Angus McDiarmid - UDERZAJĄCE I MALOWNICZE SZKICE..., tł. Piotr Puldzian Płucienniczak
- 28 mar
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 30 mar

UDERZAJĄCE I MALOWNICZE SZKICE WIELKIEGO, PIĘKNEGO, CUDOWNEGO I INTERESUJĄCEGO KRAJOBRAZU WOKÓŁ LOCH-EARN [fragment]
Loch-Earn to jezioro w Szkocji, na mapie znajdziesz je na północny zachód od Edynburga. Podobno jest piękne. Nigdy go nie widziałem. Angus McDiarmid (jeśli istniał, ale to inna historia) napisał przewodnik po jego okolicach. Problem był jednak taki, że McDiarmid nie znał angielskiego, a jedynie szkocki gaelicki. Aby dotrzeć do szerokiej publiczności, zdobył słownik i przekładał swój tekst słowo po słowie, starając się za każdym razem dobrać najbardziej wykwintny termin. Nie wiele wiedział o kontekstach użycia, gramatyce i podobnych miejskich sprawach. Interesowało go piękno, bo to najważniejsza rzecz. Książka ukazała się w Londynie w 1815 roku.
Krytycy uznali McDiarmida za jednego z najgorszych pisarzy, a jego dzieło anty-arcydziełem purpurowej prozy. Chciałbym, żeby takich książek było w Polsce więcej, więc postanowiłem ją przetłumaczyć.
Książeczka „Uderzające i malownicze szkice”ukaże się wkrótce w Oficynie Dar Dobryszyc.
SZKIC KRAJOBRAZU WOKÓŁ LOCH EARN.
O różnej niezwykłej osobliwości spływającej z doskonałości katarakty w Edinample, która częściowo przenikając do spojrzeń patrzących; jej skończoność zamknięta między wielkie dzikie skały w aspekcie szorstkości, podobne traktom samotności bądź surowej natury; jej siła emfatycznie przepływając trzy podziały; jednakże, w porze wody spadającej zza chmurza, jej moc wzrasta tak potężnie, że owe podziały, niemal nieodkryte, na których jej przyrostowa niebotyczność transcendowała wszelki przedmiot wnikliwości, przygodnie w manuskrypcie, w tak eminentnie mierze, iż jej homengenicznie nie mogła być poznana w okresie przejściowym, za wyjątkiem istniejąc w emblacie falom oceanu w burzliwym sezonie.
Jedno niezwykłe zdumienie, wyrastające z przyrodzenia wyżej wzmiankowanej katarakty, w wartości obserwacji, iż jego ryk tak głośny animuszem, który będzie dudnił w uszach znużonych podróżnych na wielkim dystansie, co jest najwcześniejszym znakiem venit pory roku: Skutek jej siły rzeźbiącej takiż elegancki krąg w skale, na krawędzi swych wykreślonych granic, tak że potężnie przewyższy najbardziej nawet przebiegłych rębaczy.
Starożytny Zamek. – Ku niemu, w którym onegdaj rody dom swój miały, żadna harmonijna melodia nie mogłaby być weselsza, by pogratulować, w czasie ujmowania swych apartamentów, spokojnej, wilgotnej nocy, niż jego szum brzmiący w ich uszach, przyjemny dla zmysłu.
Jakieś czternaście lat temu, dwa słuszne drzewa było rosnące na krawędzi katarakty uprzednio wspomnianej, które było obalone przez niezwykłe wiatry; jednakże, dnia, który nastąpił, powstały proste, jakie zawsze były; w czasie rozsądnym, w tej posturze upadku i wprostu; w konsekwencji publiczność przeładowana naj-największym zdumieniem; choć nie są tam dziś, niemniej miejsce skały gdzie było im rosnąć dojrzeć jest sposobność.
Wrzosowisko, usytuowane wyżej katarakty o której mówiłem zawczasu, którego wznosząca część obfitowała we wklęsłości, istniejące, wedle podobieństwa, do pociągłych rozpadlin w wierzchniej ścianie głazu. Jednak czy ta konwulsja była przedpotopową, czy zaliczką nadaną drżeniem ziemi, to zmyka najbardziej genialnej myśli. A choć mogła być to drzewiej kryjówka męża niespójnych transakcji; choć częściowo dziś wypełniła się paprocią i ziemią, unicestwiając je z jawności zewnętrznemu spojrzeniu, komparatywnie do ich pierwotnych charakterystyczności, pomimo ich formy nie jest poza bytem wynagrodzić pożądanie widzów.
Inna cecha ciekawości warta wyłożenia, otóż wysoka góra, przeciwległa zamkowi Edinample, w której jej licu trakt podłużnej pustki, o godnym namysłu rozmiarze. Pierwotne źródło produkcji tej rzeźby jest ponad intelekcję wielu, za wyjątkiem rzymskiej koalicji w swej wojnie; ale oryginalna egzystencja tych rzeźby, w części oszpeconej w konsekwencji wielkiej liczby wieku od czasu formacji. Podług pewnych domniemań, Rzymanie spotkali swych spotkanych wedle niższej części góry wyżej wzmiankowanej, gdzie zaordynowali bitwę we wrogiej manierze; któregoż dnia Edinample zwane było miejscem.
Przedmiot zewnętrznej szczerości, który pobudzać może zauroczenie, który zasługiwać załączenia. Masa wyżej tego szkicu, to Glenogle, jest to wąskie przejście, między takim spazmem, wiszą ponad niem góry Grampiańskie, w takąż zawalidrożność egzystencji, że podobieństwo ich doskonałości rzadko się wystawia, na widok w północ Szkocji, bądź może na kolloniach do niej zaanektowanych. Lecz, by dopełnić ilustracji omawianych szczytów, koniecznym pozwolenie, by naciskać dalej w tej delineacji, jeśli dane byłoby podać opis o rozwleklejszej deskrypcji.
Jezioro w bliskości Edinample, zwane Lochearn, otaczając w części lasem różnych drzewostanów, a którego cień jego migocze przejrzyście w powierzchni wody pośród splendoru dnia letniego.
Wyspa, na tej części rzeczonego jeziora podług Edinample. Która to wyspa, wedle pewnych afirmacji, została wzniesiona przez zręcznych modellarzy; fundament jej złożony w drewnie, na którym wykonali operację tak zdecydowanie, aby uczynić zwodniczej habitacji, pierwotną ideą operowania omawianej wyspy było schronienie dla niektórych z mieszkańców, by ocalić ich majętności od hańby wielości nieludzkich transakcji.
Inna wyspa, na samym końcu owego jeziora, w starożytnie przez niesławnych najazdników zamieszkała była, gdzież zostali oni ścięci, w konsekwencji zbrodniczego występku, przez dzielnego dżentelmena z MacNabów, który – w celu egzekucji takiego zamiaru – posiadł kontrybucję asystencji trzech innych w niesieniu łodzi z wielkiego oddali, na ramieniu, poprzez grunt górzysty, w martwej ciemni nocy. Poprzez który to plan intelektualny, dostał się był do wyspy, i czym prędzej wykończył zgnębionych tubylców.



