Bianka Rolando - zestaw dwóch wierszy




three pale boys


Było ich dwóch, tak mi podpowiedział trzeci

Mieścili się razem w meteorycie z Willamette*

albo w łonie (w bagażniku starego gruchota)

Wyrywali się zawsze do jakiejś maskarady

Fajki, to dopiero była frajda tak pluć na boki

gdy mumia zapowiedziała kaganiec i robaki

Nie takie zwykłe, raczej niezwykłe do wiersza-

-wskakują, włażą Ci w portki, tną: „Ma-tulu!”

Skacz, skacz i płacz, ostańczyku mój, bełkocz!

Tak, kołnierze tych osadników pełne są błękitu

albo zetlonej żółci od potu pozowania do zdjęć

Oni wygrywali każdą bójkę, tańczyli też razem

na nic się to zdało, wytworne piosenki o śmierci

ktoś spisał? Nikt, choć ludzie byli zachwyceni

jak pierwszy koziołkował zanim wbił się w rów

Drugi miał sny o ptakach (takie nabożeństwo)

walił popielniczką, chciał dzwonów, głuchy pień

na wysokości-ptasie kości, głód jest doskonały

gdy skrzydło brata porasta ci język, jak cierń

mówisz mu prosto z mostu skacząc do rzeki:

„Hej, trupie! To twoje graty, nie zostawiaj ich

u mnie po sobie! Trzy razy już cię ostrzegałem”.

A on patrzy się tylko w kolejne odbicie niepewnie

bo wszystko, co ma jeszcze dodania, ty powiesz

coś jakby: „No, dobra, już zostaw te graty u mnie

wypełnię misję, i nie bój się, jakoś wrócimy razem”.



Notacja


Te pręty podzielone trupem

deszcz zmył pukając do celi

I na gałęziach burych wiersza

niebieskie zakwitły bliźniaki