprzyjazny. „Czeka”, powiedzieliśmy tak,


ale czy powinniśmy tak mówić? Raczej my nań czekamy. „Nań”, jeszcze śmieszniej. Kiedy zbliżamy się do wielkich słów, język robi się starszy. Godzimy się z tym,


bo inaczej się nie da. Walczy się tylko o punkt, do którego dojdzie się bez zmarszczki. Potem siedzi się w zmarszczce. Karmi z niej harcerzy.