Marta Mitek - zestaw pięciu wierszy


ilu. Zuzanna Gałuszka/Suzi Galu



słoń o tych drogach mogły wiedzieć matki, ja nic nie pamiętam. może tylko ciężar nóg grzęznących w piasku uczono nas przez wzmocnienie: ścieżki prowadzą do wyschniętych źródeł, gdzieś za akacjami. siebie wsyp na powrót w stworzenie, sobą zasil obcą nagle ziemię. kości też słyszą —

miękkie miasta zostaw na miejscu, bym mogła służyć udomowieniu, rozdawać i chować się w szafie ciała. dla innych pokoje, biurowce, schodki, wentylacje, nawet psi piec oddam dla tego drobiazgu skoro nie jestem myślą, uczyń mnie narzędziem do śnienia o każdym możliwym przypadku, najwyższym żarze, pełni szybko stężał olej. czekam w drewnie, byś je naoliwił zawsze znajdzie się coś, czego nie wiem bywałam: zwiniętym dywanem spod stóp, otwartym plecakiem, niewiedzą, stadem, przeczekaniem, dłonią, która spieszy na pomoc ranie nie dla mnie zachwyty, na razie dbam o to, żeby się nie zagoić dam sobie wyśnić wylanie z nadmiaru powoli sięgnę korzeniami do matek oddech wchodzi tam, gdzie boli i czeka na nazwanie bogorynek lubię patrzeć, jak budowane są rzeczy takie jak to między wami. na polach popiołu rysuje się ścieżka mrówki albo ptaka niebo tam i błoto, a dopiero pierwsze warstwy, jeszcze wysieje się bylina, okaże się, że relacje mieć można nawet z kamieniem. angażu wystarczy dla wszystkich jeden po drugim określają marzenie ciepło, cicho, ciasno, ciemno pod sobą tylko drobno utkany dywan z mchów. mogłabym zostać i nie słyszeć, jak wołasz, ale nie umiem, nie chcę trzeciego grzebowiska wracamy z torbą pełną grzybów (ten wzrok pełen zazdrości) do domu, gdzie udrażnia się to, co przecieka wiem już: wolałam tam zostać, świętować w ciszy cykl wody i cukrów co powie, staje się prawdą — milczę