Hanna Janczak - zestaw dwóch wierszy




fusom senkjujemy


Chcę ci powiedzieć kocham, ale w środku hoduję

śmierdzącą bulwę, która wyskakuje z zarośli

niczym hailujący skurwiel, co potrafi za jednym zamachem

skosić całe stado, dlatego mówię idzie zima,

jeże znów mają przerąbane. Skamieniałość,

które we mnie mieszka codziennie powtarza ten sam ruch,

ale inaczej. Przynajmniej tak to czuję.

Popołudniowy rozpad. Dzisiaj znowu udało

się przetrwać. Wpadł znajomy,

dostał obiad, który wcześniej przygotował i powiedział:

spektrum goryczy. Od razu zrobiło się raźniej.

Na drugi dzień rano postanowiłeś pokazać światu

więc wstałeś, otrzepałeś się i prawie ci się udało.



Być pastwiskiem, igrać z trawą


Chcieliśmy zacząć ładnie mówić i stąd nasza rozmowa.

Wyobrażaliśmy sobie słowa, które mają postać kryształków lodu w ustach.

Kryształki przypominają gwiazdki, które uderzają w zęby

zahaczają rąbkami i łączą w zdanie.

Ujęcie sprawy nie musi być skomplikowane czy oryginalne.

Widzenie powstaje w chmurach, gdzie krystalizuje się myśl i tam

przemienia się nieustannie drgając. Ślina. Więcej śliny. Symetryczność.

Być może nawet elektryczność. Rytm mrozu. Chrzęst.

Im niższa temperatura, tym kryształki mają więcej kształtów

i są przyjemniejsze dla ucha. Nie pamiętam dokąd doszliśmy.

Tej nocy, pierwszy raz od dawna.